To był najlepszy sezon SRS Czuwaju Przemyśl od czterech lat, czyli od wywalczenia awansu do PGNiG Superligi piłki ręcznej mężczyzn. 39 zdobytych punktów i 19 odniesionych zwycięstw to jeden z lepszych bilansów w historii klubu. W ostatnim w sezonie spotkaniu (20 maja br.) podopieczni Piotra Kroczka minimalnie przegrali w Końskich, ale… nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przegrała także Olimpia Piekary Śląskie, a to oznacza, że sezon 2016 – 2017 SRS Czuwaj zakończył na 2. miejscu! Mistrzem została ekipa MKS Kalisz.
Zarówno przemyślanie jak i ekipa z Końskich miała o co walczyć. SRS Czuwaj o 2. miejsce w tabeli, KSSPR Końskie o 4. A że czuwajowcom nigdy w tym 20-tysięcznym miasteczku w województwie świętokrzyskim nie grało się łatwo, zapowiadał się ciekawy mecz. I tak było w rzeczywistości. Gościom do zdobycia tytułu wicemistrzowskiego wystarczał remis. Nie udało się im zdobyć tego punktu, ale znaleźli[paywall] sprzymierzeńców w ekipie Siódemki Miedzi Legnica, która wygrała w Piekarach Śląskich z Olimpią i przemyski zespół pozostał na 2. miejscu w tabeli na koniec rozgrywek.
Ogromny wpływ na postawę obu drużyn i finalny rezultat miały „wybryki” radomskich arbitrów. To, co wyprawiali, budziło grozę, ale i potężne zniesmaczenie. Mimo tego w I połowie na parkiecie rządzili przemyślanie, gorąco dopingowani przez kilkunastoosobową grupę kibiców. Mimo tego, że już w 13. min (!) radomscy arbitrzy odesłali do szatni Pawła Kubika, który zarobił trzecią 2-minutową karę i dostał czerwoną kartkę. Inauguracyjne trafienie było dziełem Tomasza Biernata. W 8. min po bramce z rzutu karnego Piotr Rutkowskiego miejscowi wyszli na pierwsze prowadzenie 4:3. Tę sztukę w tej odsłonie udało się im powtórzyć tylko raz. Od 19. min zaczęła uwidaczniać się większa dojrzałość i kultura gry wicelidera. W 23. min Paweł Stołowski wyprowadził przemyślan na 8:11, a trzy bramki przewagi utrzymywały się jeszcze w 28. min (9:12), kiedy nie pomylił się T. Biernat. Szkoda, że takie przewagi nie udało się utrzymać do antraktu…
Po przerwie przez kwadrans było identycznie jak w I połowie. Warunki dyktowali goście, choć w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że mieli mecz pod kontrolą. W 46. min, po trafieniu Macieja Kubisztala było 15:16. Wówczas kilka gospodarskich gwizdków sprawiło, że ekipa Michała Przybylskiego złapała wiatr w żagle. Przemyślanie, niestety, stanęli i przyglądali się falowym atakom rywali. Ci w ciągu 5 minut rzucili 6 bramek z rzędu i w 51. min wygrywali już 21:16. Wydawało się, że czuwajowcy po takiej zapaści już się nie podniosą. A jednak! W 54. min, kiedy trafił Mateusz Kroczek, było „tylko” 22:20. I prawdopodobnie gdyby nie bardzo doświadczony Przemysław Matyjasik, który wziął na siebie odpowiedzialność za zdobywanie bramek, koniecczanie ugięliby się przed pogonią gości. Ten jednak trafił dwa razy z rzędu, swoje dołożył Piotr Gasin i na 3 minuty przed końcem wydawało się, że już wszystko jest jasne. Było 25:21. Ale przyjezdni podjęli jeszcze jedną próbę zmiany scenariusza. Trafili raz, potem drugi i na 70 sekund przed syreną zrobiło się 25:23. W kolejnej akcji przechwycili piłkę i znowu pokonali Wnuka! Na pół minuty przed finałem przegrywali jedną bramką – 25:24. Gospodarze byli jednak przy piłce i nie dali sobie jej już wyrwać.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Pieknie