Reklama

Kultowe miejsca: Kino Melodia

08/05/2016 12:27

Chyba niewielu miało okazję posłuchać charakterystycznego szmeru kinowego projektora. Takie relikwie minionych czasów przypominają o miejscu niegdyś tętniącym życiem i centrum spotkań lubaczowskiej młodzieży. Kino „Melodia” przy ulicy Kościuszki, które pamięta kolejki po bilet, gwar i przepychanie przy wejściu oraz pełną salę widzów, od wielu lat stoi puste.

Bogusław Tabaczek przyjął się do pracy w kabinie projekcyjnej kina „Melodia” w latach 80. Wtedy funkcjonowało bardzo dobrze, bowiem odbywały się cztery seanse dziennie, o godzinie 11, 15, 17 i 19. Jeśli film był kasowy, potrzebny był jeszcze seans nocny. Zdarzało się, że na sali[paywall] był komplet widzów, czyli sporo, bo kino „Melodia” miało około 270 miejsc. Siedzenia rezerwowano sobie nawet dzień wcześniej. Bywało tak, że pracownicy musieli, oprócz wejścia, pilnować  ubikacji, bo niektórzy chcieli się dostać przez okno do środka. Nieraz bilety ktoś wykupywał i przed samym seansem sprzedawał za drugie tyle dla spóźnialskich. I co ciekawe, ktoś to kupował.

– Pamiętam, było ciekawie jak wszedł Bruce Lee. Nie szło sali upilnować. Długie kolejki, przepychali się, bilety podawali przed okno. Ale później, kiedy zaczął się film, na sali zapadała taka cisza, że muchę było słychać. Wszyscy w skupieniu wpatrywali się w ekran – mówi B. Tabaczek.

Reklama

– Nieraz, jak wchodziłem do kabiny projekcyjnej o 8 rano, to wychodziłem o 23. W święta i niedziele mieliśmy najwięcej pracy. Kino zatrudniało 8 osób: w kabinie trzy osoby, bileterkę, kasjerkę i sprzątaczkę. Kierownikiem był Stanisław Potuczko, a w kabinie projekcyjnej Ludwik Pytel, dwóch jego synów – Romek oraz Leszek – i ja. Zainteresowanie było duże. Trzeba pamiętać, że w tych czasach były dwa programy w telewizji i nie było komputera. Początkowo, jak się przyjąłem, ciężko mi było na urlop pójść, żeby film mi nie uciekł w tym czasie – opowiada B. Tabaczek. 

Z konkurencją nie ma szans

Praca przy projektorze polegała na stałym pilnowaniu elektrody. Poza tym film, czyli 6 – 7 rolek po 15 minut każda, o łącznej długości 3 tysięcy metrów, trzeba było zmontować na jedną dużą. Widzowie nawet nie zauważali tego, że jest przejście. Jedynie pojawiające się w rogu okrągłe albo czarne kółeczko informowałoo o tym momencie. – W czasie projekcji w ogóle nie można było sobie pozwolić na wyjście z kabiny. Po seansie taśmę trzeba przewinąć i zwinąć, a później spakować i przygotować do wysyłki, ekspresem na stację PKP. Bowiem każda kopia była przysyłana i zgodnie z terminarzem odsyłało się ją do następnego kina – nasz rozmówca wraca wspomnieniami do lat minionych.

Reklama

Szkoły w kinie pojawiały się szczególnie często. Wtedy nie było wychowawcy, który nie przyprowadził swojej klasy. Nieważne czy matematyk, czy historyk – szli wszyscy. Dla najmłodszych bajki, później lektury. Teraz nie ma takiego zainteresowania. Szkoły zapakowane w autobusy jadą do kina w Rzeszowie.  Bogusław Tabaczek, który dziś zajmuje się sprzętem kinowym w Miejskim Domu Kultury, stwierdza, że aktualnie zainteresowanie jest nikłe: – Z taką konkurencją nie mamy szans.


fot.Justyna Zając
Budynek kina „Melodia” przy ulicy Kościuszki.

Reklama


fot.Justyna Zając
Projektor kina „Melodia”.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama