Zróżnicowane zboża – pszenica, jęczmień, żyto, owies, niekiedy proso to podstawa dożynkowego wieńca. Kompozycję dopełniają świeże oraz suszone kwiaty, trawy, przyjemnie pachnąca mięta i inne zioła, winne grona, pozostałe owoce. Wieniec uosabia urodzaj, to dar dziękczynny za zebrane plony. Poświęcony w kościele, zgodnie z tradycją przechowywany powinien być do czasu siewu w kolejnym roku.
Wykonanie wieńca wymaga dużego nakładu pracy, cierpliwości i czasu. Trawy na ten cel zbiera się w maju, gdy są jeszcze zielone, suszy w zacienionym, przewiewnym miejscu. Zboża ścina się własnoręcznie – kosą lub sierpem. Przepisy na dożynkowe wieńce przekazywane są z pokolenia na pokolenie.
Wspólne dożynki gminy Fredropol i powiatu przemyskiego zorganizowano na Kalwarii Pacławskiej dzięki staraniom ojców franciszkanów, Starostwa Powiatowego w Przemyślu, Stowarzyszenia Sołtysów Powiatu Przemyskiego, władz gminy Fredropol. Występy artystyczne przygotowały[paywall] m.in. delegacje przybyłe z wieńcami. W uroczystościach uczestniczyli pielgrzymi, przedstawiciele poszczególnych gmin, politycy.
W południe rozpoczęła się dziękczynna msza św. – Dożynki to święto plonów. Cieszymy się, kiedy lato okaże się urodzajne, ale powinniśmy również zadbać, by owocnie przeżyć życie – oto przesłanie dożynkowego kazania. Ilustracją doń była barwna opowieść o piekle i niebie. „W obu z wymienionych miejsc nie brakuje pożywienia ani wody. Jednak w piekle ludzie są głodni. Bardzo długie łyżki uniemożliwiają im spożywanie pokarmu. Egoiści nie pomyślą, by nakarmić jeden drugiego, co czynią przebywający w niebie”. Za słowami tymi szedł apel do mieszkańców powiatu, polityków – rozglądnijmy się wokół, a dostrzeżemy wielu potrzebujących.
Po zakończeniu części oficjalnej, podczas której m.in. wręczano odznaki honorowe Zasłużony dla Rolnictwa oraz Zasłużony dla Powiatu Przemyskiego rozpoczęły się występy artystyczne. Przedstawiciele poszczególnych gmin wnosili na scenę wieńce, które przy wtórze ludowych przyśpiewek, specjalnie na ten cel przygotowanych, wykupywali wójtowie, ojciec gwardian Piotr Reizner, starosta przemyski Jan Pączek.
Słowa prezentowanych pieśni, częściowo o charakterze żartobliwym, niekiedy nawet rubasznym odsłaniały także prawdę o kondycji polskiego rolnictwa. Choć tegoroczne żniwa przyniosły nieco mniejsze plony, na upał nikt nie narzekał, na mozolną pracę również się nie skarżono. „Gdyby nie unijne dopłaty, nie byłoby za co zapłacić podatku” – wybrzmiało ze sceny. Ponieważ wystarczy zaorać pole lub zasiać łąkę, aby otrzymać pieniądze „gospodynie się byczą, krowy ani konia na wsi nie uświadczy, pastwiska stoją puste, trawy rosną wysokie, a mieszkanki wsi odsyłają swe dzieci po mleko do marketu”.
W godzinach popołudniowych dożynki nabrały cech ludowego festynu. Wystąpił zespół z Trójczyc, Strażacka Kapela „Czy się wali, czy się pali”, Kapela „Pieczarki”, zespół szantowy oraz taneczny. Był też pokaz fajerwerków.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze