„Pro Spe” znaczy „Ku nadziei”. Fundacja prowadzona przez ks. Macieja Gierulę niesie nadzieję chrześcijanom w Gruzji. – Niesiemy pomoc dzieciom, dorosłym i samotnym starcom. Chcemy pokonać niezawinioną biedę. Mamy wielu ambasadorów w Gruzji. Są nimi księża misjonarze pracujący na Kaukazie, a także wolontariusze, którzy co roku tam przybywają – wyjaśnił ks. Maciej. Ostatnią grupę, która pomagała w Gruzji, stworzyli mieszkańcy Harty koło Dynowa.
Partnerami fundacji w Gruzji są przede wszystkim księża z Polski, pracujący tam od lat i znający realne problemy tego kraju. Ich doświadczenie jest bezcenne. Każdą kolejną inicjatywę organizacja konsultuje z ks. Jerzym, o. Pawłem czy Zygmuntem, ks. Darkiem, ks. Zurabem i wieloma innymi. – Dzięki temu jesteśmy bardziej skuteczni. Poza tym to oni na miejscu od lat realizują dzieła charytatywne i społeczne, cierpiąc jednocześnie na chroniczny brak środków finansowych. Odwiedzając Gruzję, można zobaczyć to, czego nie ma już w Polsce ani żadnym kraju europejskim w takiej skali i takim rozmiarze, czyli biedę. Jednak duma Gruzina nie każe mu się użalać się nad sobą. Głowa do góry i jakoś będziemy sobie radzili! To ich życiowa dewiza – wyjaśnił[paywall].
Od kilkunastu lat na różne prośby polskich księży pracujących w Gruzji fundacja starała się odpowiedać pomocą. – Wspieraliśmy ich pomocą przy pracy z niepełnosprawnymi, chorymi, ubogimi, a także z dziećmi podczas kolonii. Realizowaliśmy prośby typu: „Znajdź mi kogoś, kto przeprowadzi warsztaty szkoleniowe dla terapeutów z lepienia garnków w glinie”. Nie wiedziałem, gdzie dzwonić, gdzie szukać. Jednak po dwóch telefonach, o dziwo, udało się znaleźć wykwalifikowaną osobę, która chętnie pojechała do Gruzji. Niedawno usłyszeliśmy prośbę o pomoc w remoncie kościoła w miejscowości Suchumi. Chętnych wolontariuszy znalazłem w Harcie koło Dynowa. Z tamtych rejonów pochodzę – powiedział ks. Maciej.
Szefem trzytygodniowej wyprawy był strażak ochotnik z OSP w Harcie Jacek Stochmal. To nie była jego pierwsza wizyta w Gruzji. – Kiedy dotarliśmy na lotnisko w Tbilisi, zjedliśmy obiad w restauracji, niektórzy z nas po raz pierwszy w życiu mogli spróbować khinkali (tradycyjne, gruzińskie pierogi z mięsem – przyp. aut.) . Potem czekała nas jazda na granicę z Abchazją. Dalej musieliśmy iść pieszo, prawie półtora kilometra. Na abchaskiej stronie spotkaliśmy księdza Jerzego, misjonarza z parafii w Suchumi. Zabrał ze sobą zdemontowany krzyż i ogromną ikonę Chrystusa Pantokratora, która przyjechała z Polski. Gdy dotarliśmy na parafię, poczułem się jak u siebie. Rok temu byłem tutaj z kolegami ze straży z Harty – Wackiem Balewanderem i Arturem Szczutkiem. Zrobiliśmy całą podłogę w kościele i prezbiterium. W ubiegłym roku, po zakończeniu prac w kościele, niektórzy z tamtejszych mieszkańców napisali do nas, że teraz już nie wstydzą się wyglądu kościoła, który 20 lat czekał na porządny remont – wspomina J. Stochmal.
Ostatnia wizyta miała jeszcze bardziej zmienić wnętrze tej świątyni. – Na mnie i kolegę czekało pomieszczenie na parterze Domu Parafialnego, które do tej pory było niewykorzystane. Trochę nas przestraszyły krzywizny, ale daliśmy temu radę. Podsunęliśmy też pomysł, aby zrobić w tym miejscu kuchnię. Tymczasowy proboszcz parafii ksiądz Jerzy Piluś kupił pomysł w ciemno. To ksiądz z charyzmą. Jest bardzo ceniony za dobroć, zrozumienie i otwartość na drugiego człowieka.Rano jest przy ołtarzu, a za godzinę pomaga przy pracach budowlanych, organizuje niezbędne materiały, potem znowu znajduje czas na modlitwę, a wieczorem poświęca go na rozmowę z nami. Pomimo tylu zadań i obowiązków systematycznie spotyka się z parafianami, wspiera ich duchowo i zdobywa dla nich coś do jedzenia – wyjaśnił Jacek Stochmal.
Koleżanki pana Jacka, Beata i Maria, zabrały się za wnętrze kościoła. Łatwo nie było, wszystkim przeszkadzało słabe światło i chłód. – Przed pierwszą niedzielą naszego pobytu tam w oknach kościoła zostały naklejone witraże, które przyjechały z Polski. Zostały ufundowane przez firmę Greinplast z Rzeszowa. Przemyciliśmy je przez granicę tak, by nie wzbudziły zbytniego zainteresowania i dociekań. Parafianom bardzo się spodobały. Uznanie wzbudził wizerunek świętego Szymona Apostoła, który prawie w całości pojawił się na ścianie obok zawieszonego krzyża, na którym był umieszczony Jezus Pantokrator – wyjaśnił pan Jacek. Pod koniec drugiego tygodnia wolontariatu prace w kościele zostały zakończone.
– Praca Marii i Beaty została zakończona. Obie ruszyły do Tbilisi, aby zdążyć na samolot. Zaraz po ich odjeździe przyszła zima, której tutaj nie znają i która sparaliżowała całą Abchazję. Zostaliśmy we trójkę. Zajęliśmy się ubikacją na poddaszu. Potem z moim uczniem, Grzegorzem Wójcikiem, zmagaliśmy się z pomieszczeniem socjalnym i łazienką na dole. Udało się nam się położyć około 33 metrów kwadratowych glazury na ścianach i około 30 metrów kwadratowych płytek na posadzkach. I jeszcze więcej gładzi na ścianach, płyt gipsokartonowych na suficie i kilka metrów kwadratowych tynków – wspomniał pan Jacek.
Dwa tygodnie po ich wyjeździe z Suchumi w tzw. pomieszczeniu socjalnym ruszył mały projekt pod nazwą „Obiady dla ubogich”. – W każdą sobotę dla pewnej grupy osób, które żyją w warunkach sporego niedostatku, przygotowuje się około dwadziestu porcji podwójnego obiadu, tak by wystarczył im na dwa dni. To skromna pomoc, ale jest znakiem, że ci, którzy żyją w ubóstwie, nie są pozostawieni samym sobie. Cieszę się, że wraz z Grześkiem Wójcikiem mieliśmy także swój wkład w poprawę warunków w tym dalekim, mało znanym miejscu – podsumował J. Stochmal.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze