Reklama

Piękny spektakl Przemyskich Niedźwiadków na koniec. Co cesarskie – cesarzowi

Dwie najlepsze drużyny II-ligowego sezonu 2022 – 2023, które już zapewniły sobie awans do I ligi, stworzyły w hali POSiR znakomite, emocjonujące i stojące na wysokim poziomie widowisko. Stawką dwumeczu jest – tylko i aż – prestiżowe zwycięstwo w całej kampanii, do której przystąpiły łącznie 63 zespoły! Bliżej tego są zawodnicy AZS AWF Mickiewicz Katowice. Jak mówi mądre powiedzenie – co cesarskie oddać trzeba cesarzowi – byli zespołem lepszym, wygrali w Przemyślu zasłużenie, ale Przemyskim Niedźwiadkom należą się ogromne brawa za podjęcie rękawicy.

Scenariusze pojedynków, dwumeczów, kiedy wszystko już jest jasne, trudno napisać. Trudno przewidywać czy bawić się we wróżkę. W jednym przypadku są to mecze przyjaźni, w innych gra toczy się na poważnie. Katowiczanie przyjechali do hali POSiR tak nabuzowani, jakby ten mecz miał decydować o ich awansie do I ligi. Żartów żadnych nie było i za to ekipie Łukasza Szczypki należy się szacunek. Zadowalanie się półśrodkami nie pokazuje zespołu z charakterem. Akademicy go mają, wpojony przez byłego rozgrywającego nieistniejącej Polonii Przemyśl, i nie można się dziwić, że wyszli na parkiet po wygraną.

Zadanie mieli ułatwione. Przemyskie Niedźwiadki przystąpiły do tej konfrontacji potężnie osłabione. Czym jest brak Kacpra Majki i Rafała Serwańskiego nikogo przekonywać nie trzeba. A gdy do tego dodać długą już absencję Wiktora Majki i Konrada Strzępka, Ślązacy byli na absolutnie uprzywilejowanej pozycji. Kapitalnie spisujący się Michał Kindlik robił co mógł, aby obwód funkcjonował normalnie, ale to było za mało. Dla pozostałych niskich graczy, którzy próbowali go wspomagać, była to znakomita lekcja na przyszłość, ale taki rywal jak AZS AWF Mickiewicz to jeszcze za wysokie progi. O poziomie tego meczu świadczy suma przelicznika evaluation, osiągnięta przez oba zespoły. To 253! Kosmos!

Mimo to Przemyskie Niedźwiadki zasługują na wielkie słowa uznania. Za podjęcie walki, za wiarę w odwrócenie złego scenariusza, pisanego od samego początku meczu. Za konsekwencję i również kawał charakteru. Mogli przecież odpuścić, bo porażka nie niosła ze sobą żadnych poważnych konsekwencji. Chcieli wygrać, dążyli do tego do ostatnich sekund, ale nie dali rady. W tej konfiguracji personalnej byli po prostu zespołem sportowo słabszym. I w żadnym wypadku nie jest to zarzut. Jeśli chcieć się do czegokolwiek przyczepić, to do umożliwiania katowiczanom zdobywania łatwych punktów po dwójkowych akcjach nieco tylko przypominających klasyczne pick’n’roll’e. W pewnym momencie były to zagrywki już bardzo czytelne, ale gospodarze nie dawali sobie z nimi rady.


Od inauguracyjnej „trójki” Łukasza Lewińskiego goście ustawili rywala w pozycji goniącego. Po 4 minutach było już 7:14, ale Niedźwiadki potrafiły minimalizować straty. Minimalizować, bo musieli przeczekać okres rzutowego huraganu katowiczan. Na to nie ma rady. Przyjezdnych wpadało wszystko. Mimo tego, w 6. min po akcji 2+1 Macieja Puchalskiego byli najbliżej rywala – 19:20. Wiadomo było, że takiej intensywności nie utrzymają. Tyle, że wcale nie chcieli przestać trafiać. Co gospodarze się punktowo zbliżyli, katowiczanie błyskawicznie odjeżdżali. W 16. min na 40:45 trafił Max Egner (kolejny double-double; 19 pkt; 13 zbiórek), a kilka sekund później strata wynosiła już 10 punktów (41:51). 9-punktowa (45:54) przewaga Ślązaków przy zejściu do szatni była żadną przewagą, ale pod kilkoma warunkami: defensywna, mozolna praca Niedźwiadków musiała przynieść efekt, a M. Kindlik, który zakończył spotkanie z podwójną zdobyczą (24 pkt; 10 asyst), musiał dostać wsparcie w zrównoważeniu przewagi katowiczan pod deskami. Brakowało jednak i jednego, i drugiego.

Rywal nic nie stracił ze swoich walorów. Żądlił konsekwencją i starannością w grze. Wciąż nie chciał się mylić. Znakomicie potrafił rozdzielić ofensywne akcenty. W 27. min wydawało się, że katowiczanie przełamią opór przemyślan. Akcja 2+1 Ł. Lewińskiego wysforowała ich na wyraźne prowadzenie – 62:79. Ale nic z tych rzeczy. Poziom zaangażowania i chęci Niedźwiadków nie malał. Znakomicie rozegrali końcówkę III ćwiartki, finalnie ją remisując.

Reklama

O wszystkim zdecydować miała ostatnia kwarta. Pełna zwrotów sytuacji i dramaturgii. Przez jej lwie fragmenty goście nie dali wielu szans na odwrócenie losów spotkania. Na 5 minut przed finałem było 80:93. Wówczas dobry okres miał M. Egner. To dzięki niemu na 3 minuty przed końcem przewaga zmalała do 9 pkt – 88:97.  Na 95 sekund przed końcem Przemyskie Niedźwiadki po raz pierwszy w tym sezonie po stronie strat zapisały 100 punktów.  Jeden rzut osobisty wykorzystał Piotr Karpacz i było 92:100. Wówczas Ł. Szczypka grał już zawodnikami z ławki. Na 59 s przed finałem „trójkę”, szóstą (!) w meczu trafił M. Kindlik, zrobiło się 95:100, ale na więcej gospodarzy nie było stać.

 

Reklama

Niedźwiadki Chemart Przemyśl – AZS AWF Mickiewicz Katowice 99:105 (25:30, 20:24, 29:29, 25:22)
Punkty: M. Kindlik 24 (6x3), Sz. Janczak 20 (2x3), M. Egner 19 (1x3), M. Puchalski 17 (1x3), B. Bal 11, Ł. Uberna 7, B. Chalicki 1, K. Complak 0, J. Kucharski 0, R. Kulikowski 0, P. Lunguana 0, R. Skubiński 0 (N); Ł. Lewiński 25 (1x3), P. Karpacz 24, T. Krzymiński 15 (3x3), S. Wojciechowski 12 (2x3), M. Salamonik 10 (2x3), J. Nowak 8, M. Mroczek 4 (1x3), M. Chudzik 3 (1x3), P. Adamus 2, K. Leszczyński 2, Sz. Tobiasz 0, K. Xharavina 0 (AZS).
Sędziowali: Damian Kuziora (Stalowa Wola) i Maria Tatar (Kraków). Widzów: 600.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości