Reklama

Nie moje, moje? Spór o cztery ary

07/08/2016 15:30

Agnieszka Tomas otrzymała w 1999 r. jako spadek po rodzicach pole orne o powierzchni prawie 0,6 ha. Uprawiała je i płaciła za nie podatek, podobnie jak wcześniej rodzice. W marcu 2015 r. kobieta dostała zawiadomienie od geodety Pawła Proboli, który robił pomiary pod przebudowę ulicy Technicznej, że są nieprawidłowości z powierzchnią jej działki. Okazało się, że pod budowę ulicy Technicznej w latach 70. miasto zabrało jej rodzicom 4 ary pola.

– Mama dostała to pole jako mienie przesiedleńcze po tym, jak banderowcy wymordowali mieszkańców wsi Rudka i spalili ich domy. Rodzice przez lata płacili podatek za działkę, której nie używali, bo miasto im ten teren po prostu odebrało. A ja płaciłam za to przez 17 lat, od 1999 do 2015 roku – żali się p. Agnieszka.

– Jak można było tak[paywall] zrobić? Przecież ziemia ma swoją wartość, miasto powinno odkupić ten fragment pola albo chociaż poinformować o wywłaszczeniu. Gdyby nie geodeta, nawet bym o niczym nie wiedziała. Napisałam pismo do burmistrza Lubaczowa w sprawie uregulowania stanu prawnego części mojej działki zajętej pod drogę i wypłaty odszkodowania. W odpowiedzi dostałam pismo, że miasto składa wniosek do wojewody podkarpackiego o potwierdzenie utraty prawa własności do części działki i że podanie o odszkodowanie powinnam złożyć do starosty – opowiada A. Tomas.

Decyzja od wojewody

Wojewoda przyznał rację miastu na mocy ustawy z dnia 13 października 1998 r., która mówi, że „nieruchomości pozostające w dniu 31.12.1998 r. we władaniu Skarbu Państwa lub jednostek samorządu terytorialnego, nie stanowiące ich własności, a zajęte pod drogi publiczne, z dniem 1.01.1999 r. stają się z mocy prawa własnością Skarbu Państwa”. – Skąd miałam wiedzieć, że miasto mi ten teren zabrało? Dostałam pole po rodzicach i w przekonaniu o jego prawidłowej powierzchni je uprawiałam. Czy ktoś myśli o wynajęciu geodety za każdym razem, kiedy otrzyma kawałek gruntu po kimś bliskim? To po prostu zwykła kradzież! – mówi roztrzęsiona p. Agnieszka.

Reklama

U burmistrza

– Gdyby pani Tomas wniosła sprawę do sądu i ten nakazałby spłatę, to my, jako miasto, na pewno nie uchylalibyśmy się od odpowiedzialności – mówi burmistrz K. Szpyt. – Takich spraw, jak ta, mamy w mieście sporo, ale gdyby do każdej indywidualnie podchodzić, to w mieście nie zrobilibyśmy wielu inwestycji. – Kogo stać na zakładanie sprawy w sądzie, kiedy miasto chroni ustawa? – pyta p. Tomas. – Według wojewody mogłam się starać o odszkodowanie u starosty lubaczowskiego od 1 stycznia 2001 do 31 grudnia 2005 roku. Jak mogłam się starać, skoro o zagarnięciu przez miasto mojego gruntu dowiedziałam się w zeszłym roku? To jakiś chory system – dodaje.  

W jaki sposób kobieta może odzyskać nadpłacony przez 17 lat podatek? – Wystarczy, że pani Tomas złoży u mnie odpowiednie pismo. Za te cztery ary pani Tomas płaciła około 4 zł rocznie, czyli to będą groszowe sprawy. Jak tylko takie pismo wpłynie, to zwrócimy pieniądze albo umorzymy pani podatek na jakiś czas – twierdzi wójt gminy Lubaczów Wiesław Kapel.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Luks - niezalogowany 2016-08-08 03:16:46

    Polska kraj oszustów 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    comsat - niezalogowany 2016-08-08 08:08:22

    Wina Polaków a nie banderowcow.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama