Reklama

Pociąg pancerny w muzeum [ZDJĘCIA]

21/04/2019 18:30

Od piątku, 5 kwietnia, w gmachu głównym Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej czynna jest wystawa Zapomniana wojna, poświęcona polsko-ukraińskim walkom o Lwów i Przemyśl. Oprócz tradycyjnych eksponatów, czyli broni, mundurów, dokumentów i fotografii, znalazły się tam: ogromny plan Lwowa, po którym można spacerować oraz replika jednego wagonu pociągu pancernego „Śmiały”, wykonana w skali 1:1.


fot.Jacek Szwic
Pracownicy muzeum, którzy opracowali i zbudowali replikę „Śmiałego”. Od lewej: Tomasz Król, Krzysztof Lichota, Stanisław Pawłowski, Mateusz Wójcik, Lucjan Fac, Stanisław Fac, Karol Kicman.

Wędrówka po oblężonym Lwowie

– Bratobójcza wojna polsko-ukraińska z 1918 – 1919 roku miała trzy fazy – opowiada dr Lucjan Fac, który wraz z Karolem Kicmanem jest autorem wystawy. – Pierwsza, najbardziej znana trwała od pierwszego do dwudziestego listopada i przeszła do historii, jako tak zwany ruski miesiąc. To walki o Lwów i opanowanie zachodniej części miasta, gdzie ukształtowała się obrona, która składała się z sześciu odcinków. Lucjan Fac prowadzi do rozpostartego na podłodze ogromnego planu Lwowa, na którym są zaznaczone ważniejsze obiekty i czerwone linie ukazujące kierunki działań bojowych. – Chcemy, żeby zwiedzający wystawę, chodząc po planie, mogli po kolei przejść od jednego miejsca do drugiego, tam, gdzie toczyły się najcięższe walki. Najpierw od strony Przemyśla, ulicą Gródecką, przez Skniłów, Kulparków, by skierować się na Persenkówkę, na Dworzec Czerniowiecki, gdzie 5 marca na skutek ostrzału doszło do potężnego wybuchu amunicji i ogromnego pożaru. Potem przechodzimy na Lewandówkę, gdzie było lotnisko umożliwiające łączność z resztą kraju. Stąd 5 listopada żołnierze lotnictwa wystartowali do lotu bojowego, pierwszego w historii polskiego lotnictwa. Fac pokazuje dołączone do planu archiwalne zdjęcia lotników i prowadzi dalej. – Druga faza[paywall] to regularne oblężenie miasta, kiedy to oczy mieszkańców i obrońców zwrócone były na Przemyśl, bo tylko stamtąd mogła nadejść pomoc. Jest sroga zima. We Lwowie brakuje wszystkiego: opału, prądu, amunicji, lekarstw. Jedyna droga, którą może dotrzeć zaopatrzenie, to linia kolejowa i żeby ją utrzymać, potrzebny był taki „bojowy słoń” jak ten, który stoi na wystawie.

Reklama


Archiwalne zdjęcie oficerów przed bojowym wagonem „Śmiałego”, wykonane 3 grudnia 1918 roku pod Niżankowicami.

Tak powstała przednia część wagonu artyleryjskiego z moździerzem kalibru siedemdziesiąt sześć milimetrów. Ten wagon jechał na przedzie pociągu i atakował pierwszy. Za nim znajdowała się lokomotywa, a za nią również opancerzony betonem wagon szturmowy, uzbrojony w cztery karabiny maszynowe. Zwykle cały skład pociągu był większy. Były jeszcze wagony: artyleryjski, jeden z warsztatem niezbędnym do naprawy torów oraz wagon załogi i magazynowy – opisuje.

Bój pod Niżankowicami

W nocy 19 li­stopada pociąg pancerny wjechał na będący w polskich rękach lwowski Dworzec Główny. O świcie następ­nego dnia wziął udział w zwycięsko zakończonym boju o lwowską stację kolejową Podzamcze, a przez kolej­ne dni pełnił służbę na liniach między Lwowem a Przemyślem. 26 listopada otrzymał oficjalna nazwę „Śmiały”. Przemyski epizod walk „Śmiałego” na podstawie opowiadania porucznika Sta­nisława Małagowskiego, pro­wadzącego pociąg pancerny, barwnie opisał Melchior Wańkowicz w Strzępach epopei. „Wracaliśmy właśnie z patrolo­wania okolicy aż spod Niżankowic. Raptem natykamy się na tor, który chłopstwo za nami zerwało. Wyska­kują nasi z pociągu z narzędziami, a tu sąsiednia wieś, Drozdowice, poczyna prażyć do nich ogniem karabinowym. Nasza armata zwraca się ku Drozdowi­com, na lewo, i zabiera się do ostrze­liwania. Wtem z zakrętu od prawej ręki po tejże linii wypada pełnym pędem na nas pociąg. Nimeśmy głowy odwró­cić zdołali, rozlega się strzał działowy ukraiński! Ich pancernik wypadł sobie i wali. A nasze działo narychtowane hen! w pole... Tymczasem ten wali do nas znowuż z armaty. Szczęście, że po raz drugi chybia. Cofa się teraz, dymiąc silnie zakrętem za wzgórek. Ale jeśli on się boi, to czego my się nie mamy bać? On się już wystrzelał przynaj­mniej, a nam mało, co się nie dostało. Stoi tam teraz za górką (nie kombinuje widać, że zdradza go pióropusz dymu) i niechbyśmy tylko pokazali nos, pięk­nie nas spotka! Mija pięć minut. Oba »pancerniki« sapią i czekają wizyty. Wreszcie brat Rusin wyjeżdża deli­katnie zza górki. Jezu, rety! Jak huknie porucznik Hrebenda... Rusin w nogi. My za nim. On coraz większy pęd bie­rze. My też. Walimy z tej naszej armaty, aż huczy. Przepędziliśmy go aż za Niżankowice”.

Reklama


fot.Jacek Szwic
Fragment wystawy: stanowisko bojowe ciężkiego karabinu maszynowego Schwarzlose wz.07/12.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    arti - niezalogowany 2019-04-29 08:48:08

    Brawo!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości