Tegoroczna XVIII Przemyska Wiosna Fredrowska, odbywająca się tradycyjnie w miesiącach czerwcu i lipcu, skromna ale różnorodna, jak zwykle zachwyciła publiczność.
Przedsięwzięcie realizowane jest od blisko dwóch dekad na przełomie czerwca i lipca. Termin ów nie jest przypadkowy – nawiązuje do daty urodzin oraz śmierci patrona przemyskiego Teatru Fredreum, wybitnego komediopisarza Aleksandra Fredry (20 czerwca 1793 – 15 lipca 1876).
Wiosna nie traci na znaczeniu, choć po raz kolejny organizatorzy nie mogli pozwolić sobie na rozmach, którego warte jest wydarzenie. Towarzystwo Dramatyczne Fredreum otrzymuje obecnie skromne dotacje na realizację przedsięwzięcia. W miarę możliwości zaprasza jednak aktorów z zewnątrz. W tym roku gościło[paywall] dwa teatry spoza Przemyśla. Teatr „KORBA” z Wrocławia wystawił spektakl W stanie, wyreżyserowany przez fredrowca, pochodzącego z Przemyśla Tomasza Rytwińskiego (także odtwórcę jednej z głównych ról w sztuce). Na Zamku Kazimierzowskim pojawił się również Teatr Bo Tak z Rzeszowa z monodramem Tomasza Jachimka Kolega Mela Gibsona w reżyserii Pawła Szumca. W rolę Feliksa Rzepki, artysty prowincjonalnej sceny, wcielił się Marek Kępiński, dostarczając widzom półtoragodzinnej rozrywki.
Organizatorzy Wiosny zadbali o różnorodność repertuaru, o to, by każdy mógł coś znaleźć dla siebie.
– Był monodram, komedia współczesna, składanka fredrowska w wykonaniu naszych aktorów i klasyka – Pierwsza lepsza Fredry, także w wykonaniu aktorów Fredreum. Wiosnę rozpoczęła sztuka Pierwsza lepsza, czyli nauka zbawienna. Spektakl wieńczył Dni Zamku, w ramach których odbywała się konferencja poświęcona rodzinie Fredry, konkretnie Andrzejowi Maksymilianowi Fredrze. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom jej uczestników zaprezentowaliśmy wspomnianą sztukę. Z kolei na zakończenie Wiosny wystawiliśmy spektakl Miłość po Fredrowsku, będący kompilacją różnych tekstów Fredry, mianowicie Zemsty, Pierwszej lepszej, Dwóch blizn oraz Ślubów Panieńskich. Skupiliśmy się wokół uczucia starego jak świat. Wybraliśmy z Fredry fragmenty stanowiące o miłości. Pokazaliśmy widzom komediopisarza siedzącego przy stoliku i piszącego… Równolegle aktorzy odgrywali swe role. Każda ze scenek była inna – miłość można przedstawiać w wieloraki sposób. Fredro czynił to po mistrzowsku. Raz widział miłość jako intrygę, innym razem pokazywał, że od nienawiści do miłości prowadzi przysłowiowy krok, przedstawiał ją bardzo poważnie, a także pół żartem, pół serio. Ten spektakl wystawiliśmy także w Odrzykoniu, gdzie Fredro pisał Zemstę – relacjonuje Krystyna Maresch-Knapek, prezes Towarzystwa Dramatycznego Fredreum. W czerwcu najstarszy polski teatr amatorski gościł również w Nienadowej.
Fredrowcy wierzą w opatrzność swego patrona. – W Odrzykoniu pogoda była zróżnicowana, obawialiśmy się, że w trakcie spektaklu zastanie nas burza. Grzmiało, bardzo mocno wiał wiatr… Skończył się spektakl i wówczas lunęło. Fredro czuwał – stwierdza z uśmiechem Krystyna Maresch-Knapek.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze