Reklama

Syndrom kolonializmu czy budowanie nowego patriotyzmu?

02/06/2022 06:35

Władimir Putin, rozpoczynając agresję na Ukrainę, ogłosił, że jest to „operacja specjalna”, mająca na celu oczyszczenie tego kraju z nazizmu, w tym z jego szczególnej odmiany zwanej banderyzmem. Absurdalność takiego uzasadnienia jest nad wyraz widoczna.

Wojna bowiem toczy się we wschodnich, na ogół rosyjskojęzycznych, obwodach. A z badań socjologicznych wynika, że tamtejsza ludność, w zdecydowanej większości, nawet nie wie, kim był współtwórca ukraińskiego nacjonalizmu Stepan Bandera. Tamtejsza ludność dotychczas nie prezentowała tendencji skrajnie antyrosyjskich, a o wstąpieniu Ukrainy do NATO nawet nie chciała słyszeć.

O co więc tak naprawdę chodzi Putinowi?

O odbudowę imperium rosyjskiego w granicach jak najbardziej zbliżonych do dawnego ZSRR. Pierwszym etapem w zamierzeniach Moskwy miało być takie zrujnowanie ukraińskiej gospodarki, aby Ukraińcy doszli do przekonania, że bez ścisłej współpracy energetycznej z Rosją nie mogą funkcjonować jako państwo.

W drugim zaś utwierdzenie ich w tym, że język i kultura rosyjska jest ich językiem i kulturą, i tylko ona daje awans i satysfakcję intelektualną, bo przecież ukraińska kultura to tylko folklor. Po takich działaniach Ukraińcy mieli dojść do wniosku, że są jedynie grupą etnograficzną, a pod względem narodowym są Rosjanami.

Putin nie krył się z takim programem, przeciwnie – ogłosił go publicznie 12 lipca ubiegłego roku, w słynnym artykule pt. „O historycznej jedności Rosjan i Ukraińców”. Aby jak najszerzej rozpowszechnić taki pogląd, tekst artykułu zamieścił na oficjalnej stronie internetowej urzędu prezydenckiego (www.kremlin.ru).

Reklama

Wybrali inną drogę niż ich ojcowie

Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa wciąż utwierdzała go w przekonaniu, że wkraczające na ukraińskie terytorium wojska rosyjskie zostaną przywitane kwiatami. Już w pierwszym dniu wojny okazało się inaczej. Rosyjscy „wyzwoliciele” zostali powitani nie kwiatami, ale butelkami z koktajlem Mołotowa, a operująca tam ukraińska armia dała przykład niezwykłego męstwa i zdecydowanej walki o zachowanie własnej państwowości.

Było to dla Moskwy pełne zaskoczenie. Putin i Rosjanie do dziś prawdopodobnie nie mogą zrozumieć, jak to się stało, że rusyfikowani i sowietyzowani przez dziesiątki lat potomkowie sowieckiego aparatu władzy, dzieci i wnukowie byłych funkcjonariuszy partii komunistycznej, korpusu oficerskiego oraz radzieckich służb specjalnych nie chcą powrotu do rosyjskiej „macierzy”? I to nie chcą ci ze wschodnich obwodów, nawet ci rosyjskojęzyczni.

Reklama

Synowie „kolaborantów” wybrali inną drogę niż ich ojcowie. Przez ostatnie 30 lat niepodległej Ukrainy wrośli w ziemię ojczystą, tam się urodzili, w niepodległym państwie ukraińskim zaczęli upatrywać swoją i swoich dzieci przyszłość. Zdecydowanie pokazali, że chcą zachowania niepodległego bytu swego państwa i są nawet gotowi za jego wolność ginąć.

Władimir Putin, kreujący się na męża opatrznościowego, a nawet na historyka, nie wyciągnął wniosków z lekcji historii powszechnej. Być może nie uważał, gdy w szkole przerabiano materiał o niepodległości Stanów Zjednoczonych i innych krajów Ameryki Północnej i Południowej. Gdyby opanował przerabiany wówczas materiał, wiedziałby, że dzieci „kolonistów” nie zawsze chcą kontynuować działalność swych przodków.

Walki o niepodległość Stanów Zjednoczonych nie rozpoczęli Indianie, ale właśnie synowie „kolaborantów”, biali mieszkańcy kolonii brytyjskiej. Ich ojcowie i dziadowie byli urzędnikami, plantatorami oraz oficerami armii i floty brytyjskiej. Podobnie było podczas walk niepodległościowych w Meksyku i w innych koloniach hiszpańskich oraz portugalskich.

Reklama

Narodziny narodu

Narodziny narodu wiążą się nie z „kontynuacją kolonialnego dobrobytu”, ale wynikają z sentymentu do ziemi, na której się urodziliśmy, na której żyjemy i z której historią się utożsamiamy.

Obecnie Ukraińcy, walcząc przeciwko rosyjskiemu agresorowi, stają się rzeczywistym narodem, bo sami codzienną walką tworzą historię ojczystą.

Dobitnie podkreślił to 22 maja w ukraińskim parlamencie prezydent RP Andrzej Duda, stwierdzając: „Tylko Ukraina ma prawo decydować o swojej przyszłości”. A to, że Putin chciałby inaczej, nie ma dla suwerennego narodu żadnego znaczenia.


Stanisław Stępień
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama