Reklama

Stare dobre czasy

16/08/2022 08:03

Wieczorem, po skwarnym dniu, na podwórku starej kamienicy spotkało się kilku znajomych. Ktoś poczłapał do sklepu, przyniósł parę puszek piwa i zaczęły się kombatanckie rozmowy o tym, jak to kiedyś było. – Pamiętacie, ile na naszej ulicy było met, gdzie gorzałkę kupowaliśmy.? Towarzystwo uruchomiło nieco przymgloną pamięć i zaczęło się liczenie. Pod piątką byli ścigani. Dalej, pod siódemką, taka jedna na drugim piętrze sprzedawała, ale tylko na wynos. Po podsumowaniu wyszło, że na ulicy, wcale nie takiej długiej, po nieparzystej stronie było przynajmniej pięć melin. – Nie ma, czego żałować. Dzisiaj w każdym sklepie bez kolejki kupisz małpkę. Nawet w nocy, tylko dalej trzeba iść – podsumował któryś z panów.

– Ja najbardziej pamiętam bazar na stadionie Polonii – zaczął opowieść inny. – Co ja się tam nabiegałem. Nie żebym trenował jakieś sporty, tylko biegałem, bawiąc się w łapanego z tajniakami albo z tymi od celników, co to ubrani na czarno jak jacyś antyterroryści wpadali i robili nalot. Najważniejsze było, żeby nie dać się złapać z jakimś trefnym fantem.

Kiedy byłem czysty, to dla draki dawałem nura w tłum i udawałem, że uciekam, a potem dawałem się złapać. Kiedy pytali, czemu uciekałem, odpowiadałem, że się bardzo spieszyłem do toalety, a że byłem czysty, to mogli mi naskoczyć. Tak ich wnerwiłem, że się na mnie uwzięli. Na to też miałem sposób. Miałem kilku znajomych straganiarzy, u których w każdej chwili mogłem zostawić trefne fanty. Później musiałem im za to coś odpalić, ale per saldo się opłacało.

Reklama

Raz mi się nie udało, bo jeden ze straganiarzy mnie wsypał. Psy deptały mi po piętach i musiałem zostawić u niego pięć wagonów (kartonów – przyp.aut.) papierosów. Zamiast dobrze schować fajki, wepchnął je pod stragan i znaleźli. Widocznie dobrze musieli go nastraszyć, bo wskazał na mnie. Byłem trochę napity, więc jak mnie zwijali, trochę im nabluzgałem. Parę pał dostałem, kajdanki i przesiedziałem na dołku czterdzieści osiem. Potem skułem mordę temu, co mnie sypnął. Poskarżył się i wlepili mi za to sześć miesięcy.

Akurat jesień i zimę odsiedziałem i na wiosnę już znowu byłem na bazarze. Nie narzekałem, to były niezłe czasy, a teraz co? Nuda, panie, nuda – frazą z kultowego „Rejsu” kombatant zakończył opowieść, na co inni pokiwali głowami ze zrozumieniem. 


Jot.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama