Ciekawa jestem, o jakim mieście pomyśleliście, Drodzy Czytelnicy, po przeczytaniu tytułu?. Może Wasze myśli powędrowały do dalekiej Laponii? Może ktoś triumfalnie zakrzyknął w myślach: „Wiem! To Myra.” Może mieliście jeszcze inne skojarzenia. Ale ja wysyłam moją mikołajową kartkę do Was z … włoskiego miasta Bari.
Tutaj, do urokliwej stolicy Apulii, malowniczego regionu na południu Włoch (to ten obcas na włoskim bucie) zawędrowałam z ziemi polskiej do włoskiej na uniwersytet jako lektorka języka polskiego. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie święty Mikołaj nie był pierwszym skojarzeniem, kiedy przygotowywałam się do wyjazdu do tego południowowłoskiego nadmorskiego miasta. A jednak to o nim wspominają na pierwszym miejscu wszystkie przewodniki turystyczne, bo w Bari właśnie znajduje się najważniejsze w Europie, a być może również na świecie sanktuarium świętego Mikołaja.
Przekaz tradycji chrześcijańskiej głosi, że pod koniec XI wieku mieszkańcy Bari zorganizowali wyprawę morską, żeby przewieźć szczątki świętego Mikołaja z Myry, miasta na terenie dzisiejszej Turcji, po tym, jak ziemie te przeszły pod panowanie muzułmanów. Wyprawa ta mogłaby być inspiracją do pasjonującego scenariusza filmowego, gdyż taką samą myśl mieli podobno wenecjanie, jednak w tym chwalebnym wyścigu zwyciężyły statki z Bari, przywożąc ziemskie szczątki świętego Mikołaja do chrześcijańskiej ziemi. Tutaj spoczęły one w wybudowanej specjalnie w tym celu bazylice, która do dziś jest sercem urokliwej starówki Bari.
Bazylika, widoczna prawie z każdego miejsca Starego Miasta dzięki swojej imponującej romańskiej bryle z białego kamienia, od strony absydy jakby opiera się o morze oddalone o zaledwie kilkanaście metrów, a od przodu rozpościera się przed nią duży plac pozwalający na podziwianie jej harmonijnej, prostej fasady i gotowy na przyjmowanie wielkich rzesz turystów i pielgrzymów. Grób świętego Mikołaja w Bari jest bowiem celem licznych pielgrzymek. Jego szczątki znajdują się pod ołtarzem, w pięknej kaplicy umieszczonej w podziemnej krypcie bazyliki. Kiedy się tam wchodzi, prawie zawsze otacza nas od razu wielojęzyczny modlitewny szum. Przez chwilę można się poczuć zdezorientowanym, bo oprócz napisów w języku włoskim i angielskim, są też wszędzie napisy w języku rosyjskim, a święci patrzą na nas nie z dzieł malarskich pędzla włoskich mistrzów, ale z ikon. To dlatego, że święty Mikołaj jest świętym bardzo czczonym i kochanym zarówno przez kościół katolicki, jak i prawosławny i zawsze można tu spotkać pielgrzymów z obu tych skrzydeł chrześcijaństwa – wschodniego i zachodniego. Święty Mikołaj jest też dlatego nazywany często patronem ekumenizmu, dialogu, pomostem między Wschodem i Zachodem.
Będąc w Bari, doświadczam na własnej skórze tego „mediacyjnego” działania świętego Mikołaja, choć nie jest to prosta dla mnie lekcja. Zaczęłam pracować w Bari 1 kwietnia 2022 roku, kilka tygodni po rosyjskiej napaści na Ukrainę. Przyjechałam do Włoch prosto z polsko-ukraińskiej granicy w Medyce, gdzie pomagałam przy przyjmowaniu uchodźców. Myślę, że czytelnikom „Życia Podkarpackiego” nie trzeba nic więcej mówić, ogromna część mieszkańców naszego regionu była przez wiele tygodni czy miesięcy intensywnie zaangażowana we wszelkiego rodzaju pomoc uchodźcom. W pierwszych dniach mojego pobytu w Bari chłonęłam miasto, morze, pierwsze cieplejsze promienie słońca. Pamiętam, jak wyszłam zachwycona po pierwszym zwiedzaniu bazyliki Świętego Mikołaja i chodząc po znajdującym się przed nią placu, zauważyłam w jednym z jego rogów wielką figurę.
Podeszłam zaciekawiona. Za figurą przedstawiającą oczywiście świętego Mikołaja była tablica informacyjna. Z rosnącym zaskoczeniem przeczytałam, że ta figura jest darem dla miasta Bari od …. Władimira Putina, upamiętniającym jego wizytę w tym mieście w 2003 roku i wyrażającym wdzięczność za celebrowanie kultu świętego Mikołaja oraz nadzieję na owocną współpracę i wymianę kulturową między Rosją i Włochami. Rozglądałam się wokół i zastanawiałam się, jak to możliwe, że przy takiej figurze nie ma żadnych manifestacji przeciwko wojnie, przeciwko Putinowi, że nie ma przy niej żadnej flagi ukraińskiej, żadnego znaku poparcia dla Ukrainy. Miejsce wydawało się do tego wymarzone i idealne. W następnych dniach i tygodniach często przechodziłam obok tej figury, ale nic się nie zmieniało – święty Mikołaj stał spokojny i nieporuszony, turyści i pielgrzymi przechodzili spokojnie obok, zwracając na niego uwagę lub nie, rzadko ktoś zatrzymywał się przed tablicą. Odchodziłam stamtąd zawsze z wewnętrznym buntem.
Pewnego dnia, odchodząc znowu od pomnika, mijałam sklepik z pamiątkami i zauważyłam na nim kartkę, zwyczajną, jak z bloku rysunkowego, a na niej jakby rysunek dziecka przedstawiający dwie bliźniacze sylwetki świętego Mikołaja, jedną w kolorach Ukrainy, drugą w kolorach Rosji, a między nimi napis po włosku: „W imię świętego Mikołaja wołamy o pokój między Rosją a Ukrainą”. Byłam zaskoczona swoją reakcją, ale również ta kartka budziła mój wewnętrzny sprzeciw i jakiś bunt. Zdałam sobie sprawę, że mam w sobie złość na Rosję i że nie podoba mi się nawet, że ktoś woła w jej imieniu o pokój, choć wiem przecież, że wielu Rosjan to robi i ponosi za to konsekwencje w swoim kraju. We włoskim Bari u świętego Mikołaja doświadczam przestrzeni dialogu, przede wszystkim mojego wewnętrznego, z samą sobą, ale przecież od niego każdy inny dialog się zaczyna. Pięknych dialogów nam życzę, Drodzy Państwo, w Nowym Roku. A gdybyście potrzebowali w tym pomocy Świętego, to przyjedźcie do Bari.

Grób świętego Mikołaja w Bari jest celem licznych pielgrzymek. Jego szczątki znajdują się pod ołtarzem w pięknej kaplicy umieszczonej w podziemnej krypcie bazyliki. Na zdjęciu Ikona św. Mikołaja.

Figura świętego Mikołaja w Bari, prezent od Putina.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze