Gdzie się podziały galicyjskie miasteczka, ich zabłocone ryneczki, gwarne karczmy i kolorowe stragany? Dziś niewielu o tym pamięta, ale na skutek międzywojennych reform aż 137 galicyjskich miast i miasteczek zdegradowano do poziomu wsi. Każde z nich ma swoją historię.
Może trudno w to uwierzyć, ale Krzywcza niegdyś była wyspą. Bieg Sanu był wtedy nieco inny, rzeka podmywała wzgórza i pagórki na północ od dzisiejszej drogi W884. W miejscu obecnej wsi rozdzielała się na dwa koryta, zostawiając po środku sporą wysepkę, na której znajdowała się pierwotna osada. Tę najstarszą część Krzywczy odnajdziemy dziś w okolicach byłej szkoły podstawowej. Doskonałe walory obronne i fakt krzyżowania się tu szlaków złożyły się na wzrost znaczenia osady.
Pierwsze pisemne wzmianki o miejscowości pochodzą z 1353 roku, ale osadnictwo w tej okolicy archeolodzy datują na kilka tysięcy lat wstecz. Już w 1398 r. założono tu parafię rzymskokatolicką i wtedy też po raz pierwszy mowa jest o prawach miejskich. W tym czasie były dwie Krzywcze: „Nowy dwór” (okolice rynku) i „Stary dwór” w miejscu pierwotnej osady. Nowy cechował się miasteczkową infrastrukturą, kwitło tu rzemiosło i handel. Stary, o bardziej rolniczym charakterze, stanowił zaplecze żywnościowe i dostarczał towarów na wymianę.
Jarmarki i targi stanowiły esencję miasteczkowości w tamtym czasie. Tu spotykali się kupcy z bliska i daleka, a mieszkańcy wymieniali się swoimi wyrobami, tu wreszcie kwitło życie społeczne i kulturalne. Bez wielkiej przesady można powiedzieć, że życie takich miasteczek jak Krzywcza toczyło się od targu do targu i od jarmarku do jarmarku. W XVII wieku Krzywcza otrzymała przywilej organizacji 8 jarmarków rocznie, nigdy jednak nie stała się dużym centrum wymiany towarów, na lokalne potrzeby była jednak w sam raz.
Ważne miejsce w Krzywczy zajmowało też rzemiosło. Świadczy o tym spory udział miejscowych towarów na lwowskich targach w okresie, kiedy wiele miast ziemi przemyskiej nie posiadało tam stałej reprezentacji. W XVII w. w miasteczku prym wiedli kuśnierze (7 cechowych mistrzów). Oprócz nich obecni byli: olejarze, garbarze, garncarze, szewcy, krawcy, kowale i stolarze. W Krzywczy funkcjonowały dwa młyny, blich, gorzelnia, a potem na jej miejscu browar. Co ciekawe, browar spłonął ok. 1911 roku i to wcale nie przez przypadek, miał bowiem stanowić zbyt dużą konkurencje dla przemyskiego...
Przed 1939 r. w miasteczku było ok. 30 sklepów (!), kilka piekarni, a także cukiernia i masarnia. Handlem i rzemiosłem chętnie zajmowali się krzywieccy Żydzi, którzy mieszkali zazwyczaj w zwartej zabudowie wokół rynku. Od frontu były sklepy, z tyłu zaś część mieszkalna. Najlepszym przykładem takiego domu jest dziś budynek nr 67 (obecnie apteka, a kiedyś dom rabina). Żydowska społeczność stanowiła mniej więcej 1/3 wszystkich mieszkańców, a ich wkład w rozwój i pomyślność miasteczka trudno dziś przecenić. W rynku niegdyś stała synagoga wraz z rytualną łaźnią, były też 2 karczmy (jedna w miejscu dzisiejszego urzędu gminy).
Największym krezusem w krzywieckiej historii był żydowski przedsiębiorca Lipa Galler, który na początku XX wieku stworzył największą w kraju firmę zajmującą się przetwórstwem lnu. Eksportował swoje towary do wielu krajów Europy, brał też aktywny udział w życiu społecznym jako przemyski radny i przewodniczący rady Organizacji Syjonistycznej.
O tym, jak bardzo Krzywcza utkwiła w pamięci ocalałych Żydów, świadczyć może fakt, że w Nowym Jorku i Izraelu po wojnie powstały stowarzyszenia zrzeszające potomków krzywieckich Żydów, a na górze Syjon znajduje się tablica upamiętniająca tutejszych zmarłych.
Nie sposób w jednym tekście opisać wszystkich pomników krzywieckiej różnorodności. Wypadałoby jednak wspomnieć o skomunikowanym podziemnymi przejściami i pełniącym funkcje obronne krzywieckim dworze. Zarówno cała Krzywcza, jak i dwór wielokrotnie zmieniały właścicieli, przewinęły się tu wielkie rody, m.in.: Krasickich, Orzechowskich, Pawlikowskich i Strońskich. Przewijały się też wybitne osobistości kultury, jak pozytywistyczny pisarz Jan Zachariasiewicz, który szczególnie upodobał sobie azyl w dworskiej oranżerii.
Nie można pominąć górującej nad krzywieckim krajobrazem grekokatolickiej cerkwi. Ziemia pierwotnie związana z prawosławną, a później greckokatolicką parafią – to okolice byłej szkoły podstawowej (w jej budynku znajdowała się plebania). Po przeciwnej stronie drogi były niegdyś cmentarz i świątynia. W XIX wieku została ona zastąpiona nową. Niedługo jednak spłonęła, a na jej miejscu mieszkańcy ogromnym nakładem sił i środków wybudowali obecną, eklektyczną cerkiew, stanowiącą jedną z najokazalszych tego typu budowli w regionie.
Na pełny obraz historii miasteczka składały się 3 różne kultury i 3 różne społeczności. Polacy, Ukraińcy i Żydzi, to oni współtworzyli galicyjską rzeczywistość. Jak się dogadywali? Dużo lepiej niż moglibyśmy się spodziewać. Grekokatolicy z rzymokatolikami razem obchodzili święta i odpusty, razem uczestniczyli w ślubach i weselach, nawet greckokatolicki paroch (J. Kalimon) spowinowacony był z rzymskokatolickim proboszczem (ks. Soleckim). Żydzi uroczyście witali wizytujących rzymskokatolickich biskupów, zamożniejsze rodziny żydowskie wspomagały ubogich sąsiadów, a chrześcijanie ukrywali Żydów przed hitlerowcami. Oczywiście w tej beczce miodu nie zabrakło przysłowiowej łyżki dziegciu, ale wzajemne swary stanowiły margines. Dopiero rozszalałe nacjonalizmy pierwszej połowy XX wieku położyły kres wspólnej koegzystencji i Galicji jako takiej. Po Żydach pozostały połamane macewy, po Ukraińcach opuszczone i spalone domostwa, a pozostali w miejscowości Polacy stanowią jedynie ułamek dawnej społeczności. Tak właśnie dokonał się czas kolejnego galicyjskiego miasteczka...
Pragnę serdecznie podziękować za pomoc w realizacji materiału panu Piotrowi Haszczynowi (www.krzywcza.eu) oraz Agacie Wiśniowskiej z UG Krzywcza.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze