Ulica Bukowa choć graniczy z Cichą, to cicha wcale nie jest. Wszystko przez spór o parkowanie samochodów.
Ta historia pokazuje, jak pewien stan rzeczy, który trwa od wielu lat, może się nagle zmienić. Mieszkańcy, którzy sprzeciwiają się zakazowi zatrzymywania, twierdzą, że przez dziesiątki lat parkowali samochody na ulicy przy swoich posesjach i nigdy nikomu to nie przeszkadzało. I nawet, jeśli pojawiał się problem z przejazdem, wystarczyło poprosić o przestawienie auta.
Innego zdania jest małżeństwo, które zwróciło się o ustawienie znaku zakazu. Twierdzą oni, że [paywall]ich prośby o usunięcie jakiegoś auta nie przynosiły efektu.
Tematowi temu było poświęcone ostatnie zebranie mieszkańców tego osiedla. – To już stało się nie do zniesienia – mówiła zwolenniczka wprowadzenia zakazu, argumentując, że od trzech lat próbuje od pewnych osób wyegzekwować, aby nie utrudniały przejazdu.
Atmosfera na spotkaniu szybko stała się bardzo gęsta. Małżeństwo było jedynymi osobami, które opowiadają się za zakazem. Pozostali byli zbulwersowani tym, że prezydent zgodził się na jego postawienie. – Jeżeli mamy samorząd, mamy radę osiedla, to dlaczego miasto podejmuje decyzje bez udziału mieszkańców? Co to jakaś wolna amerykanka jest? Albo jest samorząd, albo nie ma samorządu – mówił jeden z nich.
Na zebranie zaproszono również funkcjonariuszy policji, straży miejskiej. Był także pracownik wydziału komunikacji urzędu miejskiego. Nikt z nich nie był jednak kompetentny, żeby odpowiedzieć dlaczego Komisja ds. bezpieczeństwa i organizacji ruchu drogowego wyraziła pozytywną opinię na temat ustawienia znaku. Policja i straż miejska poinformowały jedynie, że nie otrzymali żadnego zgłoszenia w sprawie tamowania ruchu na ulicy Bukowej – ani telefonicznie, ani za pomocą Mapy Zagrożeń i Bezpieczeństwa.
– Po interwencji jednej z mieszkanek ulicy Bukowej, prezydent po zaciągnięciu opinii Komisji do spraw bezpieczeństwa i organizacji ruchu drogowego, zdecydował o ustawieniu znaku „zakaz zatrzymywania się”. Przesłanka do takiego rozwiązania jest prosta – jest to droga publiczna i musi być przejezdna. Niestety bardzo często zdarzało się, że parkujące na niej samochody uniemożliwiały przejazd innych pojazdów, w tym ratunkowych. Nawet w trakcie prowadzonego w ubiegłym roku przez Zakład Robót Drogowych remontu ulicy, zdarzały się przypadki, kiedy nie było możliwe dostarczenie materiałów do prowadzenia prac – mówi Witold Wołczyk, rzecznik Urzędu Miejskiego w Przemyślu.
Jak mówi, znak ma się pojawić się dopiero od 1 grudnia, aby dać mieszkańcom czas na przygotowanie się do zmian.
Ci jednak nie zamierzają się godzić z postanowieniem prezydenta. Wystosowali już pisemny sprzeciw, twierdząc, że decyzja zapadła za ich plecami. Argumentują, że nie chodzi tylko o nich samych, ale także ich rodzin i znajomych, którzy przyjadą w odwiedziny, dostawców paczek i przesyłek pocztowych oraz materiałów budowlanych, a także lekarzy i pielęgniarek na wizytach domowych.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Na każdej dzielnicy zawsze trafi się jedna męda
Małżeństwo zgodnie z prawem domaga się przejezdności przez drogę publiczną nagminnie blokowaną przez polskie warcholstwo, a tymczasem gazetka życie podkarpackie robi im medialne wyrzuty sumienia. Macie tam w tej gazetce choć jednego dziennikarza(?)
Pewnie że powinien być zakaz macie posesję to czego blokujecie
Dlaczego tacy ludzie istnieją? Albo zatruwają życie mieszkańcom całego bloku, albo całej ulicy jak w tym przypadku... Całkowicie aspołeczne typy. Takie patologiczne jednostki powinny się wynieść w bieszczady i mieszkać w środku lasu, choć i tam pewnie coś by im przeszkadzało...
Na każdej dzielnicy zawsze trafi się jedna męda
Małżeństwo zgodnie z prawem domaga się przejezdności przez drogę publiczną nagminnie blokowaną przez polskie warcholstwo, a tymczasem gazetka życie podkarpackie robi im medialne wyrzuty sumienia. Macie tam w tej gazetce choć jednego dziennikarza(?)
Pewnie że powinien być zakaz macie posesję to czego blokujecie