„Armia Leliwa” w drugiej połowie pokpiła sprawę i niewiele brakowało, aby obudziła się w ręką w nocniku. Ambitny zespół z Lublina gonił i gonił, ale – na szczęście dla przeworszczan – nie dogonił. Sprawy nie pokpiła za to ekipa KSSPR Końskie, która gościła ORLEN Upstream SRS. Z małymi wyjątkami, przez godzinę utrzymywała swój poziom, który oznaczał dla przemyślan klęskę.
Pierwsze 30 minut meczu w Przeworsku kompletnie nie wskazywało, że będą jakiekolwiek emocje. Gospodarze wyraźnie górowali nad rywalem. Po równym początku, w 15. min SPR Orzeł prowadził 6:3 i sumiennie budował przewagę bramkową. Na trzy minuty przed zejście do szatni było 18:10 po trafieniu Jakuba Czapki. Z 8 bramkami przewagi „Armia Leliwa” zeszła do szatni.
W II połowie jednak zupełnie pokpili sprawę. Przestali szanować piłkę, popełniali głupstwo za głupstwem, co pozwoliło ambitnym lublinianom stanąć na nogi i pokazać, że niemożliwe nie istnieje. W 48. min tablica wyników wyświetliła remis 25:25. Do końca trwała już nerwowa walka o każdą piłkę, którą wygrała na szczęście „Armia Leliwa”. Zimną krew z linii 7 m zachował Klaudiusz Kasprzyk, który na kilka sekund przed końcem ustalił wynik.
Przemyślanie w Końskich nie mieli kompletnie nic do powiedzenia. Ponieśli wysoką porażkę, od razu trzeba dodać: jak najbardziej zasłużoną. Dla ekipy Krzysztofa Błażkowskiego najlepiej byłoby, gdyby ten sezon już się skończył. Skończyłyby się męki ich i ich kibiców.
Jeśli jeszcze I połowę można uznać za w miarę wyrównaną, choć z pewnym wskazaniem na gospodarzy, tak w II odsłonie nie było już co zbierać.
Sędziowali: Daniel Hardek i Paweł Nowak (obaj z Krakowa). Kary: SPR Orzeł – 10 min; AZS UMCS – 8 min. Widzów: 150.
Sędziowali: Krzysztof Jac (Tarnów) i Marcin Wrona (Wierzchosławice). Kary: KSSPR Końskie – 8 min; ORLEN Upstream SRS – 4 min. Widzów: 300.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze