W tej historii są trzy strony. Pierwsza to Wacław Frankiewicz i jego rodzina, tzn. dzieci i ich współmałżonkowie. Drugą jest jego pasierbica, a trzecią Przemyska Spółdzielnia Mieszkaniowa. Sprawa dotyczy spadku i zwrotu wkładu mieszkaniowego.
W 2013 r. pani Barbara – pasierbica pana Wacława – przedstawiła w PSM oświadczenie, zgodnie z którym on i jego żona zrzekają się na rzecz pani Barbary mieszkania. Takiego pisma państwo Frankiewiczowie nigdy jednak nie podpisywali i o jego istnieniu nie wiedzieli.
Nabrano podejrzeń dopiero w czasie sprawy spadkowej po zmarłej żonie pana Wacława[paywall]. Rodzina zgłosiła do prokuratury, że podejrzewa istnienie sfałszowanego dokumentu. Okazało się, że faktycznie takie pismo istnieje.
Na podstawie zgromadzonych dowodów prokuratura ustaliła, że pani Barbara dopuściła się fałszerstwa. Zresztą podczas przesłuchania sama się do tego przyznała. W kwietniu 2018 r. zapadł wyrok skazujący kobietę na karę grzywny. Zanim jednak fałszerstwo wyszło na jaw, w październiku 2016 r. sąd przyznał mieszkanie pani Barbarze.
Spadkobierców jest pięciu. Najwięcej przysługuje panu Wacławowi, jako wdowcowi. Pozostałe części, w równej wysokości, przypadają na dzieci małżeństwa (w tym na panią Barbarę).
Pan Wacław z synem wynajęli radcę prawnego do reprezentowania swoich interesów w tej sprawie. Zdaniem naszych rozmówców i prawnika, pani Barbara powinna wpłacić do spółdzielni wkład mieszkaniowy, który zostanie zwrócony pozostałym spadkobiercom.
Kancelaria prawna wysłała w tej sprawie szereg pism do spółdzielni. Pan Wacław twierdzi, że niektóre pozostały bez odpowiedzi. Potwierdzają to dwa pisma kancelarii do PSM, w których pani prawnik zaznacza, że pisze ponownie w związku z brakiem odpowiedzi.
Z korespondencji między PSM a prawnikiem wynika, że spółdzielnia dała pani Barbarze czas do końca kwietnia ub.r. na uzupełnienie wkładu mieszkaniowego. Gdy kobieta tego nie zrobiła, PSM wystąpiła do sądu o pozbawienie jej tytułu prawnego do mieszkania.
Jednak zdaniem naszych rozmówców spółdzielnia zaniedbuje tę sprawę, działa opieszale, a może nawet celowo ją opóźnia.
Prezes PSM Zbigniew Kurosz zapewnia, że zainteresowani otrzymali odpowiedzi na wszystkie pisma. – Wszystkie działania, jakie podejmujemy, są zgodne z przepisami i oparte o wyroki sądowe, które do tej pory zapadły – mówi.
Z. Kurosz zaznacza, że jest to sprawa rodzinna, której nie wywołał nikt ze spółdzielni. – Ze swojej strony robimy wszystko, żeby ta sytuacja została rozwiązana, również na tle prawnym – podkreśla.
Państwo Frankiewiczowie twierdzą, że prezes PSM wiedział o istnieniu oświadczenia, które przedstawiła pani Barbara (należy zaznaczyć: nie o tym, że zostało sfałszowane), jednak podczas sprawy spadkowej o tym nie poinformował. – Pan prezes nie powiedział do ojca, że przecież podpisał oświadczenie, że wszystkiego się zrzeka, co byłoby naturalne w takiej sytuacji. Powiedział tylko: a może wam się nic nie należy – mówi synowa pana Wacława.
– To słowa tych państwa, a nie moje. Oświadczam, że nic takiego nie mówiłem – podkreśla prezes.
Jego zdaniem rodzina szuka winnych „wszędzie, poza samymi sobą”. – To jest ich prywatna sprawa i niech nie mieszają do tego dobrego imienia spółdzielni – podkreśla.
Rodzina ma wątpliwości, czy PSM naprawdę wystąpiła do sądu z pozwem przeciw pani Barbarze. Z. Kurosz nam również nie odpowiedział wprost na to pytanie. Mówi jedynie, że nie ma wpływu na to, żeby przyśpieszyć lub spowolnić postępowanie w sądzie.
– Jeżeli pani prawnik (reprezentująca państwa Frankiewiczów – przyp. PB) wczytałaby się w obowiązujące przepisy, to poinformowałaby stronę o tym, że spółdzielnia musi odzyskać mieszkanie, następnie je zbyć w drodze przetargu i dopiero wtedy rozliczyć pozyskany wkład ze spadkobiercami lub w przypadku nieprzekazania mieszkania dochodzić należnej rekompensaty od członka rodziny, który przejął mieszkanie na podstawie wyroku sądu – mówi.
Sprawdziliśmy. Rzecznik sądu Małgorzata Reizer poinformowała nas, że pozew w tej sprawie wpłynął, jednak został zwrócony, ponieważ zawierał braki. Decyzja sądu jest nieprawomocna.
Prawnik, którą wynajęli Frankiewiczowie, w październiku ub.r. zwróciła się również do rady nadzorczej PSM z prośbą o reakcję. Odpowiedź otrzymała dopiero przed tygodniem, po tym jak sprawa ponownie wróciła na obrady rady nadzorczej. Przewodnicząca tego gremium Bożena Baraniecka zapewnia jednak, że rada pochyliła się nad tematem już w październiku, a odpowiedzi w imieniu rady miał udzielić zarząd PSM.
Przewodnicząca przyznaje, że błędem było to, że zainteresowani nie zostali poinformowani o zastosowaniu takiego rozwiązania. Frankiewiczowie zarzekają się jednak, że od zarządu również nie otrzymali żadnego pisma w imieniu rady nadzorczej.
Z panią Barbarą nie udało się nam skontaktować. Według państwa Frankiewiczów przebywa ona za granicą i nie mieszka w mieszkaniu, wokół którego trwa spór.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Jak trafią na orła : https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/jak-orzeka-michal-lasota-na-szesc-zaskarzonych-orzeczen-szesc-uchylonych/enz7r0h
Panie Frankiewicz, a jakieś zobowiązania w stosunku do PSM pan ma? Np. zaległości finansowe?
Nie ma żadnych zaległości, spółdzielnia pasierbicę zrobiła członkiem spółdzielni ,a mnie pozbawili wszystkiego.
Jak trafią na orła : https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/jak-orzeka-michal-lasota-na-szesc-zaskarzonych-orzeczen-szesc-uchylonych/enz7r0h
Panie Frankiewicz, a jakieś zobowiązania w stosunku do PSM pan ma? Np. zaległości finansowe?
Nie ma żadnych zaległości, spółdzielnia pasierbicę zrobiła członkiem spółdzielni ,a mnie pozbawili wszystkiego.