Jedna z najdłuższych tras rowerowych w Europie kosztowała 274 mln zł. Właśnie dobiega końca tzw. okres trwałości projektu, co rodzi pytanie o aktualny stan i przyszłość trasy. Najwyższa Izba Kontroli zbadała Green Velo w 5 lat od jej powstania – wnioski nie napawają optymizmem, a jako negatywne przykłady zarządzania trasą kontrolerzy przywołali samorządy naszego regionu – gminy Krzywcza, Radymno i Horyniec-Zdrój.
Okres trwałości projektu to czas, kiedy przedsięwzięcie finansowane ze środków UE ma trwać w niezmienionej formie. W przypadku trasy Green Velo właśnie dobiega końca w trzech województwach, natomiast w dwóch kolejnych już się skończył.
Przedstawiony niedawno przez NIK raport z kontroli trasy obfituje w krytyczne wnioski. Przede wszystkim kontrolerzy zauważają, że brakuje[paywall] podmiotu odpowiedzialnego za jakość całej trasy, a zarząd nad nią, rozdzielony na kilkadziesiąt jednostek samorządowych lub podmiotów z nimi związanych, nie służy skuteczności działania na rzecz jej właściwego utrzymania.
Wiele samorządów po wybudowaniu/oznaczeniu trasy przez szereg lat nie zapewniało w swoich budżetach środków na jej konserwację. To z kolei zaowocowało brakami w oznaczeniach, ubytkami na drogach oraz degradacją Miejsc Obsługi Rowerzystów.
W ocenie kontrolerów NIK słaba jest promocja Green Velo, a lokalny biznes nie wykorzystuje jej potencjału turystycznego.
Niestety w raporcie (być może dlatego, że tworzyła go rzeszowska delegatura NIK) jako przykłady złych praktyk pojawiły się trzy pochodzące z naszego regionu.
W dokumencie opisana jest sytuacja mostu na Sanie w miejscowości Bachów. Kontrolerzy wykazali, że most ten jest wykorzystywany w ruchu pojazdów mechanicznych.
„Na podstawie przeprowadzonych oględzin NIK uznała, że dalsze użytkowanie kładki przez pojazdy mechaniczne stanowi bezpośrednie niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia ludzkiego albo powstanie znacznej szkody w mieniu” – można przeczytać w raporcie obok wyimków o tym, że przez 2 lata władzom gminy nie udało się skutecznie wyegzekwować zakazu ruchu samochodów po dedykowanej ruchowi pieszemu i rowerowemu kładce.
W dokumencie pojawiła się też wzmianka o gminie Radymno. Kontrolerzy NIK opisali odcinek trasy leżący w granicach gminy, o którym na łamach „Życia Podkarpackiego” pisaliśmy już w roku 2018.
„W gminie Radymno na jednym z odcinków leśnych szerokość jezdni dla ruchu rowerowego wynosiła 2,5 – 3 m, nawierzchnia z kruszywa oraz kruszywowo-gruntowa była w złym stanie technicznym. Występowały liczne ubytki i zastoiska wody dotyczące całej szerokości jezdni. Przejazd rowerem po opadach deszczu mógł być utrudniony lub niemożliwy na całym odcinku o długości 1,5 km” – czytamy w dokumencie.
Nieco dalej w podobnym tonie wypowiadają się kontrolerzy NIK o odcinku Green Velo w powiecie lubaczowskim.
„W gminie Horyniec-Zdrój na dwóch odcinkach o łącznej długości 1,4 km nawierzchnia drogi była w stanie niezadowalającym” – stanowi raport. I w innym miejscu: „część ubytków znajdowała się na całej szerokości nawierzchni drogi, uniemożliwiając bezpieczny i komfortowy przejazd osobom jadącym rowerem dwuśladowym (np. trzykołowym), ciągnącym rikszę (przyczepkę) lub poruszającym się na rowerach nieprzystosowanych do jazdy terenowej”.
Jednocześnie należy podkreślić, że wymienionych powyżej samorządów nie należy traktować jako przypadki odosobnione czy wyjątkowo niegospodarne. Choć ich obecność w dokumencie, który czyta cała Polska, chluby nie przynosi, to prawda jest taka, że NIK wyraża wątpliwości co do jakości utrzymania dróg na całej, mierzącej przeszło 2000 kilometrów trasie i podobnych odcinków można na niej znaleźć więcej.
Czy to oznacza, że Green Velo okazała się porażką? Niekoniecznie.
Przede wszystkim całkiem nieźle odbierają ją jej użytkownicy – zdecydowana większość uczestników przeprowadzonej na potrzeby badań ankiety poleciłaby innym skorzystanie ze szlaku.
Według ankietowanych z naszej części Podkarpacia największą popularnością cieszy się trasa Przemyśl – Dynów – Rzeszów oraz granica z woj. lubelskim – Horyniec-Zdrój – Przemyśl. Te obserwacje doprowadziły do wniosku, że „mimo pojawiających się problemów i krytycznych opinii, Green Velo to już rozpoznawalny produkt i uznana marka”.
Zdaniem NIK szlak powinien być nadal utrzymywany i w miarę możliwości rozwijany. To z kolei należy interpretować jako zachętę skierowaną do samorządów, by dokumentu nie traktować w kategoriach negatywnych, ale jako przypomnienie, że z wartości marki Green Velo warto korzystać, nawet jeśli niekiedy trzeba co nieco dołożyć, by odkurzyć jej blask.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.To były naprawdę wyrzucone pieniądze w błoto.Szczególnie w naszym regionie gdzie prostactwo potrafi jedynie rujnować a nie budować.A że prostactwa w naszym regionie mamy w nadmiarze, że śmiało możemy podzielić sie z innymi regionami.Dużo prostactwa to i dużo zniszczeń.U nas to jest norma w każdej dziedzinie gdzie występuje wspólne dobro.Dlaczego go nie zniszczyć i będzie dalej swojsko.
Wszędzie zdarzają się błędy lub złe intencje. Jednak uważam, że nasz region jest piękny... powstaje dużo fajnych inicjatyw, mieszkają kreatywni ludzi i ogólnie jest przyzwoicie. Można porównać z innymi regionami Polski o podobnych ,,możliwościach", czy m.in. u sąsiadów na Słowacji i na Ukrainie... tam to nieraz pełno ,,prostactwa", jak to ujął Tadeusz.
Region piękny ale ludzie to wuje.... Byle do mojego płota a dalej to wuj .
W gminie Radymno ta droga jest drogą przetrwania! Kto przejedzie 0.5 km rowerem jest przyjmowany z automatu do policji i wojska Antka smoleńskiego , ! Najlepsi którzy próbują ale za chwilę rowery niosą na plecach i dzwonią na 112 bo nie wiedzą jak wyrwać się z pułapki! Wójt gminy jest dumny z tej inwestycji !
Droga z Prałkowiec na Zalesie, większość rowerzystów zawraca przez morderczą wspinaczkę, trasa kuriozalnie omija Krasiczyn, gdzie właśnie była okazja żeby skomunikować Przemyśl na weekendowe przejażdżki. Droga Przemyśl-Bolestraszyce, przy pędzących samochodach wyjazd z dziećmi to samobójstwo. Pseudo kładka w Chyrzynie, służąca samochodom, za którą można było utwardzic dziesiątki kilometrów. Kładka w Przemyślu, już znowu farba złuszcza się. Itd. Itd.
To całe Green Velo to był przecież tylko pretekst by zbudować most w Chyrzynie bo dziadowskiej gminy Krzywcza i równie biednego powiatu przemyskiego nawet za 100 lat nie byłoby stać na budowę tego typu z środków własnych. Chodziło też o to by porobić dojazdy do potencjalnych działek budowlanych, które gdyby nie owe nowe nawierzchnie jeszcze długo były by nie do opchnięcia. O rowerzystach zaprawdę myślano tam w ostatniej kolejności.
To były naprawdę wyrzucone pieniądze w błoto.Szczególnie w naszym regionie gdzie prostactwo potrafi jedynie rujnować a nie budować.A że prostactwa w naszym regionie mamy w nadmiarze, że śmiało możemy podzielić sie z innymi regionami.Dużo prostactwa to i dużo zniszczeń.U nas to jest norma w każdej dziedzinie gdzie występuje wspólne dobro.Dlaczego go nie zniszczyć i będzie dalej swojsko.
Wszędzie zdarzają się błędy lub złe intencje. Jednak uważam, że nasz region jest piękny... powstaje dużo fajnych inicjatyw, mieszkają kreatywni ludzi i ogólnie jest przyzwoicie. Można porównać z innymi regionami Polski o podobnych ,,możliwościach", czy m.in. u sąsiadów na Słowacji i na Ukrainie... tam to nieraz pełno ,,prostactwa", jak to ujął Tadeusz.
Region piękny ale ludzie to wuje.... Byle do mojego płota a dalej to wuj .