Sala Kamienicy Orsettich wypełniona była w ubiegły czwartek, 14 bm., po brzegi. Frekwencja dopisała, mimo że w tym samym czasie startowały piłkarskie mistrzostwa świata. Zebrani nie mogli jednak żałować, bo oprócz pasjonującej opowieści o Scytach na Podkarpaciu, jako pierwsi w Polsce mogli zobaczyć unikatową amforę znalezioną w Chotyńcu.
Spotkanie z prof. Sylwestrem Czopkiem stanowiło niewątpliwą gratkę dla miłośników historii. Opowieść o Scytach, przebiegu prac archeologicznych w Chotyńcu oraz planach na przyszłość była naprawdę interesująca.[paywall]
Wykład prof. Czopka znacząco poszerzył wiedzę słuchaczy o zeszłorocznej sensacji archeologicznej, jaką było potwierdzenie bytowania Scytów w grodzisku w Chotyńcu. Jak się okazuje, miejsce archeologom było dobrze znane, a jego zarys przedstawiały nawet XIX-wieczne mapy. Wcześniej sądzono jednak, że może to być obiekt wczesnośredniowieczny. Nikt się nie spodziewał, że może być o wiele starszy i okazać się najdalej wysuniętą na zachód siedzibą tego indoirańskiego ludu. O przynależności grodziska do tego kręgu kulturowego świadczą znajdowane tu licznie fragmenty ceramiki oraz charakterystyczne przedmioty z brązu, szpile i ozdoby. W trakcie wykopalisk natrafiono także na tzw. zolnik. To miejsce dużego nagromadzenia popiołów i zwierzęcych kości. Archeolodzy podejrzewają, że Scytowie gromadzili się w nim, by odbyć jakiś rytuał religijny lub realizować jakieś inne założenie społeczno-polityczne.
Co ciekawe, podczas żmudnych prac wykopaliskowych przebadano zaledwie skrawek terenu. Cała osada – okolona jeszcze niezbadanymi fragmentami wału – to około 40 hektarów. Naukowcy w zeszłym sezonie skupili się na 40 arach, z których przekopali zaledwie 10. Efektownych znalezisk jednak sporo. Oprócz wspomnianej ceramiki i przedmiotów metalowych na stanowisku znaleziono amforę do przechowywania wina. – Jest to jedyne takie naczynie w Polsce, a być może jedyne w całej Unii Europejskiej – mówił prof. Czopek. Oczywiście nie miał na myśli samej amfory, bo takowe w strefie oddziaływania kultury greckiej nie są rzadkością, chodziło raczej o fakt, że naczynie zostało powiązane jednoznacznie ze Scytami. Mieszkańcy Jarosałwia zrekonstruowaną amforę mogli podziwiać jako pierwsi. Choć archeolodzy mieli inne propozycje, zdecydowali, że powinna być pokazana najpierw w miejscu jej odnalezienia.
Jak informował prof. Czopek, w niedużej odległości od grodziska w Chotyńcu znaleziono wiele przedmiotów pochodzenia scytyjskiego. – Do tej pory interpretowano je jako wyroby importowane lub zdobyte w walce. Teraz takie hipotezy trzeba będzie zweryfikować – mówił archeolog. Zapowiedział jednocześnie, że prace wykopaliskowe na stanowisku w Chotyńcu będą kontynuowane. Już w sierpniu wystartuje kolejny sezon wykopalisk, a pozyskany grant gwarantuje, że prace będą kontynuowane przez 3 kolejne lata. – Już teraz znaleźliśmy fragmenty kolejnej amfory. Biorąc pod uwagę, że przeszukaliśmy zaledwie 25 procent terenu, należy się spodziewać, że w ziemi może być jeszcze 3, a nawet 5 podobnych naczyń – dywagował naukowiec.
Jednak zaplanowane 3 sezony wykopalisk to wciąż kropla w morzu potrzeb. Na razie naukowcy nie znaleźli jeszcze śladów jakiegokolwiek budownictwa w obrębie wałów, stąd nie mogą powiedzieć nic pewnego o funkcji grodziska. Nasyp, a w zasadzie jego resztki, też są ciekawe i wymagają zbadania. Naukowców nęci też obiekt oddalony od chotynieckich pozostałości o mniej więcej 2 kilometry. Jest to wyniesienie terenu, najprawdopodobniej wykonane ręką człowieka. Do tej pory podejrzewano, że to ślad średniowiecznego osadnictwa albo nasyp nieistniejącej już w tym miejscu cerkwi. Prof. Czopek powątpiewa jednak w słuszność tych hipotez. Sugeruje, że może to być scytyjski kurhan. – Kto wie, może ktoś znajdzie tam kiedyś szczątki mężczyzny, kobiety, jego skarby i pochówki niewolników – rozmarza się naukowiec.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze