Reklama

Promieniotwórczy rad w szpitalu zniknął z macicy chorej na raka pacjentki

06/02/2021 16:27

NIEZWYKŁE HISTORIE ŻP W przedwojennym Lwowie istniało 9 szpitali. Jednym z nich był Szpital Państwowy Powszechny, który funkcjonował jako klinika w ramach Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Zgłaszali się do niego chorzy nie tylko z województwa lwowskiego, ale także z tarnopolskiego, stanisławowskiego i lubelskiego, ponieważ cieszył się dobrą renomą. Przebywali tam raczej pacjenci dobrze sytuowani z nadzieją wyzdrowienia, a przynajmniej poprawienia stanu zdrowia.

Promieniotwórczy rad nie był własnością szpitala. Wypożyczono go od doktora medycyny Meiselsa, który wycenił go na 5 tysięcy dolarów (dziś 50  tys. $). 50-miligramowy uran umieszczony w zamkniętej szklanej ampułce o szerokości 5 i długości 25 milimetrów był dodatkowo zabezpieczony kapsułą platynową oraz ebonitową. Jego zastosowanie w medycynie miało być eksperymentem. Tym wydarzeniem zainteresowali się dziennikarze.

Diagnoza i leczenie

Na oddziale ginekologicznym lwowskiego szpitalu przebywała w 1925 r. 59-letnia Julia Szkiprana z Przemyśla –  chora na raka macicy. Jej stan zdrowia był na tyle zły (krwawiła), że[paywall] lekarze zalecili jej trzykrotną terapię radem. W sali ambulatoryjnej wyciągnięto ampułkę z opakowania ebonitowego i włożono nabój do krwawiącej macicy na 24 godziny, następnie przyłożono do niego gazę i cały otwór uszczelniono plastrem. Następnie pacjentkę zawieziono do izolatki i położono na łóżku. Przez całą noc nie spała, bowiem czuła, że ten pierwiastek promieniotwórczy ma silne działanie, choć wcześniej i bez niego odczuwała bóle (Wiek Nowy 1925, nr 7203 i 7204).

Reklama

Macica bez radu

O godzinie szóstej rano pielęgniarka odlepiła plaster, usunęła gazę, wstawiła cewnik, by chora oddała mocz. Potem znowu założono zabezpieczające opatrunki. Działaniem zbawczego radu poddawano chorą trzykrotnie w różnych odstępach czasu. Kiedy Szkiprana była już po ostatnim zabiegu i miała wyjść do domu, zawieziono ją do pokoju zabiegowego i położono na kozetce, by wyciągnąć już ampułkę z radem. Stwierdzono wówczas w macicy jej brak. W szpitalu nastąpił popłoch, personel medyczny bardzo się tym przeraził. Lekarz Krzyżanowski wybiegł  na korytarz i pobiegł do pokoju chorej w poszukiwaniu radu. Na łóżku i pod nim nic nie znalazł. Potem pacjentkę rozebrano do naga i poddano dokładnym oględzinom. Na nic się to zdało.

Poszukiwania

O tym niecodziennym wydarzeniu zawiadomiono policję. Robotnicy z zakładu oczyszczania miasta wypompowali całą zawartość zbiornika kloacznego i rękami przeszukiwali w fekaliach pierwiastka promieniotwórczego. Malutkiej ampułki nie odnaleziono. Taki sam rezultat był w kanale. Przesłuchano cały personel medyczny. I to też nic nie pomogło. Śledczy stali na stanowisku, że jego kradzież nie mogła nastąpić bez wiedzy i zgody pacjentki. W toku dochodzenia stwierdzono, że najbardziej podejrzaną osobą jest Szkiprana,  ponieważ chciała wcześniej zapłacić nawet 5 tysięcy dolarów, by mieć rad na własny użytek w domu. Chora jednak stanowczo stwierdziła, że pierwiastek promieniotwórczy wypadł jej z moczem w ubikacji. Innymi słowy: potrzeba fizjologiczna była tak nagła, że nie zdążyła nawet poprosić pielęgniarkę o basen.

Reklama

Ciąg dalszy

W tej sytuacji śledczy przyjęli wersję, że ampułki z radem nie skradziono. Następnie rozpoczęto kolejny raz przeszukiwać zbiornik kloaczny, od którego unosił nieprzyjemny odór. W czasie trwania tych czynności sędzia śledczy Witoszyński w obecności policji przesłuchiwał lekarzy i pielęgniarki. W szpitalu zjawił się również właściciel cennego radu, tj.  lekarz Meisels, któremu towarzyszył sławny adwokat Axer. Wszyscy mieli nadzieję, że sprawa musi się jakoś wyjaśnić.

Odnalezienie radu

Nagle gruchnęła w szpitalu wieść, że Józef Szpilka, syn laboranta, nabój radowy znalazł w kale. I rzeczywiście, po chwili nadszedł uszczęśliwiony znalazca i wręczył go sędziemu. Wyjaśnił przy tym, że osobiście brał udział w poszukiwaniu i w wypompowanych ekskrementach  natknął się nogą na małe zawiniątko. Początkowo nie zwrócił na to bacznej uwagi, ponieważ jego uwagę rozproszyli znajdujący się przy nim dwaj robotnicy. Gdy się nieco od niego odsunęli, po raz drugi wyczuł pod stopą coś twardego. Wówczas schylił się, podniósł to coś – tak zeznał –  owinięte w gazę.

Reklama

Podejrzana pacjentka

Sprawa się komplikowała. Otóż lekarz Meisels zauważył, że nabój z radem był zawinięty w czystą i suchą gazę, mimo że rzekomo leżał on w fekaliach dwa dni. Wszyscy zrozumieli, że ktoś go podrzucił. Podejrzewano, że kradzieży radu dokonała Szkiprana, której mógł pomagać laborant. Brano pod uwagę fakt, że chora kobieta była bardzo tym cudownym pierwiastkiem promieniotwórczym zafascynowana i chciała go kupić. Ostatecznie zguba trafiła do właściciela i na tym się wszystko skończyło.

Rad w Polsce

Warto przypomnieć, że po raz pierwszy w Polsce Instytut Radowy został założony w Warszawie dopiero w 1932 r. Przyczynił się do tego prezydent RP Ignacy Mościcki. Wówczas  Maria Skłodowska-Curie (odkrywczyni radu) ofiarowała Polsce 1,033 g radu (166 ładunków do naświetlania komórek nowotworowych), kupując go w 1929 r. – dzięki zbiórce pieniędzy wśród Polonii amerykańskiej – w belgijskim koncernie uranu Union Minière du Haut-Katanga (Kongo). Było paradoksem, że uczona miała do dyspozycji bardzo niewiele tego pierwiastka. Przyczyna: państwo Curie nie opatentowali metody jego pozyskiwania. W efekcie wielkie pieniądze zaczęły zarabiać różne koncerny. Czy lekarz Meisels ze Lwowa posiadał naprawdę prawdziwy rad, dziś trudno dociec.


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama