Już dawno nikt nie widział, żeby w dwóch oknach na parterze kamienicy numer 23 przy ulicy Okrzei po zmroku paliło się światło. Nie znaczy to jednak, że tam nikt nie mieszka. Po prostu jedyny lokator tego mieszkania, pan Rysio, mówi, że prąd nie jest mu do niczego potrzebny.
W okolicy znają go z widzenia, bo trudno nie zwrócić uwagi na charakterystyczną postać. Długie, mocno przerzedzone siwe włosy i taka sama długa broda. Od lat ten sam prochowiec, który już dawno stracił barwę, do tego wyszmelcowana teczka. Pan Rysio, pytany o wiek, długo myśli i wreszcie odpowiada: – Dwudziesty piąty rocznik jestem. Czyli ma równo dziewięćdziesiąt lat. Od lat żyje samotnie i jakoś do tej pory dawał sobie radę, ale ostatnio bardzo pogorszyło mu się z pamięcią. Fachowo proces ten nazywa się demencją starczą. Na przykład w pobliskim sklepie kupował bułki na cały tydzień. Za moment zapominał i znowu przychodził po bułki. Latem właściciel baru, który funkcjonuje na zapleczu kamienicy, pozwalał mu przesiadywać w ogródku, czasem poczęstował herbatą, ale teraz woli nie wpuszczać Rysia do wnętrza, żeby nie odstręczał klientów, bo Rysio, tak jak fryzjera, unika też wody i mydła. 16 września pan Rysio zapodział gdzieś klucze i nie mógł się dostać do domu. Wtedy strażnicy miejscy odwieźli go do Schroniska dla Bezdomnych im. św. Brata Alberta i załatwili pracowników Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej, którzy wymienili zamek i staruszek mógł wrócić do domu.
Na próżno pukać do drzwi z zaśniedziałą mosiężną wizytówką, bo pan Rysio bardzo słabo słyszy, więc kiedy jest w domu, nie zamyka drzwi i można wchodzić bez pukania. W przedpokoju panuje półmrok i smród taki, że nos urywa. Pod ścianami w powiązanych reklamówkach piętrzą się śmieci, ale to jeszcze nic, bo w kuchni sterta foliowych opakowań i butelek po kefirze ma ponad metr. Podłoga[paywall] lepka i czarna od brudu. Naprawdę w tych warunkach trudno żyć. Nie lepiej jest w pokoju, który Rysio nazywa sypialnią. Na podwójnym łóżku piętrzy się sterta szmat nieokreślonej barwy. Trudno sobie wyobrazić, co będzie, jak przyjdą chłody, bo lokator od dawna nie używa pieca ani kuchni. Żeby porozmawiać z gospodarzem, trzeba głośno krzyczeć mu do ucha. Pytany o rodzinę, opowiada, że na Bakończycach mieszka jego starsza siostra, ale nie zdaje sobie sprawy z tego, że kobieta od dawna nie żyje. Mówi, że ma emeryturę i nie potrzebuje żadnej pomocy.

fot.Jacek Szwic
Góry śmieci, które zgromadził w kuchni, mają już ponad metr.
– Osobom samotnym, które z powodu wieku, choroby lub innych przyczyn wymagają pomocy innych osób, a są jej pozbawione, przysługuje pomoc w formie usług opiekuńczych
– usłyszeliśmy w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Znana jest tam sytuacja dziewięćdziesięcioletniego Rysia. Od kilku dni codziennie odwiedza go opiekunka, ale staruszek nie pozwala niczego posprzątać ani wyrzucić. Pan Rysio nie należy do łatwych podopiecznych. Najlepszym rozwiązaniem byłby stały pobyt w Domu Opieki Społecznej. Niestety tu piętrzą się bariery administracyjne, bo pan Rysio kategorycznie nie chce o tym słyszeć. Do sądu już trafił wniosek o umieszczenie go w trybie prawie przymusowym w domu opieki i teraz trzeba czekać na decyzję sądu, co zwykle trwa nawet do trzech miesięcy. Tu pojawia się następny problem. Sąd zazwyczaj żąda opinii psychiatry, a w Przemyślu Narodowy Fundusz Zdrowia nie opłaca psychiatrom wizyt domowych i koło niemocy się zamyka. Może jednak uda się pokonać administracyjne bariery i najbliższą zimę pan Rysio spędzi w godnych warunkach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.opieka sie interesowala, ale Pan Rysio opieki nie chcial, twierdzil ze niczego nie potrzebuje
A co na to opieka spoleczna?
opieka sie interesowala, ale Pan Rysio opieki nie chcial, twierdzil ze niczego nie potrzebuje