Reklama

Rybniku, szacunek! Mordęgi Przemyskich Niedźwiadków

Nie jest sztuką wygrać, kiedy wszystko się układa. Sztuką jest wygrać, kiedy – z własnej winy – idzie się pod wiatr, próbując przepędzić demony. A jeszcze większą sztuką jest wygrać mecz różnicą 20 punktów, kiedy rozgrywa się jedno z najsłabszych spotkań w sezonie. Kto wie, czy porównywalna feeria braw nie należy się ekipie z Rybnika, która przez 30 minut miała w dalekim poważaniu teoretyczną i praktyczną wyższość Przemyskich Niedźwiadków.

Ok, jest styczeń. Środek zimy. Trochę leniwy czas. Większość niedźwiedzi hołubi gawry, chrapiąc smacznie do czasu, kiedy z ziemi wydostanie się pierwszy pierwiosnek. Ale nie wszystkim niedźwiedziom dane jest spać… Dla Przemyskich Niedźwiadków to kolejny etap budowania dyspozycji, która od kwietnia winna być najwyższa. Tymczasem…

Tymczasem w drugim spotkaniu w nowym roku postanowiły sobie pokimać. To się zdarza i absolutnie nie ma co z tego faktu wyciągać daleko idących wniosków. Tym bardziej, że półgodzinny nawet uroczy inaczej, acz totalny, bałagan na parkiecie nie miał wpływu na odniesienie przez nich 15. zwycięstwa w sezonie.

Reklama

Błędów w spotkaniu z niezwykle ambitnym zespołem z Rybnika można im wytknąć wiele. Najpoważniejszym jest ten, że nie docenili przeciwnika. Nie reagowali na uciążliwą, wręcz upierdliwą niczym mucha, żywiołową grę gości w defensywie. Nie mieli pomysłu na opanowanie chaosu, w którym rybniczanie czuli się jak ryba w wodzie. Rzec można więcej: pozwolili sobie (i to najniebezpieczniejszy wniosek z tego pojedynku) narzucić dokuczliwy styl gry ekipy Jakuba Krakowczyka. Popełnili aż 25 strat. Pozwolili rywalowi rosnąć i bardzo szybko stać się absolutnie równorzędnym przeciwnikiem. Przez długie 30 minut gry.

Siłą woli Niedźwiadki przez finalną kwartą prowadziły 54:51. Wszystko jeszcze było możliwe… Było pod kilkoma warunkami. Przede wszystkim, jeśli goście potrafiliby utrzymać podobną intensywność gry. Po drugie: jeśli gospodarze wciąż hołdowaliby parkietowemu nieładowi. Na szczęście obraz gry uległ zmianie, a fundamentalny wpływ na to miał duet Rafał Serwański – Bartosz Bal. Ten pierwszy przejął rolę prowadzącego grę i wprowadził spokój w poczynania zespołu, ten drugi trafiał w ważnych momentach, dokładając do tego skuteczną grę w obronie. Zapisał na swoim koncie double-double, bo do 17 punktów dołożył 10 zbiórek. Rybniczanie w IV kwarcie zapisali na swoim koncie 4 punkty. Polegli, ale pozostawili po sobie naprawdę dobre wrażenie i sporo znaków zapytania na dalszą drogę dla Niedźwiadków.


Niedźwiadków, wśród których kibice nie zobaczyli na parkiecie lekko kontuzjowanych Jakuba Kucharskiego i Konrada Strzępka. Niedźwiadków, które niebawem będą jeszcze mocniejsze. W zespole pojawią się nowe twarze. Trzech, a być może czterech nowych zawodników, którzy z pewnością dodadzą sporej jakości i absolutnie zwiększą rotację w składzie. Na personalia przyjdzie jeszcze czas…

Reklama

 

 

Niedźwiadki Chemart Przemyśl – MKKS Rybnik 75:55 (22:13, 18:24, 14:14, 21:4)
Punkty: B. Bal 17 (1x3), R. Kulikowski 15, Ł. Uberna 12 (2x3), K. Majka 11 (1x3), R. Serwański 8, M. Puchalski 7, K. Complak 5 (1x3), M. Barszczak 0, B. Chalicki 0, W. Majka 0, R. Skubiński 0 (N); K. Wydra 18 (2x3), M. Krakowczyk 17 (3x3), I. Lewandowski 7 (1x3), A. Anduła 6, P. Kawczyński 4, M. Kosiorowski 3 (1x3), S. Kołowrot 0, T. Tomanek 0, A. Ścieszka 0 (MKKS).
Sędziowali: Łukasz Oleksy (Stalowa Wola) i Arkadiusz Szechyński (Przemyśl). Widzów: 400.


MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości