Na wymianę stolarki okiennej lub zwrot kosztów remontu wykonanego we własnym zakresie członkowie Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej czekają latami. Jest regulamin. Nie ma uproś – oto dewiza spółdzielni. Czy aby słuszna? Nie zgadza się z nią m.in. 71-letnia właścicielka mieszkania przy ulicy Grunwaldzkiej.
Przemyska Spółdzielnia Mieszkaniowa zarządza nieruchomościami, w tym mieszkaniami własnościowymi na pięciu największych osiedlach w mieście. Wymiany stolarki okiennej dokonuje się tu w oparciu o relikt minionej epoki – regulamin stworzony w 1997.
W latach 90. minionego wieku, co podkreśla prezes zarządu PSM Zbigniew Kurosz, perspektywy na przyszłość były inne, korzystniejsze. Spółdzielnia dysponowała dodatkowymi środkami na remonty, pochodzącymi z przekształceń mieszkań. Po wykupie lokali za symboliczną złotówkę spółdzielnia (po części także jej członkowie) straciła z tego tytułu 39 mln zł. Gdyby te pieniądze trafiły na konto PSM, prawdopodobnie kwestia stolarki okiennej byłaby dziś tematem zamkniętym.
Na wymianę okien czeka m.in. pani Leokadia, 71-letnia wdowa mieszkająca przy ulicy Grunwaldzkiej. Pismo w tej sprawie skierowała do zarządu dokładnie 9 lipca 2004 r., czyli 12 lat temu. Nie myślała o wymianie stolarki wcześniej, gdy okna miały się dobrze. Zaistniała potrzeba, wystosowała prośbę. I to był błąd. Inni, bardziej przezorni, zabezpieczyli się dużo wcześniej, zajmując miejsce w kolejce, w której nasza rozmówczyni ma dopiero nr 3944. Oznacza to, iż nawet jeśli dokona wymiany okien na własny rachunek, przysługujący jej zwrot poniesionych kosztów w wysokości 85 proc. otrzyma prawdopodobnie za ok. 10 lat. Tylko prawdopodobnie. Sam prezes nie ukrywa, iż niczego na pewno nie da się w tej materii powiedzieć.
Pani Leokadia przeżyła szok, zobaczywszy, iż wymieniane są okna na klatce schodowej. – Były szczelne, w dobrym stanie. Nie chcę być zakałą spółdzielni, ale coś tu jest nie tak – denerwuje się.
– A na utrzymanie mieszkania ma? – zapytuje w pewnym momencie prezes w kontekście roszczeń emerytki. I w dobrej wierze, bez wątpienia, wspomina o możliwości sprzedaży lokalu w podobnych przypadkach, zamianie na mniejszy. Dlaczego seniorzy wbrew logice trzymają się „starych śmieci”, nawet jeśli ich zasoby finansowe się kurczą? Odpowiedź nie jest wcale skomplikowana. Po pierwsze, w grę wchodzą emocje, wzruszenia, sentymenty, które nie podlegają racjonalizacji. Po wtóre, na owych „starych śmieciach” wszystko jest znajome, począwszy od sąsiadów, niejednokrotnie równie sędziwych, ekspedientki w sklepie, lekarza w pobliskiej przychodni, księdza, ławki w kościele czy na osiedlowym skwerze, skończywszy na pracownikach PSM. Nawet chuligani są znajomi. Nie mówiąc o sprzętach w domu (a tych trzeba by się częściowo pozbyć w sytuacji wyprowadzki), rzeczach i sprawach mniej lub bardziej ulotnych, takich jak widok z okna, zapach. Kto włożył duszę w swoje mieszkanie i relacje międzyludzkie – będzie wiedział o czym mowa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.No bo karakany z PSM przecież mają ważniejsze sprawy na głowie np. gdzie by tu jeszcze namierzyć jakieś drzewa tudzież krzewy, a potem je wyciąć ewentualnie okaleczyć i sprofanować pod płaszczykiem tzw. zabiegów pielęgnacyjnych... No nie ?!?
Zważywszy na fakt, że wiceprezesem PSM-u jest mega cham i prostak (a to ta miernota decyduje o takich rzeczach jak wymiana okien) ta Pani pewnie nigdy nie doczeka się wymiany stolarki okiennej. Ludzie sami są po trosze sobie winni, bo tolerują tego prostaka, nie żądają zmiany na stanowisku drugiego w hierarchii człowieka tej spółdzielni a on tylko umacnia się w wierze, że jest niezatapialny.
To prawda, osobnik funkcjonujący pod nazwiskiem mgr inż. Tadeusz Sobol w randze wiceprezia tego bajzlu powinien raczej świnie pasać a nie z ludźmi mieć do czynienia. Szkoda że prezes PSM nie pozbędzie się tego ćwoka, bo psuje mu i tak nie najlepsze już imię spółdzielni, którą włada. A Pani z artykułu raczej szans nie ma w starciu z Sobolem.
!?!?!?!?!?!
No bo karakany z PSM przecież mają ważniejsze sprawy na głowie np. gdzie by tu jeszcze namierzyć jakieś drzewa tudzież krzewy, a potem je wyciąć ewentualnie okaleczyć i sprofanować pod płaszczykiem tzw. zabiegów pielęgnacyjnych... No nie ?!?
Zważywszy na fakt, że wiceprezesem PSM-u jest mega cham i prostak (a to ta miernota decyduje o takich rzeczach jak wymiana okien) ta Pani pewnie nigdy nie doczeka się wymiany stolarki okiennej. Ludzie sami są po trosze sobie winni, bo tolerują tego prostaka, nie żądają zmiany na stanowisku drugiego w hierarchii człowieka tej spółdzielni a on tylko umacnia się w wierze, że jest niezatapialny.