Rozmowa z Luizą Powąska, prezesem zarządu Polna SA w Przemyślu, fanką wyścigów Formuły 1.

Jak zwracają się do Pani pracownicy: Pani prezes, prezesko, a może Pani Luizo?
– Pracuję w Polnej od ośmiu lat. Zaczęłam jako specjalista do spraw zakupów. Moja ścieżka kariery polegała na awansie wewnętrznym, dlatego z wieloma pracownikami jestem po imieniu. Pracownicy, z którymi nie miałam wcześniej bezpośredniego kontaktu lub zatrudnili się później ode mnie, zwracają się do mnie pani Luizo lub pani prezes.
Gdy umawialiśmy się na rozmowę, zakładałem, że Polna, czyli firma o profilu technicznym, zatrudnia głównie mężczyzn, a Pani jest chlubnym wyjątkiem od reguły. Tymczas
em szybko wyprowadziła mnie Pani z błędu, mówiąc, że Polna to także kobiety. Jak to jest konkretnie?
– W Polnej około trzydzieści procent kadry kierowniczej, zarządzającej, to kobiety. Nie jestem chlubnym wyjątkiem. W Polnej kobiety zarządzają bardzo trudnymi obszarami. Mamy na przykład panią menedżerkę odpowiedzialną za sprawy produkcji, w skład której wchodzą trzy newralgiczne dla firmy wydziały: obróbki, odlewni oraz montażu. Kobiety w Polnej odpowiadają także za obszar: zakupów, sprzedaży, finansów, bezpieczeństwa i higieny pracy, zarządzania jakością. Są dużym wsparciem dla firmy i zespołu. Nie jestem więc wyjątkiem potwierdzającym regułę, że w branży technicznej dominują mężczyźni. W Polnej decydują kompetencje, a nie kwestie płci.
Nie zmienia to faktu, że w stuletniej historii zakładu jest Pani pierwszą kobietą zarządzającą Polną, spółką akcyjną, zatrudniającą ponad 180 osób. Jaki rodzaj kompetencji zadecydował, że to właśnie Pani powierzono stery?
– To pytanie nie do końca powinno być skierowane do mnie. Ja sama sobie tej funkcji nie powierzyłam. Tak zadecydowała Rada Nadzorcza i właściciele. Jak już wspomniałam, z Polną związana jestem od ośmiu lat. Pracowałam w różnych obszarach firmy. Zaczynałam w dziale zakupów, potem zostałam menadżerem tego działu, następnie członkiem zarządu, wiceprezesem, od roku prezesem, więc ta ścieżka kariery jest spójna. Nie jestem osobą, która pojawiła się w spółce z dnia na dzień. Znam ją bardzo dobrze. Znam wyzwania, możliwości dalszego rozwoju. Jestem osobą, która bardzo ciężko pracuje i podchodzi odpowiedzialnie do powierzonych zdań. Praca jest moją pasją. Polną traktuję jak własną firmę, tak jakbym pracowała dla siebie. Być może to zadecydowało o wyborze mojej osoby.
100 lat historii Polnej to także kawał historii Przemyśla, historii przedwojennej, powojennej i tej najnowszej, po 1989. Nie sposób w kilku zdaniach przypomnieć, na ilu płaszczyznach zakład działał. To przede wszystkim produkcja wyrobów automatyki przemysłowej, zatrudnienie dla mieszkańców miasta i okolic, ale także edukacja, zdrowie, wspieranie miejskich inwestycji, sport, rekreacja, kultura, a nawet działalność na niwie dziennikarskiej, czyli węzeł zakładowy, radio, gazeta. Jak działa obecnie Polna SA i czy obchodzone przed rokiem – z wielkim rozmachem – stulecie firmy oznacza powrót do chlubnej tradycji obecności zakładu w życiu miasta?
– Mieszkańcy Przemyśla tworzyli i tworzą sukces Polnej. Większość osób mieszkających w Przemyślu albo zna kogoś, kto pracował w naszym zakładzie, albo ma w rodzinie kogoś, kto w nim pracował lub aktualnie pracuje. Rzeczywiście, Polna uczestniczyła na wielu płaszczyznach w życiu miasta. Głównie biznesowej, ale też społecznej. Po transformacji ustrojowej w 1989 sytuacja się zmieniła. Polna przestała być państwową firmą. Musiała sprostać wymogom wolnego rynku, restrukturyzować się, dlatego była trochę mniej obecna w obszarze wsparcia społecznego. Dla mnie 100-lecie Polnej, uroczyście obchodzone razem z mieszkańcami rok temu na przemyskim Rynku, to takie nowe otwarcie.
Ogromnym problemem Przemyśla i innych małych miejscowości w naszym regionie jest opuszczanie swoich małych ojczyzn przez młodych ludzi. Stwarza to konkretne problemy, także dla pracodawców. Jak Pani ocenia ze swojej perspektywy to zjawisko? Czy i jak można mu zaradzić?
– Jest to ogromne wyzwanie, nie tylko dla pracodawców, ale też dla władz miasta, uczelni i szkół funkcjonujących w mieście. Jako Polna staramy się zachęcać młodych ludzi, żeby zostali w mieście i związali się z naszą firmą. Tworzymy przyjazne miejsca pracy. Promujemy Przemyśl w rozmowach biznesowych z kontrahentami. Wyjechałam z Przemyśla na kilka lat, ale już w trakcie studiów wiedziałam, że chcę wrócić. Przemyśl oferuje bardzo dużo. Myślę na przykład o kwestiach logistycznych. Nie tracimy dużo czasu na dojazdy. Możemy dzięki temu realizować swoje zainteresowania, hobby, być z bliskimi. W dużych miastach ten pęd jest dużo większy. Przemyśl jest świetnie położony. Możemy kreatywnie i aktywnie organizować czas. Jeżeli młody człowiek znajdzie dla siebie niszę ekonomiczną, znajdzie pracę, ścieżkę rozwoju – to Przemyśl jest świetnym miejscem pod kątem wygody życia. Mam nadzieję, że oferta PANS w Przemyślu z każdym rokiem będzie coraz bardziej atrakcyjna dla maturzystów, a współpraca z władzami miasta i przemyskimi przedsiębiorstwami będzie się zacieśniać. A gdy absolwent szkoły średniej jednak wyjedzie na studia, to trzeba mieć dla niego ciekawą ofertę, aby zechciał wrócić.
Odniosła Pani zawodowy sukces. Udowodniła Pani, że jest on możliwy tu i teraz. Czym dla Pani jest sukces?
– Dla mnie sukces to możliwość rozwoju nie tylko zawodowego, ale też osobistego. Hołdowałam zawsze dewizie: chcę pracować w danym miejscu, jeżeli mam szansę na rozwój, mam szansę się czegoś nowego nauczyć. Polna dociera z ofertą nie tylko na rynki krajowe, ale też do wielu krajów w różnych zakątkach świata, o różnych kulturach. To dla mnie bardzo ciekawe wyzwanie biznesowe i osobiste.
Co Pani najbardziej ceni w życiu, w sobie, w drugim człowieku?
– W drugim człowieku cenię szczerość. Jak jej nie ma, tworzą się problemy i konflikty. Potem trudno je rozwiązywać. Jeżeli chodzi o mnie: bardzo odpowiedzialnie podchodzę do powierzonych zadań. Nigdy nie odpuszczam. Staram się wykonywać swoje obowiązki na sto procent. Ale wymagam najpierw od siebie, potem od innych. Chyba to jest moją dominującą cechą.
Uchyli Pani czytelnikom rąbka tajemnicy? W firmie mocna kobieta, w domu delikatna kobietka? Jaka jest prywatnie Pani menadżer? Jakie ma Pani hobby? Czy lubi Pani plewić ogródek, czy raczej preferuje mocniejsze wrażenia typu sporty ekstremalne? Jak Pani odpoczywa?
– Jestem taka sama w pracy i w domu. Ludzie, którzy są ze mną blisko i ci, którzy mnie znają, raczej nie dostrzegają różnicy w zachowaniu. Dla mnie bardzo ważny jest system wartości, którego się trzymam. Wszystkie decyzje podejmuję w zgodzie z nim, aby na koniec dnia spokojnie popatrzeć sobie w twarz przed lustrem. Osobą na stanowisku typu prezes bywa się, człowiekiem jest się zawsze. Trzeba żyć w zgodzie ze sobą. Jeżeli chodzi o odpoczynek, bardzo lubię podróżować. To szansa poznania innych ludzi, kultur. W wolnym czasie pielęgnuję relacje z bliskimi i przyjaciółmi. Ponadto jestem fanką Formuły 1 i udało mi się nawet uczestniczyć w Grand Prix Węgier.
Dziękuję za rozmowę.
Artur Wilgucki
Luiza Powąska
Mieszkanka Przemyśla, absolwentka Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie oraz Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie na kierunku Master of Business Administration. Od początku pracy zawodowej związana z Przemyślem, a od 2016 r. z firmą Polna. Od 2019 r. zasiada w Zarządzie firmy. Dodatkowo od 2023 r. pełni funkcję Wiceprezesa Stowarzyszenia Polska Armatura Przemysłowa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze