Reklama

„Luxtorpeda” vs. Pendolino

24/09/2017 07:51

Z polską koleją żelazną bywa różnie. Raz gorzej, raz lepiej. Można próbować odwracać tę kolejność, ale nie będzie łatwo. Opóźnienia, zmienny standard podróży czy kolejki przy kasach to tylko próbka wrażeń, jakie czekają na podróżnych. Kto jeździł, ten wie, o czym mowa. Sytuację i wizerunek naszego kolejnictwa ma ratować pendolino, bezpłatne Wi-Fi oraz kawa z rogalikiem w cenie biletu.

Zniżka gwarantowana. W 1930 kolej poszła dalej. Uruchomiono specjalny pociąg pod hasłem „Narty-Dancing-Brydż”. Z Krakowa, przez Wisłę, Zakopane, Krynicę i Worochtę. Kilkanaście godzin na stokach za dnia, a wieczorem powrót do pociągu. A tam – karty, bilard, tańce i filmy w sali kinowej. Taka podróż trwała 10 dni i co ważne – 10 nocy. Sport i hulanka. Za to cena biletu odpowiednia – 200 zł. Na owe czasy nie byle co. Za to tańsze były bilety w pasmo Czarnohory, gdzie wypoczywano i w zimie, i w lecie. Studenci jechali więc pociągiem do Lwowa i dalej do Worochty, wędrując potem z plecakami i nocując, gdzie się dało. Studiując te zaszłości, nie można się oprzeć wrażeniu, że kolej starała się dogodzić klienteli, jak tylko się dało. Ciekawe, czy dzisiaj chwyciłby patent pt. „Narty – Disco – Tablet”. Pierwsze próby już podjęto. PKP ogłasza nową strategię cenową, rabaty i zniżki. Opublikowano też tabele, gdzie pendolino wygrywa z samochodem, autobusem i samolotem. Wyraźnie widać, że chce się ścigać z „Luxtorpedą”.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama