Zastępca prezydenta miasta Bartłomiej Barszczak spotkał się z protestującymi mieszkańcami ulicy Krakowskiej w Przemyślu, którzy żądają budowy na niej przejścia dla pieszych. Żadne konkrety jednak nie padły, ale rozwiązania tego problemu trzeba jak najszybciej poszukać.
Najpierw kilka faktów. Tam rzeczywiście jest niebezpiecznie. Zwłaszcza dla tych, którzy chcą się dostać na przystanek autobusowy, umiejscowiony w zatoczce, tuż obok stacji kontroli pojazdów. Część mieszkańców, aby do niego dojść, musi podreptać do ronda koło stacji paliw i zejść drugą stroną ulicy. Sęk w tym, że w jedną stronę iść muszą w zasadzie... ulicą, bo brakuje pobocza. Większość musi nadłożyć około pół kilometra, niektórzy nawet więcej. Część z nich łamie przepisy i przechodzi w miejscu niedozwolonym. Przyznają to, ale czasami muszą... O rozwiązanie tej sprawy walczą już od ponad trzech lat! Ich wyjście na ulicę w środowe (4 września br.) popołudnie z transparentami, na których widniały m.in. cytaty z pism otrzymanych od władz miasta, ze złością w oczach, ale i bezradnością, było ostatecznością. Nic więcej zrobić nie mogą. Wyczerpali wszystkie możliwości, aby władze miasta wreszcie ich zauważyły, aby usłyszały ich prośby o stworzenie na ul. Krakowskiej przejścia dla pieszych.
Wbrew pozorom problem dotyczy co najmniej kilkudziesięciu osób. Tych, które mieszkają wzdłuż kilkusetmetrowego odcinka ulicy Krakowskiej, od zjazdu z obwodnicy do wspomnianego ronda turbinowego na skrzyżowaniu ulic: Jana III Sobieskiego, Gurbiela, Armii Krajowej i właśnie Krakowskiej. Nierówną – jak widać po wielu bezowocnych wystąpieniach na sesjach Rady Miejskiej w Przemyślu i szeregu (na razie) bezużytecznych pism adresowanych do odpowiedzialnych instytucji na czele z władzami miasta – walkę o poprawę tej sytuacji, o bezpieczeństwo mieszkańców podjął przewodniczący Zarządu Osiedla nr 19 „Krakowskie” Jacek Gawron.
– Ludzie potrzebują bezpiecznie się dostać na drugą stronę czteropasmowej, bardzo ruchliwej ulicy. Dostać się choćby na przystanek MZK, aby dojechać do pracy, a dzieci do szkoły. Mogą co prawda dojść do przejścia przy rondzie, ale muszą ten fragment pokonać, idąc ulicą, bo z jednej strony nie ma pobocza. Niestety. Niektórzy mieszkają po jednej stronie, a po drugiej mają działkę. Też chcieliby się na nią spokojnie dostać
Reklama
– wyliczył J. Gawron.
– Co ciekawe, projekt budowy tutaj przejścia dla pieszych jest gotowy. Został zatwierdzony jeszcze w zeszłym roku. Ale ze względu na brak pieniędzy, budowę przesunięto na początek tego roku. Mamy wrzesień, a o tym cicho sza. Przed uchwaleniem tegorocznego budżetu miasta zapewniano mnie, że pieniądze na pewno zostaną zabezpieczone, mimo że nie zostały wykazane w planie inwestycyjnym miasta na ten rok. I co? I nic! Po pewnym czasie okazało się, że pieniędzy nie ma i że przejście nie zostanie wybudowane. I tak mija trzeci rok. Za chwilę zacznie się czwarty
Reklama
– zżyma się[paywall].
J. Gawron, podobnie jak pozostali mieszkańcy, stracili już cierpliwość. Bo tu – jak słusznie zauważają – chodzi o bezpieczeństwo. O zdrowie, a być może nawet życie ludzi.
– Nie walczymy o wymianę kostki brukowej z szarej na czerwoną, lecz o spokój. Już od trzech lat. To nie do pomyślenia, że w tak ważnej kwestii zderzamy się ze ścianą
– stwierdził przewodniczący J. Gawron.
Pan Jacek swego czasu zrobił na własne potrzeby symulację, jest bowiem biegłym sądowym z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych. Symulacja polegała na tym, że osoba, która chciałaby przejść w miejscu niedozwolonym, po dokładnym upewnieniu się, że zarówno z jednej, jak i drugiej strony nic nie jedzie, za bardzo nie ma szans zrobić tego bezpiecznie. Nie ma pewności, że za kilka sekund pojazd się nie pojawi i jej nie potrąci. Zbyt długi jest bowiem czas pokonywania czteropasmowej ulicy.
– Po tych wszystkich moich zabiegach komisja bezpieczeństwa przy prezydencie miasta stwierdziła, że tam przejście musi być. Jest jak najbardziej zasadne. Ale od stwierdzenia do dnia dzisiejszego nic kompletnie się nie zmieniło. Uważam, że w tym miejscu stworzenie przejścia dla pieszych nie jest wielkim wyzwaniem. Wymaga to bardziej dobrej woli zarządzających niż wielkich pieniężnych nakładów
– powiedział.
Na spotkaniu z protestującymi mieszkańcami pojawił się zastępca prezydenta miasta Bartłomiej Barszczak.
Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, wiele było animozji, złości, pretensji, prób artykułowania swoich racji... Poruszonych zostało wiele kwestii, ale odnośnie meritum, czyli stworzenia na ul. Krakowskiej przejścia dla pieszych, niewiele zostało powiedziane.
– Wiele rzeczy na tym osiedlu dało się zrobić. Jakiś czas temu ZDM ustawił tutaj kamerę, która przez całą dobę rejestrowała osoby, chcące w tym miejscu przejść. Zarejestrowała jedną. Ale to tylko tak informacyjnie. Chcemy to przejście zrobić. Z całą infrastrukturą to koszt około 120 tysięcy złotych. Może lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na remont całego odcinka ulicy Krakowskiej, z uwzględnieniem budowy tego przejścia?
Reklama
– zapytał B. Barszczak.
Nie spotkało się to z entuzjazmem zgromadzonych. Z prostej przyczyny: znowu budowa zostanie odwleczona w czasie, a nie wiadomo, czy miastu uda się zdobyć pieniądze (to miliony złotych) na generalny remont odcinka od zjazdu z obwodnicy do ronda turbinowego. – Wie pan, uwierzyliśmy panu prezydentowi, a ten nie dotrzymał słowa – zripostowali.
Przerzucanie się na argumenty trwało, ale pytanie zasadnicze brzmi: dlaczego grubo od ponad trzech lat mieszkańcy są zwodzeni, by nie napisać oszukiwani? Obiecuje się im coś, co – jak się okazuje – jest ideą fix? Aby mieć spokój na jakiś czas? Aby gawiedź się nie czepiała?
– Nie podważam tego. Wiem, że od dłuższego czasu mieszkańcy walczą o to przejście. Ale w mieście naprawdę jest ogrom prac. Także na tym osiedlu, jak choćby remonty ulicy Andersa czy Cichej. To nie jest tak, że celowo kogoś oszukujemy. Po prostu nie było na to pieniędzy. Nie jestem w stanie zapewnić, że znajdą się przy budowaniu przyszłorocznego budżetu. Ale zapewnić mogę o jednym: będziemy pracować nad dobrym rozwiązaniem dla tej sporej grupy mieszkańców
– podsumował B. Barszczak.
Oby to rozwiązanie zostało jak najszybciej wypracowane, bo część mieszkańców będzie przechodzić w miejscu niedozwolonym. Pytanie: co będzie, jeśli dojdzie do tragedii? Czy wówczas aby na pewno cała wina będzie leżeć po ich stronie?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze