Już tylko cud może uratować ORLEN Upstream SRS przed spadkiem z Ligi Centralnej. W meczu o więcej niż sześć punktów, w meczu o sportowe „życie” przegrali na własnym parkiecie z Grot Blachy Pruszyński Anilaną Łódź. Paradoksalnie jednak nie można mieć pretensji do przemyślan o tę porażkę. Nie można, bo najzwyklej na świecie nie pasują do tego szczebla rozgrywek. Są sportowo słabszą ekipą od pozostałych teamów tych rozgrywek.
Przed tym pojedynkiem wszystko było jasne. Karty były wyłożone na stół. Ekipa prowadzona przez grającego trenera Stanisława Makowiejewa, aby myśleć o przełamaniu fatalnej passy, o ratowaniu Ligi Centralnej dla Przemyśla, nie miała prawa przegrać tego meczu. Nie było wyjść pośrednich, alternatyw, półśrodków. Zawodnicy wiedzieli o tym od wielu dni. Wiedzieli, że ten mecz będzie dla nich „świętością”. Żadnym usprawiedliwieniem była absencja trójki ważnych graczy: Mateusza Kroczka, Tomasza Kulki i Szymona Światłowskiego, którzy z kontuzjami dołączyli do Kamila Guzdka. Obowiązkiem pozostałych było pozostawić na parkiecie całe serce, litry potu i maksimum zaangażowania.
Trudno posądzać graczy o dywersję. Tę opcję trzeba odrzucić. Ale już stwierdzenie, że przegrali absolutnie na własne życzenie, już tak. Ale przegrali, bo mają, niestety, zbyt małe umiejętności, albo gdzieś się ich pozbyli, aby wygrywać mecze, które są dla nich z gatunku „być albo nie być”. Znakomicie uwidocznił to beniaminek z Łodzi. Anilana, zwłaszcza w II połowie tego spotkania, robiła wszystko, aby wyciągnąć pomocną dłoń do przemyślan. Ci jednak całym naręczem juniorskich wręcz błędów, strat, nieporozumień, nieskuteczności wysłali jasny przekaz, że nie są w stanie nawet takich korzystnych dla nich okoliczności wykorzystać.
Co z tego, że weszli w mecz z animuszem? Po 7 minutach wygrywali 5:3. Po niemal kwadransie remisowali 7:7 i to byłoby na tyle, co mieli do zaoferowania w spotkaniu o sportowe „życie”. Jak w 24. min, po bramce Szymona Krajewskiego, łodzianie uciekli na 12:15, tak przez pozostałe fragmenty tego meczu potrafili utrzymać taką przewagę. Mimo że ilość popełnianych przez nich głupstw w drugich 30 minutach była zatrważająca. Przemyślanie zamiast podziękować za prezenty, rewanżowali się podaniami w ręce, ostrzeliwaniem słupków, dwoma niewykorzystanymi rzutami karnymi w cholernie ważnych momentach tej potyczki, brakiem pomysłu na rozmontowanie defensywy łodzian, dziurawą jak szwajcarski ser obroną. Te niedomogi i tak jednak mogły przynieść sukces!
Niestety, zabrakło umiejętności. Jedna z fundamentalnych sportowych sentencji brzmi: „dopóki piłka w grze…”. To prawda, tyle tylko, że nie ma ani jednego promyka nadziei na poprawę sytuacji. Jeśli sam zespół nie wierzy w możliwość przełamania się, to jak mają w to uwierzyć wszyscy, co im dobrze życzą?
ORLEN Upstream SRS Przemyśl – Grot Blachy Pruszyński Anilana Łódź 29:32 (15:18)
ORLEN Upstream SRS: Nowak, Sar – Kielar 0, Skawiński 3, Walczyk 0, Ćwięka 5, Biernat 1, Kipp 0, Makuła 7, Świt 1, Wandzel 5, Krytski 0, Kubisztal 1, Makowiejew 6.
Grot BP Anilana: Pisarkiewicz, Pietrowski, Marciniak – Kamiński 1, Czech 0, Winiarski 5, Krajewski 6, Wawrzyniak 2, Jakubiec 2, Katusza 7, Kucharski 1, Bielecki 0, Helwak 1, Pawlak 7, Palutkiewicz 0.
Sędziowali: Andrzej Jarzynka (Klementowice) i Iwona Siedlarz (Kraśnik). Kary: ORLEN Upstream SRS – 14 min; Grot BP Anilana – 6 min. Widzów: 200.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze