Niedowierzanie, rozpacz, strach, nadzieja, niepewność – wszystkie te emocje od wielu miesięcy targają Marzeną i Ireneuszem Podhaniakami z Tarnawiec w gminie Krasiczyn. Ich 11-letnia córka Milenka jest chora na mukowiscydozę. Gdyby nie przeszła szybko skomplikowanego przeszczepu płuc, mogło przyjść najgorsze. Ale udało się! Milenka w klinice w Wiedniu dostała nowe życie. Darczyńcy nigdy nie pozna. Nowe płuca trzymała od zmarłej, 9-letniej dziewczynki ze Słowenii.
Milenka chorowała od najmłodszych lat. Kiedy miała pięć, została skierowana do Rabki Zdroju. Jej mama podejrzewała, że coś musi być nie tak. Że coś wstrętnego „zamieszkało” w jej organizmie. Jednak dopóki lekarze nie postawili ostatecznej diagnozy, żyła z mężem nadzieją. Przy każdej kolejnej infekcji wierzyła, że to już ostatni raz. Kiedy inne dzieci walczyły z katarem, Milenka zmagała się z zapaleniem oskrzeli czy płuc. Kiedy inne dzieci szalały na świeżym powietrzu, Milenka słaniała się na nogach, osłabiona przez kolejny silny antybiotyk. Niestety, wyniki badań przesiewowych oraz stężenia chlorków w pocie nie pozostawiły żadnych wątpliwości. To był moment, w którym imię tajemniczego do tej pory wroga zostało rozpoznane. Mukowiscydoza. Choroba genetyczna, nieuleczalna[paywall].
Od tego momentu życie Milenki jest ciągłą walką. Każdy dzień zaczynał się i kończył inhalacją. Codzienne drenaże, rehabilitacja i przyjmowanie ogromnej ilości leków to rzeczywistość 11-latki, która nawet nie wie co znaczy beztrosko oddychać. Chciałby móc bez przeszkód przytulać brata Krystiana, ale bardzo często musiała zachowywać dystans, aby przypadkiem go nie zarazić. Chodziła do szkoły, ale nie tak często, jakby tego chciała. Opuściła wycieczkę szkolną, o której marzyła. Kiedy wracała ze spaceru z koleżankami, ona jedna wyglądała na zupełnie wyczerpaną. Jej oddech był ciężki i urywany. Mama od razu zauważała sine usta i podkrążone oczy. Termometr wskazywał gorączkę i już było jasne, że to cena, jaką ta młoda dziewczynka musi zapłacić za kilkanaście minut normalności.

fot.ze zbiorów Ireneusza Podhaniaka
Milenka po operacji przeszczepu płuc.
Mimo młodego wieku, Milenka wiedziała o swojej chorobie i była jej świadoma. Wiedziała o tym, że może umrzeć. Od tego momentu przestała się jednak denerwować. Zaczęła uważać na siebie. – Stała się bardzo odpowiedzialna. Wiedziała, że liczy się czas, że ma szansę na aktywne życie, o jakim od lat marzy. Wiedziała jednak także, iż przeszczep może się nie udać... – w tym momencie głos mamy Milenki się urywa.
21 marca br. ok. g. 20 rodzice otrzymali telefon z klinki w stolicy Austrii Wiedniu. Telefon, na który tak długo czekali. Od kwalifikacji do przeszczepu minęło osiem miesięcy.
Informacja była krótka: „są płuca dla Mileny, proszę się pakować i przylecieć jak najszybciej do Wiednia”! Błyskawicznie się spakowali, pojechali na lotnisko do podrzeszowskiej Jasionki i w Wiedniu wylądowali o g. 1 w nocy 22 marca br.

fot.Mariusz Godos
Ciocia Milenki, Renata Gierowska i wychowawczyni dziewczynki w klasie I – III Maria Worosz (z prawej) wciąż organizują zbiórkę pieniędzy na pomoc rodzinie Podhaniaków.
Sam przeszczep jest refundowany przez NFZ i kosztował 120 tys. euro. Poza tym fundusz refunduje pobyt Milenki w szpitalu w Wiedniu i wizyty kontrolne, ale tylko przez pierwszy rok od przeszczepu. Potem rodzice Milenki będą zdani na siebie. Dziewczynka do 18. roku życia musi być pod stałą opieką lekarzy w Wiedniu, ale za wszystko będzie trzeba zapłacić jak za prywatne wizyty. Obecnie jej rodzice sami opłacają zakwaterowanie i wyżywienie w Wiedniu. Miesięczny koszt to ok. 10 tys. zł. Do tego dochodzą bardzo drogie leki, które trzeba kupić samemu. – Wciąż dysponujemy pewną kwotą, uzbieraną chociażby 2 października zeszłego roku podczas festynu w Krasiczynie, ale nie wiemy, na jak długo wystarczy tych pieniędzy. Nawet po wypisaniu ze szpitala, trzeba pamiętać o dodatkowych kosztach, chociażby comiesięcznych wyjazdach do Wiednia. I właśnie tego najbardziej się boimy. Zastanawiamy się, co będzie za rok – mówi ciocia Milenki. – Jeden dzień w szpitalu, to koszt prawie 5 tysięcy złotych. Oliwka, koleżanka Milenki, dwa lata po przeszczepie musiała spędzić kilka tygodni w szpitalu w Wiedniu, bo w Polsce nikt nie chciał podjąć się jej leczenia. Za każdy najdrobniejszy zabieg też trzeba zapłacić, a koszty idą w tysiące euro – wyjaśniła.
Austriaccy lekarze są pełni nadziei. Przeszczep się udał, ale wciąż pozostaje niepewność czy organizm go przyjmie. – Jesteśmy szczęśliwi i pełni nadziei. Musi się udać! To bardzo dzielna dziewczynka – mówi R. Gierowska.
Potwierdza to wychowawczyni Milenki z klas I – III Szkoły Podstawowej w Krasiczynie Maria Worosz, która wspólnie z całym gronem pedagogicznym systematycznie organizuje różnego rodzaju imprezy, podczas których były i będą jeszcze zbierane pieniądze na rzecz Milenki. – Wiele wspaniałych osób pokazało, ile można zrobić dobrego. Nie byli i nie będą sami w walce z tą chorobą. Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby i Milence i jej rodzicom pomóc. Podczas pierwszej zbiórki charytatywnej pod hasłem „Oddech dla Milenki” zebraliśmy 33 tysiące 25 złotych. To dużo, a jednak wciąż mało. Milenka nadal potrzebuje naszej pomocy. Serdecznie dziękujemy tym, którzy już pomogli, czyli: nauczycielom i uczniom szkoły podstawowej w Krasiczynie, pracownikom Urzędu Gminy w Krasiczynie, dyrektorowi Gminnej Biblioteki w Krasiczynie, dyrektorowi Gminnego Ośrodka Kultury w Krasiczynie, pracownikom Przedszkola Tęczowego w Krasiczynie oraz grupie dorosłych ze Szkoły Tańca A – Z i szefowej szkoły Aleksandrze Sołdze – wyliczyła M. Worosz.
Z okazji Dnia Matki kilka szkół z terenu gminy Krasiczyn zorganizuje specjalną imprezę dla Milenki. Zaraz potem odbędzie się specjalny kiermasz. 28 maja br. odbędzie się IV edycja imprezy „Dybawka biega – śladami historii”. W czasie imprezy uczennice z SP i Gimnazjum w Krasiczynie będą zbierać wolne datki na rzecz Milenki. 30 lipca br. odbędzie się specjalny festyn w Tarnawcach.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze