Reklama

Sgraffito tańca

08/01/2020 15:33

W galerii „Zamek” czynna jest ciekawa wystawa malarstwa Mariczki Hrehorijczuk, która od 15 lat mieszka w Przemyślu. Autorka od zawsze zafascynowana była malarstwem, muzyką oraz tańcem i te trzy rodzaje sztuki przeplatają się w jej twórczości. Na wernisażu swojej wystawy Mariczka zatańczyła własną etiudę Odkrywanie kolorów, która nawiązywała do prezentowanych obrazów.

Podczas wernisażu powiedziałaś, że dotarłaś w swoim życiu do punktu, w którym trzy strumienie, czyli muzyka, malarstwo i taniec, zlały się i popłynęły jednym korytem. Opowiedz, jak to się stało.

– Wyrosłam we Lwowie, w pracowni mojego taty Petro Hrehorijczuka, który był malarzem. Tato studiował w Krakowie oraz w Warszawie u profesora Tadeusza Pruszkowskiego i kiedy malował, dawał mi kartkę papieru, żebym też malowała. Kiedy miałam sześć lat, chodziłam na balet, a potem poszłam do szkoły muzycznej, ale nauczycielka zobaczyła, że mam zdolności i namówiła rodziców, żeby[paywall] przenieśli mnie do dziesięcioletniej szkoły muzycznej dla dzieci uzdolnionych. W tym okresie pod okiem taty też cały czas malowałam. Kiedy kończyłam szkołę, byłam na rozdrożu, czy kształcić się w kierunku plastycznym, czy muzycznym. Wybrałam to drugie i skończyłam Lwowską Akademię Muzyczną. To był rok tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty trzeci.

Reklama

Ale nie porzuciłaś malowania?

– Nie. Chciałam je studiować. We Lwowie nie było wtedy Akademii Sztuk Pięknych, więc wzięłam swoje prace i poszłam do Ukraińskiego Instytutu Poligraficznego, gdzie też kształcili w rysunku i grafice. Popatrzyli na moje obrazy, pochwalili, ale powiedzieli, że skoro już skończyłam akademię muzyczną i mam zawód, to nie mogę dalej studiować. Nawet zaocznie, bo musiałabym pracować w tym zawodzie. W ten sposób nie skończyłam żadnych studiów malarskich, ale nie przestałam malować.

Reklama

A kiedy zaczęła się twoja przygoda z tańcem?

– Kiedy kończyłam szkołę muzyczną, młodsza siostra namówiła mnie, żebyśmy razem chodziły na tańce. Zawsze uwielbiałam balet i kiedy poszłam, wsiąkłam w taniec. Wtedy zaczęła się moja kariera taneczna. Jeździłam do Polski na kursy tańca, do Olsztyna, bo tam Wojciech Krzemieniecki i inni mistrzowie tańca prowadzili prestiżową szkołę tańca. Tam poznałam napływające z Zachodu nowinki. Nauka tańca była bardzo droga, więc zarabiałam malowaniem. Kiedyś wracałam do Lwowa i zabrakło mi pieniędzy na bilet, więc niewiele myśląc, poszłam na przemyski bazar na stadionie i za pieniądze malowałam ludziom portrety. Potem częściej zaczęłam przyjeżdżać do Przemyśla, żeby zarabiać malowaniem i mieć pieniądze na stroje i naukę tańca. W końcu razem z partnerem zostaliśmy mistrzami Ukrainy w tańcach latynoamerykańskich. Później uzyskałam licencję sędziego i pracowałam jako nauczyciel, ale ostatecznie zwyciężyło malarstwo.

Reklama

Podobno przez malarstwo poznałaś też swojego męża?

– Kiedyś siedziałam ze sztalugami na rogu Franciszkańskiej i pewien pan zainteresował się tym, co maluję. Zaczęliśmy rozmawiać i dzisiaj jesteśmy małżeństwem.

Dziękuję za rozmowę.


JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama