Reklama

Miłość, zdrada i trzy trupy na Wilczu [HISTORIE DAWNE ŻP]

01/08/2021 13:27

We wtorek, 2 czerwca 1908 roku zgłosił się do naczelnika Miejskiej Straży Ogniowej Henryka Olszewskiego jakiś wojskowy dżentelmen z doniesieniem, że w polu żytnim na Wilczu (dzielnica Przemyśla) odkrył gospodarz Wasyl Fedorowicz trzy trupy: dwóch mężczyzn i kobietę. O tym wydarzeniu została też zawiadomiona policja. Wieść ta szybko nabrała rozgłosu w całym mieście, ponieważ dopatrywano się sensacyjnego morderstwa na tle erotycznym. Okazało się potem, ze sprawa była bardziej skomplikowana.

Tymczasem niecodzienne odkrycie w polu rozpaliło ciekawość ludzką jeszcze bardziej, dając umysłom fantazję, a stopom skrzydła, kiedy napisano o tym w Nowym Głosie Przemyskim (nr 23), a także w innych gazetach. Wcześniej jednak okoliczni mieszkańcy przybyli na miejsce zdarzenia, by zobaczyć troje nieboszczyków strzeżonych przez żandarmów. Leżały oni przy końcu kartofliska Marii Wróblowej, ciągnącego się od starego koryta Sanu ku żytniemu łanowi Michała Cholewki, gdzie gruntownie wydeptały go już „wilczury” łaknących sensacji jak kania dżdżu.

Reklama

Miejsce zbrodni

W środę przed południem pojechała na Wilcze komisja sądowo-lekarska i policja. Po niespełna trzech kilometrach drogi od centrum miasta fiakier zatrzymał się przy polnej drodze. Do samego miejsca zbrodni nad Sanem trzeba było iść kawałek drogi, potem kilkadziesiąt kroków skręcić na prawo, gdzie obecni już byli żołnierze i okoliczni mieszkańcy. Białe prześcieradło okrywało trupy. Lekarz je uchylił. Oczom, przygotowanym na wszystko, przedstawiał się widok straszny, przejmujący do głębi swą odrażającą grozą!

Trzy cuchnące czarne trupy

Kiedy obnażano nieboszczyków z odzienia, okazało się, że[paywall] toczyło je robactwo, wędrując pośpiesznie od gardła ku brzuchowi oraz nogom i pachwinom kończyn. Oczodoły u wszystkich puste
i zapadłe. Twarze „ożywione” mnóstwem czarnych much-truposzów, pracujących zawzięcie na ludzkich zwłokach, z których uciekły kilka dni wcześniej dusze nieśmiertelne. Obnażona czaszka jednego nich świeciła golizną. Rysy twarzy wszystkich trzech osób prawie zatarte, zlepione, nadżarte skrzepłą posoką, która przyśpieszyła rozkład ciał. Rozchodzący się fetor utrudniał przebywanie
w pobliżu wszystkim tam obecnych, dlatego usta i nos zatykano chusteczkami.

Reklama

Przyczyna śmierci

Cała trójka, jak się potem okazało, notowana była wielokrotnie w kartotekach policyjnych. Komisja sądowo-lekarska stwierdziła, że Jan Klar poniósł śmierć od strzału w jamę ustną. Zwłoki jego leżały nieco skośnie na Bronisławie Lewickim i Annie Łeszczyszyn. Te dwie ostatnie osoby zginęły od kul, które przeszły od prawej strony kości skroniowej. Obok trupów leżał rewolwer. Zanim do tego doszło, wszyscy troje wcześniej prowadzili rozpustne i hulaszczy tryb życia.

Alfons Jan Klar

Jan Klar, lat 18, terminator ślusarski – leniwy i zepsuty, syn kotlarza kolejowego, zamieszkały przy ul. Polnej (obok kaflarni). Na swej drodze życia spotkał 19-letnią prostytutkę Annę, zarabiającą na codzienny chleb w tzw. hotelu Feuer na Garbarzach, tj. w spelunce siejącej zepsucie w tej dzielnicy miasta. Fama niosła, że młodzieniec początkowo zakochał w niej na zabój. Jednak po pewnym czasie postanowił rozpocząć inne życie – stał się alfonsem, a źródłem jego dochodów, uniesień i radości była właśnie Anna, która swe piernaty miała właśnie w pokoju pod dachem we wspomnianym hotelu. Nie minęło wiele czasu, a jej kochanek stoczył się na dno. Marnotrawny nicpoń zamieszkał w domu nierządu. Tam – na skutek nadmiaru hulaszczego życia – duchowo i fizycznie słabł, a na dodatek kochanka go opuściła, bo poznała innego stręczyciela, do którego pałała podobno uczuciem miłości.

Reklama

Nowy stręczyciel

Na jej drodze życia zjawił się nowy stręczyciel – 19-letni Bronisław Lewicki – ślusarz kolejowy, syn lakiernika, zamieszkały na Garbarzach. W nim widział Janek niebezpiecznego rywala, ponieważ nowy „pracodawca” zdobył serce Anny i korzystał darmowo z jej usług. Odtąd stał się Klar intruzem. Duszę mu żarła myśl dzikiej zemsty. Odgrażał i upijał się bardziej niż wcześniej. Trwała coraz bardziej nerwowa walka o dziewczynę podupadłą, która dla obu była nie tylko obiektem pożądania, ale także źródłem dochodu. 25 maja (poniedziałek) – jak wykazało śledztwo – zjawił się w burdelu blady i skacowany porzucony zazdrośnik. Tam zastał Bronisława i Annę. Potem troje, jakby się nic nie stało, poszli do centrum miasta. Tam przebywali aż do wtorku wieczorem. Nie ustalono, jak w tym czasie spędzali czas.

Finał

We wtorek w nocy rozegrała się na żytnim polu, niedaleko rzeki, tragedia. Jan Klar – wszystko na to wskazywało – zastrzelił najpierw konkurenta Lewickiego, potem byłą kochankę, a na końcu siebie. W ten sposób zginęli wszyscy troje. Ich sczerniałe trupy – zanim przyjechali śledczy – leżały tydzień na żytnim polu. Milcząca ciżba tłumu patrzyła z przestrachem na ten widok. Całą trójkę pochowano na cmentarzu na Wilczu. Śledztwo umorzono.

Reklama

Dopisek

W okresie galicyjskim, a także międzywojennym regułą było upublicznianie w prasie danych osobowych przestępców i umieszczanie ich fotografii. Czyniono to nawet wobec tych, którzy dopuszczali się nawet niewielkich wykroczeń wobec prawa. 


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama