W ubiegłym tygodniu powrócił na łamy ŻP temat budowy wodnego placu zabaw na osiedlu Witosa w Jarosławiu. Inwestycja planowana przez miasto rozpaliła emocje szczególnie mieszkańców bloku nr 11, w sąsiedztwie którego miała być zlokalizowana. Słowo „miała” jest tu jak najbardziej zasadne. Czwartkowe (20 marca) spotkanie w tej sprawie przedstawicieli władz spółdzielni i władz miasta z protestującymi wobec lokalizacji atrakcji na osiedlu nie przyniosło konsensusu. Mieszkańcy dopięli swego. Zapadła decyzja o rezygnacji z usytuowania wodnego placu zabaw w tym miejscu.
Osiedlowy wodny plac zabaw miasto planowało wybudować na terenie os. Witosa przy współpracy ze Spółdzielnią Mieszkaniową w Jarosławiu. Teren pod realizację inwestycji został wybrany spośród tych przez nią wskazanych. 17 lutego na sesji rady miasta na projekt tego przedsięwzięcia udało się znaleźć radnym pieniądze w budżecie. Wówczas nie sądzono jeszcze, że opór społeczny w sprawie jej lokalizacji będzie tak duży, choć już wtedy niektórzy radni przekazywali obawy ze strony mieszkańców bloku nr 11 (atrakcja miałaby się znajdować w sąsiedztwie tego budynku). Ci, kiedy tylko dowiedzieli się o planach, postanowili przeciwdziałać pomysłowi, wyrażając swój sprzeciw i angażując w sprawę lokalne media, w tym naszą redakcję. Od początku zaznaczali, że protestują nie tyle wobec samej inwestycji, co jej niefortunnej lokalizacji.
– Czujemy się pominięci, decyzje zapadły za naszymi plecami – podkreślali w rozmowie z nami. Jak zaznaczali, inwestycja zaplanowana została w miejscu boiska, które jest użytkowane niemal przez cały rok przez młodzież i które kilka lat temu zostało odnowione. Ich obawy budził też spodziewany hałas, który w okresie letnim generować może sąsiedztwo wodnego placu zabaw, a także problemy parkingowe. Wyraz swoich obaw dali w piśmie złożonym do burmistrza miasta Jarosławia, Rady Miasta Jarosławia (jako że miejski samorząd jest inwestorem zadania) i prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej w Jarosławiu. Widniały na nim podpisy około 80 osób.
Decydujące w tej sprawie miało się okazać ubiegłotygodniowe spotkanie w Spółdzielczym Domu Kultury „Ikar” (20 marca), na które zaproszono wszystkich mieszkańców osiedla Witosa. Pojawili się jednak głównie ci najbardziej zainteresowani, czyli mieszkający w bloku nr 11, a więc przeciwni inwestycji w zaproponowanej lokalizacji[paywall].
Ze strony Spółdzielni Miejskiej w Jarosławiu na spotkaniu głos zabierali prezes tejże Adam Pikuła oraz przewodniczący Rady Nadzorczej Jacek Hołub (który występował również jednocześnie jako mieszkaniec bloku nr 16 na os. Witosa). Ten ostatni przytoczył treść uchwały intencyjnej, którą jednogłośnie rada nadzorcza spółdzielni podjęła w sprawie wodnego placu zabaw, przypominając, że użycza ona teren miastu i nie będzie ponosić kosztów w związku realizacją inwestycji i jej utrzymaniem. Władze miasta reprezentowali burmistrz Marcin Nazarewicz i przewodniczący Rady Miasta Jarosławia Piotr Kozak. Przybyli też niektórzy radni.
Na spotkaniu próbowano przybliżyć mieszkańcom zamiary, prezentując między innymi efekt inwestycji w postaci wodnego placu zabaw, jaki powstał na os. Tysiąclecia w Katowicach. Ten argument niespecjalnie jednak przekonał zgromadzonych na sali.
– Owszem, to faktycznie jest osiedlowy wodny plac zabaw, ale od jego infrastruktury dzieli najbliższy blok las drzew i odległości na pewno nie są tożsame z tymi, jakie zaproponowane są na naszym osiedlu – skomentowała już po spotkaniu jedna z mieszkanek.
Przewodniczący rady miasta P. Kozak, przekonywał, że wodne place zabaw funkcjonują tylko w okresie lata, kiedy temperatury sprzyjają korzystaniu z tego typu atrakcji. Nie są więc obciążeniem przez cały rok. Podkreślał też korzyści dla mieszkańców wynikające ze współpracy lokalnego samorządu ze spółdzielnią.
– Po wielu latach został wyznaczony kierunek tej współpracy – mówił.
Zaznaczył jednocześnie, że w proponowanej lokalizacji wodny plac zabaw wcale nie musi powstać, co spotkało się z pozytywną reakcją zgromadzonych.
– Nikt nie będzie na siłę tworzył czegoś, czego społeczność lokalna nie będzie akceptować. Pamiętajmy jednak, że mówimy o obiekcie osiedlowym, duży wodny plac zabaw powstać może w innym miejscu, takim chociażby jak bulwary – uściślał.
Emocje momentami brały górę, co jakiś czas studził je prezes spółdzielni A. Pikuła. Jak podkreślił, w miejscu, w którym jest obecnie boisko, a które miałoby się stać lokalizacją wodnego placu zabaw, z powodzeniem mógłby stanąć blok. – Nigdy bym się na to nie zdecydował, ale bierzcie to państwo pod uwagę – mówił. Prosił też o dostrzeżenie potrzeb rodzin z dziećmi. – Takie inwestycje mogą sprawić, że nie będą uciekały z osiedla. Chyba nie chcemy być miastem sanatoryjnym – argumentował. Jeden z mieszkańców, odnosząc się do tej kwestii, zauważył, że argumentem mogącym zatrzymać rodziny w mieście jest rynek pracy, a nie tego typu inwestycje.
Burmistrz M. Nazarewicz, odnosząc się do pytań, dlaczego takiej inwestycji nie ulokować na bulwarach, wyjaśniał, że wynika to z zastrzeżenia, iż środki zewnętrzne, jakie otrzymało miasto na tę inwestycję, nie mogą dotyczyć obszaru Natura 2000, a rzeka San i nabrzeże rzeki do niego należą. – Obawialiśmy się, czy Wody Polskie dadzą nam zgodę na to, by taką inwestycję tam ulokować – mówił.
– Nie chcieliśmy z tych funduszy rezygnować i zdecydowaliśmy się znaleźć inną lokalizację w mieście. Propozycja spółdzielni w tym zakresie wydała się nam ciekawa. Co do bulwarów, chcielibyśmy, by powstał tam wodny plac zabaw na większą skalę, ale musimy na taką inwestycję znaleźć środki, co których nie będzie ryzyka utraty dofinansowania ze względu na obostrzenia – artykułował.
Reklama
Z sali padł głos jednego z mieszkańców, że nawet skromna osiedlowa inwestycja, dająca najmłodszym możliwość schłodzenia się w upalne dni, będzie ściągać w sezonie rodziców z dziećmi z innych okolic. A to rodzić będzie problemy parkingowe.
– Jeżeli obawiacie się państwo wzmożonego zainteresowania inwestycją ze strony mieszkańców miasta, to zapewne będzie ono chwilowe – odpowiadał prezes A. Pikuła.
Jeden z rodziców podniósł, iż inwestycja jest adresowana do maluchów i będzie przynosiła korzyść przez 2 miesiące w roku, a boisko, kosztem którego powstanie, użytkowane jest od marca do listopada. Co więcej nie wymaga przechodzenia przez ulice, co ma znaczenie dla bezpieczeństwa dzieci.
– Pamiętam sytuację sprzed 10 lat, państwo też protestowaliście przeciwko takiemu rozwiązaniu, a dzisiaj go bronicie – ripostował A. Pikuła.
Inny z mieszkańców wyraził z kolei obawy, że przez tę część roku, kiedy wodny plac zabaw nie będzie działał, miejsce to zamieni się w wielką imprezownię i będzie ściągać młodzież z okolicy. Włodarz miasta M. Nazarewicz na gorąco przedstawił koncepcję pozwalającą na nieingerowanie w boisko, przy wykorzystaniu terenów zielonych osiedla.
Argumenty władz i przedstawicieli spółdzielni oraz zapewnienia, że hałasy docierające z wodnego placu zabaw izolować ma ściana zieleni, nie przekonały przybyłych mieszkańców. Przypomnieli, że kiedy spółdzielnia zabierała pod parking część osiedlowego placu zabaw, nie martwiono się o dzieci i ich potrzeby.
– Nie mamy łatwego zadania, musimy patrzeć na interes ogółu, rozstrzygając różne problemy – odpierał zarzuty prezes A. Pikuła.
Burmistrz M. Nazarewicz podał zgromadzonym szczegóły dotyczące finansowania inwestycji (pisaliśmy o nich w poprzednich materiałach). Jako że na sali nie padły żadne głosy „za” proponowaną lokalizacją obiektu, podkreślił, że przy braku woli ze strony mieszkańców temat nie będzie kontynuowany i wodny plac zabaw na osiedlu Witosa nie powstanie.
– Wskażemy w dokumentacji inny teren, bo do końca maja zobligowani jesteśmy przedłożyć ostateczną decyzję do urzędu wojewódzkiego – zwrócił się do zgromadzonych na sali.
Reklama
W odpowiedzi na nasze pytanie o ostateczną decyzję miasta w tej sprawie, włodarz miasta oficjalnie potwierdził, że wodny plac zabaw będzie usytuowany w innym miejscu. W chwili obecnej trwają ustalenia w tej kwestii. Brane są pod uwagę cztery lokalizacje, wszystkie na miejskich działkach.
Podobne stanowisko przedstawił już po spotkaniu prezes spółdzielni A. Pikuła: – Wycofujemy się z projektu. Stanowisko to musi jednak podjąć zarząd spółdzielni, a następnie rada nadzorcza. Będę rekomendował i zarządowi, i radzie, by z przedsięwzięcia zrezygnować. Boleję nad tym, ale decyzja mieszkańców jest jednoznaczna. Zdecydowali mieszkańcy bloku nr 11, którzy pojawili się na spotkaniu, a jak mówi powiedzenie – nieobecni nie mają prawa głosu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze