Reklama

Lekarze się kłócili, rodzina czekała na wypisanie aktu zgonu

08/09/2015 17:00

Blisko 50 telefonów musiała wykonać rodzina zmarłej pani Zdzisławy, zanim udało się doprosić przyjazdu lekarza, który wypisze akt zgonu. Przez ponad 2 godziny trwała przepychanka między szpitalem i prywatną przychodnią.

Śmierć ciężko chorującej bliskiej osoby – żony i matki – jest dramatem samym w sobie, ale okazuje się, że przykrości z tym związanych może być dużo więcej. I to ze strony służby zdrowia. Doświadczyła tego rodzina zmarłej pani Zdzisławy Młocek ze Starego Dzikowa. W nocy z soboty na niedzielę, tuż po północy, jej syn zauważył, że mama nie oddycha. Zadzwonił pod 112. I wtedy zaczęła się gehenna[paywall]. Pan Łukasz został skierowany do szpitala w Lubaczowie, ten z kolei odesłał go do przychodni Kormed, która ma podpisaną umowę na świadczenie nocnej i świątecznej opieki medycznej. Tam natomiast usłyszał, że nie jest to zadaniem przychodni i powinien się tym zająć lekarz rodzinny albo szpital. – Na lekarza rodzinnego musielibyśmy czekać do poniedziałku, czyli ponad 30 godzin – zauważa Łukasz Młocek.

Temperatura sięgała 35 stopni

Kobieta zmarła w ostatni sierpniowy weekend, kiedy temperatura sięgała 35 stopni. Bez wypisanego aktu zgonu rodzina nie mogłaby zabrać ciała, zamówić trumny ani umówić daty pogrzebu. – Razem ze szwagrem wykonaliśmy blisko 50 telefonów. Dzwoniliśmy wszędzie: do szpitala, do Kormedu, na policję – relacjonuje.
Wszystko trwało prawie 3 godziny. W końcu pojawił się lekarz SOR-u. – Powiedział, że nie powinno go tu być, ale przyjechał, żeby skończyć ten bałagan – wspomina pan Łukasz.
Dyrektor szpitala w Lubaczowie mówi, że problem istnieje, od kiedy świąteczną opiekę medyczną w powiecie lubaczowskim świadczy Kormed. – Wcześniej również zajmował się tym niepubliczny podmiot, ale nie było takich problemów – mówi Stanisław Bury. Dodaje, że choć nie jest to obowiązkiem lekarzy szpitala, zobligował ich, aby w takich sytuacjach wyjeżdżali do pacjenta. Po to, żeby uniknąć podobnych dramatów. Zaznacza, że do wypisania aktu zgonu nie może pojechać karetka ratunkowa, a lekarz może to uczynić tylko, jeśli nie ma innych nagłych wezwań lub pacjentów na oddziale. – Szczerze współczuję rodzinie, bo wiem, że przeżyli horror. Coś takiego nie powinno się zdarzyć. Nie jest to nasza wina, ale przepraszam rodzinę i zrobię to także osobiście – zapowiada.

Kormed i NFZ umywają ręce

Szef Kormedu Jacek Korzeniowski nie ma sobie nic do zarzucenia. Nam nie udało się z nim porozmawiać – w przychodni usłyszeliśmy, że jest na urlopie. W materiale TVP Rzeszów J. Korzeniowski zapewnia, że jego umowa z NFZ „nie zawiera nic na temat wypisywania aktów zgonu”. I zapowiada, że nie będzie ich wydawał.
Podkarpacki oddział NFZ również umywa ręce. Rzecznik prasowy tej instytucji Marek Jakubowicz mówi, że fundusz zajmuje się zabezpieczeniem świadczeń zdrowotnych. – Żadne przepisy dotyczące ich realizacji nie regulują kwestii wystawiania kart zgonu. Tym samym NFZ nie może na podstawie zawartej z nim umowy zobowiązać żadnego podmiotu do ich wypisywania. Obowiązujące przepisy w tym zakresie są anachroniczne i powinny być już dawno uaktualnione – mówi.

Sprzeczne przepisy

A te przepisy to ustawa z 1959 r. i rozporządzenie ministra zdrowia z 1961 r. O tym, że przepisy nie odpowiadają dzisiejszej rzeczywistości, wiedzą wszyscy. Mimo interwencji lekarzy i samorządowców kolejni ministrowie zdrowia tematu nie rozwiązują. A szefowie przychodni coraz skrupulatniej przestrzegają umów i coraz częściej lekarze odmawiają wypisania aktu zgonu.
Przepisy są dość sprzeczne. Rozporządzenie zobowiązuje do tej czynności lekarza, który pełnił opiekę nad zmarłym w ostatnich 30 dniach lub lekarza sprawującego opiekę nad danym rejonem. Z kolei ustawa nakazuje staroście wyznaczyć lekarza koronera. Takiego lekarza nie ma ani w powiecie lubaczowskim, ani w przeworskim i jarosławskim. Jest natomiast w Przemyślu i powiecie przemyskim. W razie potrzeby jego wezwania należy dzwonić na policję.
– Wszyscy mówią, że przepisy są anachroniczne, ale takich, jakie są, należy przestrzegać – mówi Łukasz Młocek. Zapowiada skierowanie sprawy na drogę prawną. Uważa, że winni muszą ponieść konsekwencje. Chce też, aby więcej nie dochodziło do takich dramatów.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    0 płacenia - niezalogowany 2015-09-08 21:36:51

    Zycie Podkarpackie banda zdzierców

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    nero - niezalogowany 2015-09-09 19:23:52

    A gdzie ten syn tak bardzo się spieszył że zaraz potrzebował aktu zgonu?Kaska go męczyła czy co???

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    renata - niezalogowany 2015-09-10 18:52:36

    Zamiast opłakiwać to akt zgonu im się jako pierwszy marzył.Wstyd katolicy.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama