26 listopada weszła do grona pięciu najbardziej wpływowych samorządowców Podkarpacia. Dla niektórych to zaskoczenie, dla innych swego rodzaju zwieńczenie długoletniej pracy na niwie publicznej. O tym, jak definiuje siebie jako osobę i jak określa siebie na podkarpackiej scenie politycznej, rozmawiamy z Anną Huk, członkiem zarządu województwa podkarpackiego.
Proszę wybaczyć, ale wywodzi się Pani z ziemi jarosławskiej i w swoim, nazwijmy to, „mateczniku” jest Pani dobrze znana, ale nie wszyscy nasi czytelnicy spoza powiatu wiedzą, kim Pani jest. Proszę więc powiedzieć parę słów o sobie.
– Jestem radymianką, właściwie mój start, jeśli chodzi o pracę zawodową, ale i pracę społeczną czy samorządową, zaczął się od mojego rodzinnego miasta. Radymno było miejscem, gdzie mogłam się realizować zawodowo, odkrywać to, co potrafię i wciągać w to młodzież, oddziaływać na środowiska, które tu działają. Bardzo ważną dla mnie od lat jest współpraca z Akcją Katolicką. Wiele pikników, imprez zorganizowanych wspólnie – to były wartościowe[paywall] lata. Cenne było włączenie się w powstanie świetlicy parafialnej. Na pewno ważnym doświadczeniem było rozpoczęcie, po skończeniu studiów podyplomowych z logopedii, pracy w zawodzie opiekuna specjalistycznego, bo nauczyło mnie ono pewnej pokory wobec ludzi. Pokazuje to też, że nie jest tak, że w pracy samorządowej przydaje się tylko typowe wykształcenie administracyjne czy prawnicze, a największą wartością jest właśnie skupienie się na drugim człowieku.
Sporo tego, jak na jedną osobę: nauczycielka, logopedka, wierna zaangażowana w życie parafii...
– A to wciąż nie wszystko. Na pewno muszę wspomnieć o zajęciach teatralnych, które prowadziłam i dzięki którym udało mi się wystawić tyle sztuk. Osią, której pominąć nie mogę, jest też działalność związkowa. Kiedy zaczęłam pracować, właściwie z automatu zapisałam się do związku zawodowego „Solidarność”. Wtedy przewodniczącym był pan Kazimierz Marciak, a kiedy przeszedł na emeryturę i zrezygnował z pełnienia tej funkcji, nauczyciele z miasta i gminy Radymno wybrali mnie na jego miejsce. To było bardzo cenne, duże doświadczenie. W różnych spawach trzeba było rozmawiać z dyrektorami, z wójtem czy burmistrzem, a nieraz były to rozmowy trudne. Nie da się jednak ukryć, że to miało później wpływ na to, jak potoczyło się moje życie, także polityczne. Stąd wywodzą się moje ważne przyjaźnie z innymi społecznościami związkowymi, tutaj też znajdowałam wzorce osobowe do naśladowania.
Z samorządem jest Pani związana już kilka dobrych lat, najpierw jako radna miejska, potem jako radna sejmiku wojewódzkiego. Co pchnęło Panią do zaangażowania się w sprawy publiczne?
– Ludzie, których spotkałam na swojej drodze. Czasem jest tak, że ktoś widzi w tobie potencjał. Taką osobą była moja opiekunka stażu – pani Maria Jędrejko. Pamiętam, że trzeba było pomóc przygotować dzień chorego, zdaje się na spotkanie parafialne Akcji Katolickiej. I ona powiedziała: „słuchajcie, jest taka dziewczyna, ona wam to na pewno zrobi dobrze”. I od tego się zaczęło. Poszły kolejne rzeczy, potem gdzieś tam w Solidarnej Polsce potrzebowano koordynatora na teren i znów ktoś powiedział: „słuchajcie, jest taka dziewczyna, ona, jak już wejdzie w temat, to go udźwignie”. I tak się stało. Do dziś pamiętam to pierwsze spotkanie z senatorem, wówczas jeszcze posłem Mieczysławem Golbą. Przyszłam wtedy do jego biura, zmierzył mnie z góry na dół, popatrzył w oczy i mówi „no dobra, niech będzie”. Zdecydowałam się wtedy na to, bo moje przekonania prawicowe były jednoznaczne, więc nigdzie indziej nie wyobrażałam sobie swojego miejsca.

Zapewne obejmuje Pani nową funkcję z jakąś wizją jej sprawowania. Jakie cele wyznaczyła Pani sobie na najbliższe 4 lata?
– To na pewno nowe doświadczenie, spory przeskok, funkcjonowanie w ramach sejmiku jest zupełnie inną rzeczą niż działanie w zarządzie. Będę się starała ze wszystkich swoich sił, tak jak do tej pory, żeby po prostu tę funkcję pełnić jak najlepiej. Głęboko wierzę, że to będzie miało przełożenie na to, jak moja praca będzie odbierana przez ludzi. Objęcie takiej funkcji to ogromne zobowiązanie wobec tych, którzy mi zaufali, patrząc na strukturę polityczną, w której działam, ale też po prostu wobec mieszkańców naszego regionu. Ważne jest dla mnie, żeby tych ludzi nie zawieść.
Długo zastanawiałem się, jak zadać to pytanie, żeby było „politycznie”, ale wreszcie udało mi się znaleźć odpowiednią formułę: czy miasto, gmina Radymno zyska w Pani osobie mocnego orędownika ich interesów w zarządzie województwa?
– Radymno – miasto i gmina – zawsze będzie bliskie memu sercu, ale chciałabym, żeby to mocno wybrzmiało: jestem radną wojewódzką, mam świadomość, że moje zadania obejmują szerszy krąg terytorialny, więc to nie jest tak, że Radymno ma mnie na wyłączność. Jest choćby jeszcze teren, który był ważny dla Marii Kurowskiej, naturalne więc jest dla mnie zobowiązanie wobec tych ludzi. Ważne, żeby mieli poczucie, że nie zostali bez reprezentanta. Zresztą dotychczasowa współpraca z samorządami nie zamykała się tylko w moim obrębie. Działałam w powiecie przemyskim, przeworskim, lubaczowskim. Zatem tych punktów, gdzie, że tak powiem, pchnęło mnie życie polityczne samorządowca, jest wiele. Z Radymna wyrosłam, Radymno ukształtowało to, kim jestem, natomiast jako radna i teraz członek zarządu zawsze będę otwarta na współpracę w szerszym wymiarze terytorialnym, po prostu na rzecz całego województwa podkarpackiego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Typowy przykład tzw. zlecenia politycznego.
Typowy przykład tzw. zlecenia politycznego.
Aniu tak trzymaj !