Agnieszka Tomas otrzymała w 1999 r. jako spadek po rodzicach pole orne o powierzchni prawie 0,6 ha. Uprawiała je i płaciła za nie podatek, podobnie jak wcześniej rodzice. W marcu 2015 r. kobieta dostała zawiadomienie od geodety Pawła Proboli, który robił pomiary pod przebudowę ulicy Technicznej, że są nieprawidłowości z powierzchnią jej działki. Okazało się, że pod budowę ulicy Technicznej w latach 70. miasto zabrało jej rodzicom 4 ary pola.
– Mama dostała to pole jako mienie przesiedleńcze po tym, jak banderowcy wymordowali mieszkańców wsi Rudka i spalili ich domy. Rodzice przez lata płacili podatek za działkę, której nie używali, bo miasto im ten teren po prostu odebrało. A ja płaciłam za to przez 17 lat, od 1999 do 2015 roku – żali się p. Agnieszka.
– Jak można było tak[paywall] zrobić? Przecież ziemia ma swoją wartość, miasto powinno odkupić ten fragment pola albo chociaż poinformować o wywłaszczeniu. Gdyby nie geodeta, nawet bym o niczym nie wiedziała. Napisałam pismo do burmistrza Lubaczowa w sprawie uregulowania stanu prawnego części mojej działki zajętej pod drogę i wypłaty odszkodowania. W odpowiedzi dostałam pismo, że miasto składa wniosek do wojewody podkarpackiego o potwierdzenie utraty prawa własności do części działki i że podanie o odszkodowanie powinnam złożyć do starosty – opowiada A. Tomas.
Wojewoda przyznał rację miastu na mocy ustawy z dnia 13 października 1998 r., która mówi, że „nieruchomości pozostające w dniu 31.12.1998 r. we władaniu Skarbu Państwa lub jednostek samorządu terytorialnego, nie stanowiące ich własności, a zajęte pod drogi publiczne, z dniem 1.01.1999 r. stają się z mocy prawa własnością Skarbu Państwa”. – Skąd miałam wiedzieć, że miasto mi ten teren zabrało? Dostałam pole po rodzicach i w przekonaniu o jego prawidłowej powierzchni je uprawiałam. Czy ktoś myśli o wynajęciu geodety za każdym razem, kiedy otrzyma kawałek gruntu po kimś bliskim? To po prostu zwykła kradzież! – mówi roztrzęsiona p. Agnieszka.
– Gdyby pani Tomas wniosła sprawę do sądu i ten nakazałby spłatę, to my, jako miasto, na pewno nie uchylalibyśmy się od odpowiedzialności – mówi burmistrz K. Szpyt. – Takich spraw, jak ta, mamy w mieście sporo, ale gdyby do każdej indywidualnie podchodzić, to w mieście nie zrobilibyśmy wielu inwestycji. – Kogo stać na zakładanie sprawy w sądzie, kiedy miasto chroni ustawa? – pyta p. Tomas. – Według wojewody mogłam się starać o odszkodowanie u starosty lubaczowskiego od 1 stycznia 2001 do 31 grudnia 2005 roku. Jak mogłam się starać, skoro o zagarnięciu przez miasto mojego gruntu dowiedziałam się w zeszłym roku? To jakiś chory system – dodaje.
W jaki sposób kobieta może odzyskać nadpłacony przez 17 lat podatek? – Wystarczy, że pani Tomas złoży u mnie odpowiednie pismo. Za te cztery ary pani Tomas płaciła około 4 zł rocznie, czyli to będą groszowe sprawy. Jak tylko takie pismo wpłynie, to zwrócimy pieniądze albo umorzymy pani podatek na jakiś czas – twierdzi wójt gminy Lubaczów Wiesław Kapel.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Polska kraj oszustów
Wina Polaków a nie banderowcow.