Reklama

Rewelacja ze Świdnicy sprowadzona w Przemyślu na ziemię

Po trzytygodniowej przerwie w rozgrywkach I-ligowi szczypiorniści SRS Czuwaju zaprezentowali wyjątkowo bogatą paletę niestabilności meczowej dyspozycji. Frywolność, ospałość, brak koncentracji, nieharmonijność przeplatali z prawdziwymi pokazami wirtuozerii, efektowności, efektywności, a czasami nawet geniuszu. Porażka różnicą 8 bramek to najniższy wymiar kary dla podopiecznych Grzegorza Garbacza.

Być może powyższa ocena jest nazbyt surowa dla bardzo ambitnego zespołu ze Świdnicy. Bo ci młodzi zawodnicy pokazali w Przemyślu ogrom ambicji, woli walki i serca, pozostawionego na parkiecie. Walczyli, jak umieli najlepiej. Za to należą się im brawa, ale pewnych barier przeskoczyć nie potrafili. W pierwszych 12 minutach gry pokazali przemyślanom, że ci bezbarwnością i niedokładnością nie mają czego szukać. Gospodarze zrobili z Tomasza Wasilewicza prawdziwego Batmana, obijając go niemiłosiernie. Przegrywali wówczas 3:9. Jednak dzięki pojawieniu się na parkiecie Huberta Obydzia i Kacpra Króla sytuacja odwróciła się diametralnie. Obaj pokazali, że nie ma żadnego znaczenia, kto wychodzi na parkiet w pierwszej „siódemce”. Przemyślanom wystarczyło 10 minut, aby wrócić do gry. Zupełnie poza zasięgiem ekipy ze Świdnicy był Maciej Kubisztal, który grał w „innej” lidze. Wspólnie z H. Obydziem w 22. min doprowadzili do remisu 12:12. Trzy minuty później wychowanek Azotów Puławy kolejną niezwykle dynamiczną akcją wyprowadził swój zespół na prowadzenie 14:13, którego SRS Czuwaj już nie oddał do końca spotkania.
Wyrównana walka w II połowie trwała przez 7 minut. Gospodarze kontynuowali obronę 5-1, co z każdą kolejną minutą narażało gości na proste straty.  Wspomniany wcześniej przebłysk geniuszu miał miejsce między 38. a 43. min. Wówczas rozstrzygnęły się losy tego pojedynku. Ze stanu 19:18 miejscowi huraganowymi atakami doprowadzili do stanu 24:19. Gdyby takie fragmenty genialnej szarży przytrafiły im się jeszcze ze dwa, świdniczanie nie mieliby czego zbierać z parkietu. Ale się nie przytrafiły... Do końca pojedynku pewni siebie przemyślanie w pełni kontrolowali przebieg wydarzeń. Nie chcieli umierać za dewastację rywala, bo i po co. W 54. min było 34:27 i być może niektórzy kroili scenariusz na wygraną różnicą 10 bramek. Pozostało na ośmiu trafieniach, co ambitny beniaminek ze Świdnicy powinien przyjąć z pokorą.


SRS Czuwaj Przemyśl – ŚKPR Świdnica 37:29 (17:15)
SRS Czuwaj: Szczepaniec, Sar, Kijanka – Król 3, Puszkarski 4, Biernat 3, Stołowski 2, Kubik 0, Bajwoluk 2, Nowak 1, Kroczek 1, Obydź 6, Kulka 0, Kubisztal 15.
ŚKPR Świdnica: Prus, Bajkiewicz, Wasilewicz – Borszowski 7, Piędziak 3, Cegłowski 2, Chaber 2, K. Rogaczewski 2, Starosta 0, Brygier 0, Borowski 1, P. Kijek 4, Paleń 4, D. Kijek 1, P. Rogaczewski 3.
Sędziowali: Jakub Czochra (Zwierzyniec) i Michał Szpinda (Zamość). Kary: SRS Czuwaj – 14 min; ŚKPR Świdnica – 14 min. Czerwone kartki: Piędziak (40. – gradacja kar) i Cegłowski (46. – gradacja kar). Widzów: 600.


MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ccc - niezalogowany 2017-11-06 19:00:49

    Jasny gwint!!! 15 bramek Macka!!!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama