Władimir Putin, rozpoczynając agresję na Ukrainę, ogłosił, że jest to „operacja specjalna”, mająca na celu oczyszczenie tego kraju z nazizmu, w tym z jego szczególnej odmiany zwanej banderyzmem. Absurdalność takiego uzasadnienia jest nad wyraz widoczna.
Wojna bowiem toczy się we wschodnich, na ogół rosyjskojęzycznych, obwodach. A z badań socjologicznych wynika, że tamtejsza ludność, w zdecydowanej większości, nawet nie wie, kim był współtwórca ukraińskiego nacjonalizmu Stepan Bandera. Tamtejsza ludność dotychczas nie prezentowała tendencji skrajnie antyrosyjskich, a o wstąpieniu Ukrainy do NATO nawet nie chciała słyszeć.
O odbudowę imperium rosyjskiego w granicach jak najbardziej zbliżonych do dawnego ZSRR. Pierwszym etapem w zamierzeniach Moskwy miało być takie zrujnowanie ukraińskiej gospodarki, aby Ukraińcy doszli do przekonania, że bez ścisłej współpracy energetycznej z Rosją nie mogą funkcjonować jako państwo.
W drugim zaś utwierdzenie ich w tym, że język i kultura rosyjska jest ich językiem i kulturą, i tylko ona daje awans i satysfakcję intelektualną, bo przecież ukraińska kultura to tylko folklor. Po takich działaniach Ukraińcy mieli dojść do wniosku, że są jedynie grupą etnograficzną, a pod względem narodowym są Rosjanami.
Putin nie krył się z takim programem, przeciwnie – ogłosił go publicznie 12 lipca ubiegłego roku, w słynnym artykule pt. „O historycznej jedności Rosjan i Ukraińców”. Aby jak najszerzej rozpowszechnić taki pogląd, tekst artykułu zamieścił na oficjalnej stronie internetowej urzędu prezydenckiego (www.kremlin.ru).
Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa wciąż utwierdzała go w przekonaniu, że wkraczające na ukraińskie terytorium wojska rosyjskie zostaną przywitane kwiatami. Już w pierwszym dniu wojny okazało się inaczej. Rosyjscy „wyzwoliciele” zostali powitani nie kwiatami, ale butelkami z koktajlem Mołotowa, a operująca tam ukraińska armia dała przykład niezwykłego męstwa i zdecydowanej walki o zachowanie własnej państwowości.
Było to dla Moskwy pełne zaskoczenie. Putin i Rosjanie do dziś prawdopodobnie nie mogą zrozumieć, jak to się stało, że rusyfikowani i sowietyzowani przez dziesiątki lat potomkowie sowieckiego aparatu władzy, dzieci i wnukowie byłych funkcjonariuszy partii komunistycznej, korpusu oficerskiego oraz radzieckich służb specjalnych nie chcą powrotu do rosyjskiej „macierzy”? I to nie chcą ci ze wschodnich obwodów, nawet ci rosyjskojęzyczni.
Synowie „kolaborantów” wybrali inną drogę niż ich ojcowie. Przez ostatnie 30 lat niepodległej Ukrainy wrośli w ziemię ojczystą, tam się urodzili, w niepodległym państwie ukraińskim zaczęli upatrywać swoją i swoich dzieci przyszłość. Zdecydowanie pokazali, że chcą zachowania niepodległego bytu swego państwa i są nawet gotowi za jego wolność ginąć.
Władimir Putin, kreujący się na męża opatrznościowego, a nawet na historyka, nie wyciągnął wniosków z lekcji historii powszechnej. Być może nie uważał, gdy w szkole przerabiano materiał o niepodległości Stanów Zjednoczonych i innych krajów Ameryki Północnej i Południowej. Gdyby opanował przerabiany wówczas materiał, wiedziałby, że dzieci „kolonistów” nie zawsze chcą kontynuować działalność swych przodków.
Walki o niepodległość Stanów Zjednoczonych nie rozpoczęli Indianie, ale właśnie synowie „kolaborantów”, biali mieszkańcy kolonii brytyjskiej. Ich ojcowie i dziadowie byli urzędnikami, plantatorami oraz oficerami armii i floty brytyjskiej. Podobnie było podczas walk niepodległościowych w Meksyku i w innych koloniach hiszpańskich oraz portugalskich.
Narodziny narodu wiążą się nie z „kontynuacją kolonialnego dobrobytu”, ale wynikają z sentymentu do ziemi, na której się urodziliśmy, na której żyjemy i z której historią się utożsamiamy.
Obecnie Ukraińcy, walcząc przeciwko rosyjskiemu agresorowi, stają się rzeczywistym narodem, bo sami codzienną walką tworzą historię ojczystą.
Dobitnie podkreślił to 22 maja w ukraińskim parlamencie prezydent RP Andrzej Duda, stwierdzając: „Tylko Ukraina ma prawo decydować o swojej przyszłości”. A to, że Putin chciałby inaczej, nie ma dla suwerennego narodu żadnego znaczenia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze