HISTORIE DAWNE ŻP

Podtatusiały mężczyzna zakochał się bez pamięci w swojej 21-letniej kuzynce prostytutce. Miłość do niej stała się sensem jego życia. Niestety, bez wzajemności. Targany negatywnym emocjami nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca. W końcu zdał sobie sprawę, że nigdy nie zostanie jego żoną. Wtedy zaplanował ostateczne rozwiązanie swego problemu. Podstępem umówił się z nią na przechadzkę. Nieświadoma niebezpieczeństwa dziewczyna spotkała się z nim o wyznaczonej godzinie.
W piątek, 21 grudnia 1928 roku, o godzinie 7 rano przechodnie natrafili nad brzegiem Sanu, opodal Miejskiego Zakładu Energetycznego przy ul. Targowickiej (obecnie Sportowa), na zwłoki mężczyzny, a tuż przy nim trupa młodej dziewczyny. Na pierwszy rzut oka było widoczne, że oboje zginęli śmiercią gwałtowną od kul rewolwerowych, i to wystrzelonych z bliskiej odległości, bowiem broń leżała obok dwóch trupów. Wokół tej tragedii zaczęły gromadzić się w dzień targowy tłumy ludzi („Wiek Nowy” 1928, nr 8253).
40-letni Michał Mucha, znany jako handlarz warzyw i owoców na tutejszym rynku (pracował z matką), miał się od dłuższego czasu ku 21-letniej Marii Szustakowskiej, z którą często się spotykał. Pochodziła z podprzemyskiej wsi. Wszyscy na rynku wiedzieli, że są nieco spokrewnieni, a ich relacje początkowo były takie, jak wujcia do kuzynki. Potem to się zmieniło i stała się ona jakby jego narzeczoną.
Niemłody 40-latek był o nią chorobliwie zazdrosny. Maria, będąc rejestrowaną prostytutką w środowisku przemyskim, elegancko ubrana, nie brała jednak jego zalotów na poważnie, ponieważ[paywall] za mało zarabiał, a tym samym nie mógł jej zapewnić odpowiedniego standardu. Na dodatek był od niej znacznie starszy i nie chciała zostać na całe życie unieszczęśliwiona.

Michał, zanim został handlarzem, pracował na kolei, a potem był złodziejem. Z myślą, że zostanie jego żoną, chciał ją odciągnąć od uprawiania prostytucji. W tym celu czynił nawet starania o skreślenie jej z indeksu policyjnego w wydziale obyczajowym przy ul. Dworskiego. Mimo to po kryjomu uprawiała swój proceder, co potem doprowadziło do tragedii. Widziana była często w dzień, wieczorem i w nocy na ulicach w towarzystwie coraz to innych mężczyzn.
Oziębłość Marii niepokoiła Michała i nie mógł znaleźć sposobu, by ją zatrzymać przy sobie na całe życie. Zaczął coraz częściej i nachalnie domagać się od niej stanowczej i pozytywnej odpowiedzi. Bez jej wiedzy zamówił nawet ślub w kościele katedralnym na Boże Narodzenie. Zamówił też kilka samochodów, załatwił drużbę, uzgodnił koszty z orkiestrą, bo chciał urządzić huczne i bogate wesele. Tymczasem w ostatnich dniach przed uroczystością sytuacja między obojgiem znacznie się skomplikowała i zaostrzyła.
Maria miała bowiem mocno podupaść na zdrowiu. Wtedy zaczęła czynić Michałowi gorzkie wyrzuty, że jako rejestrowana prostytutka nabawiła się od niego niebezpiecznej choroby wenerycznej, a tym samym straciła na jakiś czas klientów. Mało tego, musiała jeszcze podjąć płatne leczenie u wenerologa Szymona Turtelbauma, którego gabinet mieścił się przy ul. Wodnej. W tej sytuacji nie było nawet mowy, by wyszła za niego za mąż.
21 grudnia (piątek) 1928 roku Michał podstępem zaprosił Marię na spacer nad Sanem. Spotkali się opodal mostu kolejowego, następnie przeszli obok elektrowni, by zniknąć w zapadającym mroku. Tam miała się odbyć – tak policja odtworzyła ostatnie ich chwile – decydująca rozmowa odnośnie ich przyszłości. Do zgody kolejny raz nie doszło. Zamiast tego doszło między nimi do głośnej kłótni, która słyszalna była przez przypadkowych przechodniów. Innymi słowy: Maria w kółko powtarzała, że nie chce go już widzieć. Michał wpadł w szał i nie mógł się pogodzić z utratą ukochanej. Wtedy niedoszły mąż niespodziewanie wyjął rewolwer i strzelił do swej ofiary. Została zabita. Zabójca podszedł do ofiary, by się przekonać, że nie żyje. Nie namyślając się długo, przyłożył broń do własnej skroni, pociągnął za spust i odebrał sobie życie („Gazeta Poranna” 1928, nr 8720).
Na miejscu tragedii szybko zjawiła się policja, a zaraz po niej komisja sądowo-lekarska. Znaleziony przy trupach rewolwer zabezpieczono. Dochodzenie ustaliło, że ciała leżały nad Sanem kilka godzin i że oboje zginęli niemal w jednym czasie. Logika krótkiego śledztwa podsuwała myśl, że Mucha zastrzelił Szustakowską w trakcie jej ucieczki. Zwłoki dziewczyny i zabójcy-samobójcy zostały odwiezione do kostnicy Szpitala Powszechnego przy ul. Rogozińskiego. Nikt już nie miał wątpliwości, że do tej tragedii doszło na tle szalonej miłości – bez wzajemności.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze