Reklama

Ponieście Przemyskie Niedźwiadki do nowej historii! [ZDJĘCIA, WIDEO]

To nie jest opowieść o tych, którzy zdobywali srebrne i brązowe medale mistrzostw Polski w koszykówce, a Przemyskie Niedźwiadki były na ustach całego koszykarskiego kraju. To słów kilka o tych, którzy dali wspomnianym możliwość wejścia na koszykarski szczyt. Zupełnie jak ci, którzy w sobotni, 13 maja br., powalczą o powrót do przeszłości, ale zechcą rzeźbić i przyszłość. O to, aby „nowe” Przemyskie Niedźwiadki zaczęły pisać nową historię, która kto wie… Może wzniecić tę iskrę, może reaktywować marzenia o chwale i wielkości przemyskiego basketu.

To nie jest opowieść o Dariuszu Szczubiale, Wojciechu Króliku, genialnym, jednym z najwszechstronniejszych koszykarzy jacy biegli po polskich parkietach, mistrzu NCAA w barwach uniwersytetu Indiana pod okiem legendarnego Bobby’ego Knighta, zawodniku Sacramento Kings w NBA, czyli nieodżałowanym Darylu Thomasie, dla którego ekskluzywne triple-double było jak bułka z masłem. Nie o Arkadiuszu Miłoszewskim czy Nathanie Buntinie. To nie opowieść o charyzmatycznym trenerze Teodorze Mołłowie, Andrzeju Adamku, Romanie Rutkowskim, Tyronie Thomasie, Ike Corbinie, Kevinie Turnerze czy Derricku Johnsonie...

 

Reklama

Mogło się to stać już sezon wcześniej. Ale wówczas na drodze – po kontrowersyjnych spotkaniach – stanął AgroFar AZS Lublin. Dowodzony przez wyjątkowego parkietowego inteligenta Zenona Telmana zespół znad Bystrzycy wygrał trzeci, decydujący mecz 111:91 i w play-off zwyciężył 2:1. Co się jednak odwlecze…

 

Był 26 marca 1994 r. Wielu, którzy zapełnią halę POSiR w sobotni wieczór, 13 maja br., nie było jeszcze na świecie. Nie wiedzą, jak wyglądał wówczas obiekt przy ulicy Mickiewicza 30 na godzinę przed decydującym o awansie do ekstraklasy koszykarzy meczem . Morze kibiców. Byli wszędzie. Na sławnych drewnianych trybunach, które ledwo zipały przy przeraźliwym tumulcie fanów, skaczących w ekstatycznym uniesieniu. Fanów na drabinkach, za koszami i tuż obok linii bocznej. Mury obiektu zadrżały po raz pierwszy, kiedy na parkiecie pojawiły się Przemyskie Niedźwiadki po wodzą Wojciecha Banasia. Ich rywale, koszykarze Startu Lublin nigdy czegoś takiego nie widzieli. Nie dali rady, bo nie mogli sprostać nie tylko rywalowi, ale i tym niezliczonym tłumom, które marzyły o jednym – wygranej swoich pupili. Koszykarskich półbogów. Nie udźwignęli tego przeraźliwego „kotła czarownic”, a przecież Zbigniew Pyszniak, Paweł Kosior czy Igor Czygrinow byli wielkimi wojownikami. Wygrana dawała Niedźwiadkom upragniony awans. I stała się faktem! Polonia Przemyśl wygrała 73:54 i pod wodzą Tomasza Służałka zameldowała się na salonach polskich basketu.

Reklama

 

Przemyskie Niedźwiadki wygrały aż 25 meczów w sezonie 1993 – 1994. Przegrały ledwie 4. Byli bohaterami. Zaczepiani na ulicach, wychwalani pod niebiosa. Było ich czternastu: Wojciech Banaś, Grzegorz Brzezicki, Nikołaj Iwachnienko, Dariusz Kobylański, Andriej Łaputin, Ryszard Machała, Janusz Makarewicz, Krzysztof Mila, Piotr Oleszek, Artur Olszanecki, Tomasz Przewrocki, Dariusz Strzępek, Paweł Trojnar i Justyn Węglorz.

 

I-ligowych grup było dwie. Z drugiej awans wywalczyła ekipa Spójni Stargard Szczeciński. Kto wówczas zajął tam 4. miejsce? Tak, tak – Sokół Międzychód pod okiem trenera Czesława Dasia. W zespole mieli kilka gwiazd, na czele z bardzo doświadczonymi Sergiejem Gonczarowem i Andriejem Groszewem czy utalentowanym Pawłem Kupczykiem. Na pozycji obrońcy występował nie kto inny jak znakomity potem szkoleniowiec, jeden z twórców wielkich euroligowych sukcesów kobiecego Lotosu Gdynia, Krzysztof Koziorowicz.

Reklama

 

Ta czternastka była forpocztą późniejszych sukcesów Przemyskich Niedźwiadków. To oni umożliwili przystąpienie do walki o mistrzostwo Polski z Mazowszanką Pruszków teamowi T. Służałka z wspomnianymi: D. Szczubiałem, W. Królikiem, D. Thomasem czy N. Buntinem. Gdyby nie oni, nie byłoby kontynuacji medalowej chwały w kolejnym sezonie przebudowanych Niedźwiadków. Kiedy stery objął charyzmatyczny Teodor Mołłow, a z wałbrzyskiego Górnika nad San zawitała trójka „muszkieterów”: Andrzej Adamek, Roman Rutkowski i Daniel Puchalski. Tak, ten sam, który obecnie prowadzi swoich następców. Ten sam, któremu marzy się, aby nazwę Przemyskie Niedźwiadki odmieniano wszędzie i przez wszystkie przypadki. Ten sam, który ma głęboko w sercu zakorzenioną maksymę, że przyszłość nie może istnieć bez przeszłości.

Od tamtych niezapomnianych chwil minęło już ponad 29 lat. Koszykarskiej Polonii Przemyśl już nie ma. Ale legenda pozostała. Legenda Przemyskich Niedźwiadków. Są osoby, będące pięknym pomostem między pokoleniami. To wspomniany Daniel Puchalski, to pomagający mu Tomasz Przewrocki. To zawsze służący bezcennym doświadczeniem i wskazówkami trener Mariusz Zamirski. To nietuzinkowy, jedyny w swoim rodzaju spiker koszykarskich rytuałów w przemyskiej hali przy ul. Mickiewicza 30 Stanisław Polański. I wielu innych, którzy wrócili, bo uwierzyli, że legenda... wróciła. Brakuje pani Basi Wiśniowskiej, ale z całą pewnością gdzieś tam w górze mocno zaciska kciuki i kibicuje z innymi fanami Przemyskich Niedźwiadków, których już nie ma.

Reklama

 

 

W sobotę, 13 maja br., o godzinie 19, Niedźwiadki Chemart Przemyśl mogą zrobić pierwszy krok do zbudowania fundamentów legendy napisanej na nowo. Legendy, której inicjatorem i narratorem jest przemyślanin Artur Lewandowski. Szef firmy „Chemart”. Absolutnie „zakręcony” na punkcie basketu. Większości zawodników popularnego „Daniusia” nie było wówczas na świecie, kiedy ich starsi koledzy sięgali gwiazd. Oni też o tym marzą. Oni też tego chcą. Oni w to wierzą. Ale nie grają dla siebie…

 

Grają dla Was, Drodzy Kibice! Popatrzcie (na poniższym materiale wideo, który najlepszej jakości nie jest, ale doskonale oddaje tamten magiczny wieczór) jak 26 marca 1994 roku wyglądała przemyska hala sportowa przy ulicy Mickiewicza 30. Wówczas do absolutnej sportowej ekstazy brakowało jednego zwycięstwa. Tylko i aż... Morze kibiców poniosło Wojciecha Banasia i spółkę do historii.

Reklama

 

Wy też ponieście Rafała Serwańskiego i spółkę do zbudowania fundamentów legendy napisanej na nowo! Teraz też brakuje tylko i aż jednego zwycięstwa. Niech mury POSiR-u zadrżą na nowo! Niech ponownie stanie się „kotłem czarownic”! Niech Sokół Marbo Międzychód – oczywiście tylko i wyłącznie przy kulturalnym, sportowym dopingu – nie sprosta tym wymogom. Bądźcie szóstym graczem Przemyskich Niedźwiadków! Będą pod ogromną presją, znacznie większą niż ich przeciwnik. Jesteście im w ten wieczór niezbędni. Wieczór, który może – mimo wielkiego szacunku dla rywala – być magiczny. Ci chłopcy włożoną pracą absolutnie na to zasługują...

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości