Zaczynali od spacerów po plażach, wspinania się w góry, jedzenia w restauracjach, zwiedzania głównych atrakcji, wizyt w muzeach. Nie byli wówczas tak pewni jak dziś, nie zakładali, co konkretnie chcą wynieść z podróży. Z roku na rok zdobyli cenne doświadczenia. Dzisiaj młodzi przemyślanie Justyna Marczyk i Bartosz Kiełt spełniają swoje najskrytsze marzenia. Niedawno wrócili z 6-miesięcznej wyprawy po środkowej i południowo-wschodniej Azji.
Justyna na dzień dobry „częstuje” rzadko obecnie używanym zwrotem – „kochamy ludzi”. Bo to oni od zawsze tworzą ich wspomnienia z wycieczek. Na pytanie, gdzie najchętniej lubią podróżować, twierdzi, że udzielenie odpowiedzi na to pytanie nie jest niemożliwe. W każdym państwie znajdują coś ciekawego do zobaczenia. – Ludzie, ich styl bycia, zachowanie, zasady, tradycje, jedzenie, natura – to jest to, czego szukamy teraz najbardziej[paywall]. Nasze podróżowanie wygląda trochę inaczej niż kiedyś. Jemy tylko z tubylcami, chodzimy na piwo z tubylcami, rozmawiamy z nimi i bawimy się. Zwiedzamy turystyczne miejsca, ale w ostatnim czasie lubimy się zgubić. Trzeba się dać ponieść przygodzie. Tak, przygodzie. Bo to są dla nas już nie tylko wypady, ale czas pełen przygód, ludzi, kultury, zwiedzania natury i doświadczania smaków – wyjaśniła J. Marczyk.
Ubiegły rok zakończyli wzbogaceni o piękne wspomnienia i nowe przyjaźnie. Wyprawa do Azji dała im naprawdę wiele.
– Po tej wyprawie jesteśmy w pewnym sensie nowymi ludźmi. Nie tylko poznaliśmy lepiej inne kultury, ludzi, ich historie lepsze czy gorsze, ale też poznaliśmy lepiej siebie. Odnaleźliśmy spokój, ciszę. Mamy więcej pokory – twierdzi Justyna.
Wyprawa po środkowej i południowo-wschodniej Azji trwała pół roku. Ale 2019 r. zaczęli od wycieczki na zimne norweskie wyspy Svalbard. Jeździli tam na skuterach w głąb arktycznych terenów, na których mieszka więcej niedźwiedzi polarnych niż ludzi. Podróżowali psimi zaprzęgami i spędzali cudowne chwile, patrząc na różowo-turkusowe niebo.
– Do Azji wyjechaliśmy w czerwcu. Planowaliśmy tę podróż od dłuższego czasu. Kupowaliśmy cały sprzęt, od kamer po namioty, karimaty, śpiwory. Wyznaczyliśmy mniej więcej trasę i listę państw, do których chcieliśmy dotrzeć. Ale podczas eskapady nie trzymaliśmy się ściśle planów. Bardziej kierowaliśmy się tym, w jakim miejscu aktualnie nam się podobało – wyjaśniła J. Marczyk.
Miesiące w podróży były różne. Piękne i wesołe, ale również trudne, smutne i czasami męczące. Prowadzili – jak to określił Bartosz – normalne życie, tylko bardziej zwariowane i intensywne. –Były to najlepsze miesiące naszego życia. Ludzie, którzy nas otaczali, smaki, krajobrazy, historia, zabytki są dla nas najcenniejszym wspomnieniem – powiedział B. Kiełt.
W ciągu 6 miesięcy zwiedzili siedem państw. Azjatycką przygodę zaczęli od pięknej Gruzji, w której poznali, co to znaczy tamtejsza gościnność. – Wypiliśmy litry wina i czaczy, czyli gruzińskiego alkoholu produkowanego z wytłoków winogronowych. Zjedliśmy mnóstwo frykasów, w tym naszych ukochanych pierożków chinkali czy chaczapuri, czyli placków z serem i jajkiem. Poznaliśmy wspaniałych ludzi, nie tylko z Gruzji, ale i z Rosji. Przemierzyliśmy piękne szlaki górskie, spaliśmy w namiotach, zwiedziliśmy piękne monastery – wyliczyła Justyna.
Następnie przenieśli się do Armenii. Państwa z najpiękniejszymi – ich zdaniem – monasterami. – Nigdy nie myśleliśmy, że spędzimy tak dużo czasu w monasterach. Zachwyciły nas totalnie. Szczególnie te armeńskie pozwalały nam poczuć świętość i spokój. Armenia pokazała nam całe swoje serce. Zapraszani na uczty przez tamtejszych ludzi, uczyliśmy się nowych smaków oraz historii – wspomina J. Marczyk.
Następny na mapie był Kazachstan. Państwo dobrych ludzi. – Jakże oni są niezmiernie ciekawi, otwarci i życzliwi! Całymi dniami cieszyliśmy oczy pięknymi widokami, robiliśmy zdjęcia lub zatrzymywaliśmy się w napotkanych jurtach. I do tego ta pyszna baranina. Potem dotarliśmy do Kirgistanu. Spotkały nas tam widoki tak piękne, że aż nierealne. Takiej liczby pasących się zwierząt nie widzieliśmy jeszcze nigdy. Konie, osły, krowy, owce, wielbłądy. W miastach, wsiach, na stepach czy w górach. To była piękna, czysta wolność – zachwyca się Bartosz.
Potem był Uzbekistan – świat Aladyna. Czuli się tam jak w bajce. Ostatni miesiąc spędzili w krainie uśmiechu, czyli Tajlandii oraz krainie rozkoszy smaku, czyli Wietnamie.
– W ciągu pięciu lat odwiedziliśmy różne miejsca. Wszystkie wyróżniały się czymś mniej lub bardziej pięknym iwzbudzały w nas jakieś uczucia. Azja środkowa to część świata, która przoduje w naszym rankingu. Tak dobrzy ludzie tam mieszkają... Ludzie, którzy są wyznacznikiem naszych wspomnień. Z ręką na sercu każdemu polecamy wyjazd tam. Podróż to najlepsza szkoła życia. Mamy nadzieję, że będziemy tą ścieżką iść całe życie. To daje nam wolność, mądrość i wielkie szczęście. Nie bójmy się spełniać swoich marzeń – one są na wyciągnięcie ręki – podsumowała J. Marczyk.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Spełniać swoje marzenia to fajna rzecz.Najgorsze to środki finansowe no i praca bo jak tu wziąć urlop na pół roku.
zdjęcia i relacje można oglądać na Instagramie : @przemyslipodrozuj
Super
Spełniać swoje marzenia to fajna rzecz.Najgorsze to środki finansowe no i praca bo jak tu wziąć urlop na pół roku.
zdjęcia i relacje można oglądać na Instagramie : @przemyslipodrozuj