Reklama

Od polania kwasem po wycinkę, czyli jak pozbywano się 100-letniego jesionu [ZDJĘCIA]


Spore kontrowersje wywołała wycinka starego, ponad 100-letniego jesionu, rosnącego przy ulicy Chodkiewicza w Przemyślu, w dzielnicy Krzemieniec. Owszem, drzewo było chore, ale okoliczności całego zdarzenia, tak przed, jak i w trakcie oraz po nim, budzą spore wątpliwości.


W poniedziałek, 28 maja br., na ulicy Chodkiewicza pojawił się m.in. poseł Marek Rząsa, w kontakcie telefonicznym była radna Liliana Kalinowska, odpowiadając w ten sposób na sygnały zbulwersowanej części mieszkańców popularnego „Krzemieńca”, którzy nie rozumieli, dlaczego wycinane jest ponad 100-letnie drzewo. Jesion. Piękny, rozłożysty, na pierwszy rzut oka – okaz zdrowia. Złości miłośników flory nie można więc było się dziwić.

– Kilka dni wcześniej sąsiadka, która ma dwa jesiony na swojej działce, pospierała się z innym mieszkańcem, który wręcz zażądał, aby je wycięła, bo spadną na jego działkę. Od niej się dowiedziałam, żebym zwróciła uwagę także na ten wielki jesion, bo słyszała, że i na niego przyszła pora. Że chcą go wyciąć. W poniedziałek, 26 maja, obudziły mnie piły. Wyszłam w szlafroku i nie mogłam uwierzyć

Reklama

– opowiada jedna z mieszkanek ul. Chodkiewicza.

– Zapytałam ludzi, którzy tam byli z wysięgnikiem, co robią? Jak zaczęłam robić raban, zadzwonili do kogoś, żeby ktoś przyjechał tutaj z urzędu miasta. Przyjechała pani z wydziału gospodarki komunalnej i powiedziała, że ma wszystkie potrzebne dokumenty, by drzewo znikło. Że mają decyzję i że wszystko jest zgodnie z prawem. Nie było tam jednak ani opinii dendrologa, ani informacji o braku na tym drzewie lęgów ptaków. Wycięli, pocięli na kawałki i koniec

Reklama

– dodała[paywall].

Jesion był wiekowy. Swego czasu ktoś chciał się także go pozbyć.

– Zrobiła to jedna z mieszkanek naszej dzielnicy. Podpaliła go i podlała jakimś kwasem. Potem się tym chwaliła. Drzewo było nieco uszkodzone. Jakieś dziesięć lat temu była pierwsza przymiarka do wycinki, ale to się nie udało. Wszystkie dokumenty były fikcyjne! Drugim razem już im się udało

– stwierdziła inna mieszkanka Krzemieńca.

– Dziwię się, dlaczego poprzednim razem nie zrobiono plomby w miejsce tej „rany”. Osoby, która go okaleczyła, nikt nigdy nie ukarał. To znaczy, że można podpalać i podlewać kwasem... W przyrodzie jesion pełni rolę odgromnika, wierzba jest filtrem powietrza, łozy oczyszczają wodę. Ktoś to wymyślił, stwarzając je

Reklama

– z goryczą w głosie dopowiedziała.

Wiele pytań

Sprawą wycinki zajęła się radna L. Kalinowska. Skierowała do prezydenta miasta Wojciecha Bakuna szereg pytań w tej sprawie. Jak choćby: na czyj wniosek zostało drzewo wycięte, czy przed pojęciem działań został oceniony stan drzewa i jego wartość, kto wydał zgodę na wycinkę, czy została przeprowadzona ocena przez dendrologa, dlaczego do wycinki doszło w okresie lęgowym ptaków, jakie były powody do tak pilnej interwencji?

– Uważam, że wycinka drzewa o tak dużej wartości, a takim bez wątpienia był stuleni jesion, powinna być wykonana po starannym przygotowaniu i tylko w uzasadnionych przypadkach. Przed wycinką apelowałam do pani naczelnik Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska UM w Przemyślu, wskazując na potrzebę upewnienia się, czy drzewo musi zostać wycięte. Moja sugestia nie została wzięta pod uwagę

Reklama

– powiedziała radna L. Kalinowska.

„Biurokracja” przerosła wyobrażenia

Nie chcieliśmy czekać na odpowiedzi ze strony magistratu. Postanowiliśmy prześledzić sami – po raz pierwszy w tego typu przypadkach – całą procedurę związaną z wycinką drzewa. W tym wypadku wiekowego jesionu. I trzeba przyznać, że „biurokracja” przerosła nasze wyobrażenia.

Od razu trzeba jedno zaznaczyć: drzewo – jak się w ostateczności okazało – było chore. Dotknęła go ta sama choroba, co chociażby drzewa w Parku Miejskim im. Mariana Strońskiego w Przemyślu. Ta sama, która sprawiła, że jeden z nich runął i zdewastował m.in. balkon kamienicy przy ul. Parkowej. Ta choroba to zamieranie jesionów, spowodowana przez pucharka jesionowego (Hymenoscyphus fraxineus) – grzyba z rodziny tocznikowatych. Trwa to już wiele lat i nikt na razie nie potrafi znaleźć na to recepty.

Reklama

Niestety, ten jesion nadawał się do wycinki. Prędzej czy później. Fakt, na pierwszy rzut oka wyglądał na okaz zdrowia. Potężny, z piękną koroną, liśćmi niedotkniętymi działalnością jakiś szkodników. Umierał wewnątrz. Pień u podstawy był już częściowo spróchniały.

Uwierzyli na słowo

Pojawia się jednak pytanie, dlaczego decyzję o wycince podjęto teraz? Póki co drzewo jeszcze nie zagrażało nikomu, bo żadna instytucja nie ma na to żadnej opinii. Decyzja o wycince jesionu zrodziła się w Wydziale Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Przemyślu. Zapewne na wniosek któregoś z mieszkańców, ale to już jest mniej istotne. Ale nie mogło do niej dojść bez zgody odpowiedniej instytucji, zajmującej się ochroną zieleni. Gdyby jesion był na terenie, nad którym pieczę sprawuje Podkarpacki Wojewódzki Konserwator Zabytków w Przemyślu, zgoda musiałaby pochodzić właśnie z tego urzędu. Ale jesion nie podlegał jurysdykcji konserwatorskiej. Znajdował się na terenie należącym do miasta. A że miasto samo sobie nie może wydać zgody na wycinkę, pracownicy wspomnianego wydziału zwrócili się o to do Zespołu Parków Krajobrazowych w Przemyślu, który w tych sprawach jest władny. Zgoda została wydana, z zastrzeżeniem, iż drzewo musi zostać sprawdzone pod względem obecności ptasich lęgów. Powinien to zrobić albo ornitolog, albo firma, która będzie drzewo wycinać. Od 1 marca do 15 października obowiązuje wszak w Polsce okres lęgowy, podczas którego „zakazane jest niszczenie siedlisk i ostoi będących obszarem rozrodu, wychowu młodych, odpoczynku, migracji lub żerowania”. Pracownicy wydziału tę czynność zlecili wykonawcy wycinki. Ci sprawdzili, a pracownicy wydziału uwierzyli na słowo. No bo w sumie dlaczego mieliby nie wierzyć?

Reklama

Ile to kosztowało?

Zlecenie na wycinkę wydano Zakładowi Usług Komunalnych sp. z o.o. w Przemyślu. Ten z kolei przekazał ją prywatnej firmie z Grochowiec, która… nie dysponowała odpowiednim sprzętem (czytaj: zwyżką w wysięgnikiem). Zwyżkę więc wypożyczyła z Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej sp. z o.o. w Przemyślu, robiąc z niego podwykonawcę wycinki. Z pewnością nikt nie zrobił tego charytatywnie. Nie znamy jeszcze odpowiedzi na pytanie: ile łącznie to przedsięwzięcie kosztowało?

Potężny jesion został pocięty na kawałki i ułożony tuż obok innych drzew przy ul. Chodkiewicza. Zarządzeniem prezydenta Przemyśla Wojciecha Bakuna, drewno, które zostało wycięte na terenie należącym do miasta, ma trafić do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Orzechowcach. To bardzo cenna inicjatywa. Jak dowiedzieliśmy się od p.o. naczelnik Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego w Przemyślu Katarzyny Bauer-Maj, tak stało się i w tym wypadku.

Reklama

W piątek, 30 maja br., skontaktowaliśmy się z kierownik orzechowskiego schroniska Joanną Puchalską-Tracz. W ostatnim tygodniu maja do schroniska nie dostarczono żadnego drewna… Dodajmy tylko, że cena jesionu w klocu może być różna i zależy od wielu czynników, takich jak: gatunek drewna, długość i grubość kłody, jakość drewna, lokalizacja oraz aktualne ceny na rynku. Szacunkowo, cena za metr sześcienny jesionu w klocu może wynosić od 220 zł do aż nawet 1 tys. 300 zł brutto.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/06/2025 16:46
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama