Reklama

Sposób na uciążliwe towarzystwo

17/08/2019 07:48

Lato w pełni, więc należy wykorzystać ten czas na wypoczynek. Jedni lecą do Egiptu, żeby pławić się w basenie, gdzie woda ma kolor turkusowy, inni wolą zapach wędzonego dorsza nad Bałtykiem. Są też tacy, którzy preferują spokój i ciszę na łonie natury, tak jak pan Stanisław, który kilka lat temu kupił działkę nad Lubaczówką i postawił na niej letni domek, w którym spędza całe lato. Wokół zapach sosny, ptaszki świergolą, maliny dojrzewają, do ludzi daleko. Jednym słowem żyć, nie umierać. Niestety w czerwcu sielanka się skończyła.

Którejś soboty Stanisław zobaczył za płotem auto, którym przyjechało jakieś młode towarzystwo. Po prostu wypatrzyli miejscówkę i trzydzieści metrów od jego działki rozłożyli biwak. Stanisław krzywym okiem patrzył, jak rozkładają namiot i rozpalają ognisko, jednak niewiele miał do powiedzenia, gdyż to nie był jego teren. Najgorsze przyszło w nocy. Najpierw z bezprzewodowych głośników musiał słuchać disco polo, a potem towarzystwo dało popis wokalny. Kiedy młodzi kolejny raz zaczęli wyć „hej sokoły”, Stanisław przykrył głowę poduszką, ale w końcu nie wytrzymał i poszedł im zwrócić uwagę. Efekt był taki, że usłyszał przekleństwa i groźby. Wrócił roztrzęsiony i zadzwonił na policję. Nie był to najlepszy pomysł, gdyż patrol nie mogąc tam trafić w nocy, przyjechał dopiero przed południem następnego dnia, kiedy towarzystwo zza płotu już się wyniosło. Policjanci pooglądali niedogaszone ognisko, puste butelki, puszki po piwie i rozłożyli bezradnie ręce, tłumacząc, że nie są w stanie upilnować spokoju na takim odludziu. Następnej soboty sytuacja się powtórzyła, z tym że skład towarzystwa był trochę inny, ale spać się przy nich też nie dało. Wtedy Stanisław, obawiając się, że sytuacja się powtórzy, postanowił bronić swojej oazy spokoju i na weekend zaprosił znajomego, emerytowanego policjanta, który jest też myśliwym.

Najpierw Stanisław wymyślił, żeby w poprzek dojazdowej dróżki wykopać rów, ale znajomy znający przepisy wytłumaczył mu, że to jest naruszenie prawa i zaproponował coś innego. Obaj pojechali do miasta i kupili chemiczny środek na odstraszanie dzików. Po powrocie rozlali cuchnący płyn w miejscu, gdzie biwakowało towarzystwo i czekali na efekt. Po południu przyjechało auto i jak zwykle rozbawieni biwakowicze zaczęli wyciągać z bagażnika swój sprzęt. Wtedy poczuli smród. Chodzili wokół, ale cuchnęło całe miejsce nadające się do biwakowania. Podejrzewając, że to sprawka właściciela działki, zaczęli wygrażać w jego kierunku, ale widząc dwóch mężczyzn wychodzących z domku, odpuścili i pojechali szukać lepszego miejsca.
jot podpis
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama