Reklama

PKS na skraju przepaści? Firma ma potężne zadłużenie, a pracownicy nie dostają pensji w terminie

29/08/2018 18:30

Sytuacja w PKS Przemyśl jest bardzo zła. Firmie brakuje kierowców, a pracownicy nie dość, że zarabiają mało, to dostają pensje z 3-miesięcznym opóźnieniem. Sprawą zajęła się Państwowa Inspekcja Pracy. – Nigdy tak źle nie było – słyszymy od jednego z pracowników.

Kłopoty PKS-u trwają nie od dziś. Firma mocno odczuła pojawienie się „prywaciarzy”, czyli nowych przewoźników, którzy zaczęli świadczyć usługi małymi autobusami.

Przemyski PKS zatrudnia obecnie 97 osób. Zarobki są bardzo słabe, średnia wynosi 2 519 zł brutto. Kierowca otrzymuje minimalne wynagrodzenie plus dodatek za godziny nadliczbowe. Według naszych rozmówców razem daje to ok. [paywall]1700 zł na rękę. Pozostałe grupy zawodowe są w podobnej sytuacji.

 

Brakuje kierowców

Stare powiedzenie mówi: „Jak się nie rozwijasz, to się cofniesz”. PKS na wstecznym biegu jest od kilku lat. Gołym okiem widać, że nikt nie ma skutecznego pomysłu nie tylko na rozwój, ale i na zapobieżenie degradacji.

Reklama

Ciągle ograniczana jest liczba kursów. Brakuje też kierowców. Jak nam podał Ryszard Bednarski, przewodniczący Związku Zawodowego Kierowców, na umowę o pracę zatrudnionych jest w tym dziale 46 osób. Większość zbliża się do emerytury, zaledwie kilku jest młodych. Żeby jakoś łatać grafik, 6 emerytów pracuje na umowę-zlecenie. Sytuację obrazują liczby: kiedyś kierowców było 300, a jeszcze 3 lata temu – 140.

– Gdy byłem na urlopie, zostałem ściągnięty do pracy, bo nie ma komu jeździć. Młodsi zwalniają się, bo nie dość, że zarobki są niskie, to jeszcze wypłacane z opóźnieniem. Gdyby nie emeryci, nie byłoby komu jeździć – mówi.

Reklama

 

Sprzedają majątek

Problemy z wypłatą wynagrodzeń są coraz mocniej odczuwalne, bo trwają od kilku lat. 1,5 roku temu 3-miesięczne opóźnienie stało się regułą. – Niestety jest to prawdą – przyznaje Ryszard Bednarski. – Żyjemy tylko z utargu, ale konkurencja jest duża. Na większości tras jeżdżą busy, które spalają o połowę mniej paliwa. To, co utargujemy, w większości idzie na paliwo i inne opłaty. Sprzęt mamy stary, części są drogie. Pracuję tu 43 lata i nigdy tak źle nie było – mówi.

Aby spłacić część długów, firma sprzedała stację paliw przy ul. Lwowskiej. To posunięcie zaskakujące, przed kilkoma laty ówczesny prezes twierdził, że stacja przynosi większe zyski niż działalność transportowa. Taką decyzję podjęli jednak udziałowcy spółki.

Reklama

– Trochę pospłacali, ale to wszystko kropla w morzu. W tej chwili dług prawdopodobnie przekracza już wartość firmy – mówi Ryszard Bednarski.

 

Szef „Solidarności” krytycznie o prezesie

Leszek Grendus, przewodniczący NSZZ „Solidarność”: – Pieniądze ze sprzedaży miały pójść w części na wypłaty, a w części na zakup małych autobusów. Niestety stacja została sprzedana za dość małe pieniądze. Pracownicy mieli uregulowane wynagrodzenia na bieżąco, ale po upływie kilkunastu miesięcy zaległości znowu wzrosły do trzech miesięcy – mówi.

Szef „Solidarności” krytycznie ocenia działalność prezesa. – Nie radzi sobie. Skasował kilka kursów, które były rentowne. W zimie, kiedy do Warszawy jeździło po kilka osób, nie zgodził się na zawieszenie linii, a teraz w sezonie chciał ją zlikwidować. Dla mnie jest to działanie na szkodę spółki. Jest to dziwne, bo wybraliśmy go ze swojego grona. Teraz widzimy, że on tego nie pociągnie – mówi. Uważa, że podobnego zdania jest większość załogi.

Reklama

On sam wypowiedział umowę z winy pracodawcy. – Nie tylko nie dostawałem wynagrodzenia, ale nie liczył się ze mną jako przewodniczącym związku zawodowego i członkiem rady nadzorczej. O wielu rzeczach dowiadywałem się od innych ludzi – tłumaczy powody swojej decyzji.

 

Protest przeciw samym sobie

Zauważa, że proporcje w strukturze zatrudnienia są niewłaściwe. Na ok. 100 pracowników, zaledwie połowa to kierowcy. Pozostałe osoby pracują jako mechanicy i w administracji.

– Muszę wspomnieć, że od założenia spółki w 2001 roku do 2015 roku PKS prosperował bardzo dobrze i rozwijał swoją działalność, pomnażając majątek i zyski. Udziałowcy nie upominali się o dywidendę na rzecz rozwijania spółki i wykupywali od Skarbu Państwa udziały – mówi L. Grendus.

Reklama

PKS Przemyśl jest spółką pracowniczą z udziałem Skarbu Państwa. Mówiąc prościej: pracownicy są współwłaścicielami firmy. To powoduje, że nie rozpoczynają protestu, bo musieliby protestować przeciw samym sobie. – Nic nam to nie da. Jak staniemy, zaszkodzimy tylko sobie – zauważa R. Bednarski.

 

Restrukturyzacja trwa

Prezes PKS Przemyśl Dariusz Bukojemski tłumaczy, że od lat 90. rynek przewozów pasażerskich jest bardzo trudny. Z jednej strony spada liczba pasażerów, z drugiej – rośnie konkurencja pomiędzy przewoźnikami oraz ceny paliw. – Od początku nie było wspólnej koncepcji, co zrobić z przedsiębiorstwami komunikacji samochodowej. Przekształcono je, lekceważąc doświadczenie z funkcjonowania przewozów pasażerskich w krajach rozwiniętych. W konsekwencji cała branża została rozproszona, gdy w przewozach pasażerskich sprawdzają się duże podmioty – uważa D. Bukojemski.

Reklama

Prezes nie ukrywa, że sytuacja jest trudna i firma ma zaległości wobec zatrudnionych. – Dotyczy to wszystkich pracowników, w tym prezesa – mówi.

Oprócz pracowników zaległości dotyczą dostawcy paliw. – Sytuacja nie uległa pogorszeniu od czerwca 2016 roku. Zaległości wobec dostawcy paliw od tego czasu spadły o 34,5 procent – zaznacza.

D. Bukojemski twierdzi, że sprzedaż „zbędnego majątku i wygaszanie nierentownych kursów jest elementem prowadzonej restrukturyzacji”. – Tylko skuteczne działania restrukturyzacyjne zapewnią dalsze funkcjonowanie PKS w Przemyślu. Sprowadzają się one do zmniejszenia zatrudnienia poprzez upraszczanie struktury organizacyjnej, likwidacji lub ograniczenia nierentownych kursów, zbywania zbędnych nieruchomości, zwiększenia współpracy z lokalnymi samorządami oraz maksymalnego wykorzystania posiadanego potencjału – wylicza prezes.

Reklama

PKS Przemyśl zamierza uzupełnić swój tabor busami, które obsługiwałyby kursy w godzinach przedpołudniowych, kiedy jeździ mniej pasażerów. – Zarząd poszukuje korzystnych ofert. Możemy kupić busy w niezbyt wysokiej cenie, których stan techniczny pozwalałby na prowadzenie komunikacji bez większych nakładów finansowych na naprawy i remonty – zapowiada prezes spółki Dariusz Bukojemski.

– W pierwszej kolejności nasze działania ukierunkowane są jednak na likwidację istniejącego opóźnienia w zapłacie należnego wynagrodzenia pracownikom. Bardzo doceniam wysiłek i koszty z tym związane, jakie ponoszą nasi pracownicy – podkreśla D. Bukojemski.

Sprawa jest na tyle poważna, że Państwowa Inspekcja Pracy stwierdziła naruszenie praw pracowniczych (dotyczących niewypłacania  w ustalonym terminie wynagrodzenia) i skierowała do Sądu Rejonowego w Przemyślu wniosek o ukaranie.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    radiowiec - niezalogowany 2018-08-29 19:52:05

    Efekt Dojnej zmiany. Nominaci partyjni w radzie nadzorczej z pewnością na czas otrzymywali gratyfikacje z tego tytułu, nieprawdaż?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    KI - niezalogowany 2018-08-29 20:10:26

    To jest sztuczny szum wokół PKS.Sepy ju,,,,,,,,,z zwietszyli nowy darmowy interes i teraz  zrobia wszystko,żeby ich dobić

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Xxx - niezalogowany 2018-08-29 22:27:02

    A może by tak przyjrzeć się jak zarząd wódkę pije z właścicielami prywatnych busów i od razu poddają wszystkie przetargi na rentowne kursy. Nawet po zmianach w zarządzie nic się nie zmieniło. A sprzedana stacja paliw na lwowskiej?  Komu innemu się opłaca?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości