Bez choćby punktu zakończyły spotkania 7. kolejki III-ligowych mistrzowskich zmagań zespoły z naszego regionu. I choć mierzyły się z teoretycznie łatwiejszymi rywalami niż ostatnio bywało, potwierdziła się powiedzenie, że mecz meczowi nie jest równy.
Obie nasze ekipy rywalizowały z rezerwami zespołów z ekstraklasy i I ligi. KS Wiązownica z drugą drużyną kieleckiej Korony, Pogoń-Sokół Lubaczów z drugim zespołem Wisły Kraków. Pojedynki z takimi teamami zawsze obarczone są pewnym ryzykiem. Zawsze rezerwy mogą zostać wzmocnione piłkarzami z pierwszej drużyny, a wówczas rywalizacja zupełnie zmienia charakter. KS Wiązownica poniosła cztery porażki z rzędu i mecz z młodymi kielczanami miał być na przełamanie. Nieważne było, iż Korona II po sześciu kolejkach była wyżej notowana… Ekipa Walerija Sokołenki nie przełamała się. Popełniła takie same błędy jak w kilku poprzednich potyczkach i po raz piąty zeszła z murawy pokonana. Bramkę na wagę trzech punktów goście zdobyli w czwartej minucie doliczonego czasu gry. Coś z „tym” trzeba zrobić! Beniaminek z Lubaczowa przegrał bardziej zdecydowanie pod Wawelem. To było niezwykle efektowne, pełne bramek spotkanie. Padło ich aż 10, więc wynik był bardziej hokejowy niż piłkarski. Wynik, który może sugerować wyrównaną walkę, ale tak nie było. Przewaga rezerw „Białej Gwiazdy” była zdecydowana. Cieszyć może ofensywna odwaga lubaczowian, bić na alarm musi ich postawa w defensywie. Tracili bramki zbyt często i zbyt łatwo.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze