Reklama

Przyjechałam tu i co dalej? Historia lwowskiej poetki

01/02/2015 07:03

Głośno było ostatnio o Polakach ewakuowanych z ogarniętej walkami wschodniej Ukrainy. O ich problemach z adaptacją i pomocy, jakiej repatriantom powinno udzielić państwo. Pani Janina też jest repatriantką. Tyle, że do Przemyśla przyjechała, ze spokojnego Lwowa. Przyszła do naszej redakcji, żeby opowiedzieć o swojej historii i problemach.

– Jestem poetką. Urodziłam się siedem lat po wojnie we Lwowie, w polskiej rodzinie, z dziada pradziada – zaczyna Janina Wołosiecka-Al-Koni nienaganną, może trochę archaiczną polszczyzną, z lekkim wschodnim zaśpiewem.

CV

– Mieszkaliśmy na Zamarstynowskiej, tuż obok kościoła Franciszkanów. Kiedy miałam cztery lata, zmarł mój ojciec i matka wyszła drugi raz za mąż. Pamiętam jeszcze odkrytą Pełtew, przez którą przechodziło się po drewnianych mostkach. Rozległe sady na Zamarstynowie, zielone łąki pod Brzuchowicami. Wtedy we Lwowie jeszcze mieszkało dużo Polaków, a dzisiaj została tylko garstka. Chodziłam do tej samej szkoły, którą przed wojną kończyła moja mama, tylko że to już była szkoła ukraińska. Skończyłam tam tylko trzy klasy, bo z powodu ciężkiej sytuacji materialnej oddano mnie do szkoły z internatem, najpierw we Lwowie, a później w Winnikach. Uczyłam się bardzo dobrze i już wtedy pisałam wiersze. Niektóre nawet w gazetach drukowali. Moją twórczość zauważył pewien pisarz i dał mi rekomendację na studia literackie imienia Gorkiego w Moskwie – opowiada. 

W tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym drugim roku dostałam się na studia. Z ponad trzech tysięcy kandydatów na studia przyjęto czterdziestu, w tym mnie. Byłam w grupie polskiej i mile wspominam te pięć lat na dziennych studiach. Tam wyszłam za mąż. On był pisarzem i prozaikiem, a ja poetką i tłumaczką. Wtedy tłumaczyłam Szymborską, to było pierwsze tłumaczenie jej wierszy na ukraiński. Po pewnym czasie rozwiodłam się i wróciłam z dwoma synami do Lwowa. Zrobiłam drugie studia – pielęgniarskie i pracowałam w szpitalu – kontynuuje opowieść.

Reklama

Co dalej?

Często jeździłam do Polski na różne zjazdy i spotkania literackie. Pięć lat temu bez problemów dostałam polskie obywatelstwo, a w maju tamtego roku kupiłam mieszkanie w Przemyślu i teraz jestem przemyślanką ze Lwowa. Przyjechałam tu i co dalej? Z ukraińskiej renty (emerytury – przyp. J.S) mogę tutaj przeżyć tydzień, a oszczędzając półtora tygodnia. Z poezji się nie wyżyje. Mogłabym tłumaczyć albo udzielać korepetycji. Ostatecznie mogłabym kimś się opiekować, bo żadnej pracy się nie boję – kończy i rozkłada na stole kilka tomików swoich wierszy. W jej opowieści jakby zabrakło mi powodów, dla których poetka zostawiła Lwów, o którym pisała wiersze i osiedliła się w Przemyślu. Wydaje mi się, że odpowiedź znalazłem w jej tomiku poezji, wydanym we Lwowie w 2008 roku. W wierszu Willa, który powstał na ulicy Franciszkańskiej we Lwowie poetka napisała – Mieszkam tu dziś z konieczności, ale nie z miłości.


fot.Jacek Szwic
Janina Wołosiecka-Al-Koni prezentuje część swojego dorobku.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Nieobyty - niezalogowany 2015-02-01 12:40:39

    A co ona chciała i chce? Niech by myślała o wyjeżdzie z Ukrainy dawniej a nie teraz jak się jej wojna dobrała do d.upska! Wielka Polka mi się znalazła!Jak trwoga to do Boga! (Polski...)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    rock 85 - niezalogowany 2015-02-02 19:01:50

    Witamy w Polsce :) tutaj tak żyje nie tylko Pani poetka ale znacząca część społeczeństwa.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    bajkopisarka - niezalogowany 2015-02-03 21:44:35

    Jakie to wzruszające

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości