Dwie nowe formy ablacji zastosowano w ostatnim czasie w Wojewódzkim Szpitalu im. św. o. Pio w Przemyślu. Są to zabiegi, które leczą arytmię serca, a w ten sposób zmniejszają ryzyko udarów mózgu. Jeden z pacjentów to mężczyzna, któremu ze względu na wiek odmówiono leczenia w renomowanym ośrodku w Warszawie.
Ablację w przemyskiej placówce stosuje się od lutego 2012 r. Do tej pory były to „ablacje cieplne” falami radiowymi. Teraz dołącza nowa forma – „ablacja zimnem”. Różnica polega na tym, że w ablacji zimnej wykorzystuje się specjalny cewnik wypełniony tlenkiem azotu, który wprowadza się do ujścia żył płucnych i wymraża źródło arytmii temperaturą ok. minus 40 stopni Celsjusza. W cieplnej natomiast miejsca te się „wypala” prądem RF, używając wysokich temperatur (ok. 50 st. C).
Przeprowadzona w maju br. pierwsza w Przemyślu ablacja mrożeniowa zakończyła się pełnym sukcesem. Migotanie ustąpiło już w trakcie zabiegu i nie pojawiły się żadne komplikacje.
– Przy tej metodzie, jeśli komplikacje nie nastąpiły w trakcie zabiegu, później już nie występują[paywall]. Migotanie natomiast może zniknąć nawet po trzech miesiącach. W dzisiejszym przypadku możemy mówić o pełnej skuteczności mimo trudnych warunków anatomicznych w sercu – mówi dr med. Jacek Bednarek z Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II.
– Pacjent ten nie został zakwalifikowany do zabiegu w renomowanym ośrodku w Warszawie, ponieważ tam ablację przeprowadzają tylko u osób do 70. roku życia – dodaje.
Ablację zimną stosuje się u pacjentów z łagodniejszą formą arytmii, natomiast cieplną u pacjentów z arytmią utrwaloną. – Więcej pacjentów jest w tej pierwszej grupie, ponieważ im bardziej przewlekłe migotanie przedsionków, tym mniejsza skuteczność ablacji. Pozostaje tylko stałe leczenie farmakologiczne, mniej skuteczne, które nie jest obojętne dla zdrowia, może mieć efekty uboczne i powikłania, a także być dość kosztowne dla chorego – mówi J. Bednarek.
8 czerwca odbyły się kolejne zabiegi, tym razem z użyciem systemu 3D EnSite firmy
St. Jude. Jest to system, który wspomaga pracę lekarza elektrofizjologa, znacząco zwiększając efektywność wykonywania najbardziej skomplikowanych zabiegów. Zwiększa on także bezpieczeństwo pacjentów i personelu ze względu na dużo mniejszą dawkę szkodliwego promieniowania RTG.
– Do końca miesiąca planujemy jeszcze około 10 takich zabiegów. Po wakacjach mamy zaplanowane kolejne, ale z użyciem systemu innej firmy w celu przetestowania urządzenia. Po tych zabiegach odbędzie się postępowanie przetargowe w celu zakupu aparatury, aby mogły być u nas wykonywane rutynowo, obejmując możliwość wykonywania wszystkich rodzajów ablacji. Mamy deklarację współpracy w szkoleniu z Kliniką ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie i Rzeszowskiej Kliniki Kardiologii – mówi Mariusz Kędzierski, kierownik Pracowni Hemodynamiki w szpitalu przy Monte Cassino.
Niestety w Polsce okres oczekiwania na ablacje jest bardzo długi, nawet kilkuletni. W Przemyślu terminy są bardziej humanitarne i wynoszą kilka miesięcy.
Ablacje są bardzo ważnymi zabiegami, ponieważ leczą arytmię, usuwając jej przyczynę. Tym samym chronią przed jej najgroźniejszymi powikłaniami, czyli udarem mózgu (ryzyko nawet 10 procent rocznie) i wzrostem niewydolności krążenia. Znacznie poprawiają również komfort życia. – Ryzyko powikłań zabiegowych oczywiście istnieje, ale ryzyko braku odpowiedniego leczenia arytmii jest wielokrotnie większe; korzyści przewyższają potencjalne zagrożenia, dlatego możliwość ich wykonywania w Przemyślu jest tak ważna dla naszego regionu – mówi M. Kędzierski.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Super lekarze z Oddziau kardiologi na Monte !
Super lekarze z Oddziau kardiologi na Monte !
Super goście. Robią dobrą robotę.
Od czasu do czasu