– Dzieci, które otrzymały szczepionkę w szóstym tygodniu, częściej umierały na tak zwaną nagłą śmierć łóżeczkową niż dzieci, którym podano ją w czwartym miesiącu – mówiła Justyna Socha, wiceprezes zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach STOP NOP .W miniony czwartek, 18 maja, gościła ona na spotkaniu otwartym w biurze poselskim Wojciecha Bakuna (Kukiz’15).
J. Socha przypomniała, że zarówno przepisy krajowe, jak i międzynarodowe gwarantują każdemu prawo do świadomej zgody na zabieg medyczny. – Są orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, które wskazują, że obowiązek szczepień jest sprzeczny z artykułem ósmym Konwencji o Prawach Człowieka, czyli prawem do poszanowania życia prywatnego – mówiła.
STOP NOP postuluje również, aby nie podawać szczepionek wysokoskojarzonych. Ich stosowanie sprawia, że w razie powikłań trudno określić, która je spowodowała. – W efekcie te powikłania nie są rejestrowane dla danej szczepionki i nie można monitorować ich bezpieczeństwa. Można powiedzieć, że jest to jeden wielki eksperyment – stwierdziła wiceprezes stowarzyszenia.
J. Socha twierdzi, że lekarze opowiadający się przeciwko szczepieniom często są szykanowani przez środowisko lekarskie, w tym izby lekarskie. Podała przykład m.in. Elżbiety Dąbrowskiej, która w lokalnej wielkopolskiej gazecie wypowiedziała się krytycznie o szczepieniach przeciw grypie. – Wielkopolska Izba Lekarska skierowała ją na badania psychiatryczne. Niestety rok później doktor Dąbrowska zmarła – mówiła J. Socha.
Przyznała jednak, że szczepionki mają wpływ na zmniejszenie zachorowalności. – Problem w tym, że jeśli dziecko otrzymuje dużo szczepionek naraz, staje się podatne na inne choroby – powiedziała. Radziła, żeby stosować szczepionki w mniejszych dawkach i w późniejszym wieku. – Warto się zastanowić, czy wszystkie szczepionki są potrzebne naszemu dziecku. Trzeba wiedzieć, że nie ma badań, które zupełnie wykluczyłyby ryzyko – mówiła.
Zaznaczyła, że już kobieta w ciąży może zrobić badania pod kątem wadliwości genu odpowiedzialnego za autyzm – szczepionka bowiem może go aktywować.
– Decyzja o szczepieniu jest bardzo trudna, ale to rodzice, jako opiekunowie dziecka, powinni mieć prawo do jej podjęcia – podkreślała J. Socha. – Temat nie jest łatwy. Lekarze przyznają, że powikłania mogą mieć związek ze szczepionką, ale żaden z nich nie da tego na piśmie, bo nie chce mieć problemów z sanepidem – dodała.
Krytycznie odniosła się także do szczepionek przeciw HPV, które mają zmniejszać ryzyko zachorowań na raka szyjki macicy. – Problem w tym, że ta szczepionka jest stosowana dopiero 10 lat. W Danii, w Japonii, w Stanach obserwowane są ciężkie powikłania. Nie ma żadnej gwarancji, że ta szczepionka może zapobiec rakowi szyjki macicy, bo ona jest przeciwko wirusowi brodawczaka, który jest jednym z czynników ryzyka raka, a tych czynników jest znacznie więcej. W Skandynawii nikt nie umiera na tego raka tylko dzięki cytologii, czyli wczesnemu wykryciu – mówiła.
Podawała, że wśród powikłań u kilkunastoletnich dziewcząt pojawia się m.in. menopauza. Zaznaczyła, że jednym z najskuteczniejszych sposobów profilaktyki są częste badania oraz wierność jednemu partnerowi.

fot.BR
Spotkanie w biurze poselskim Wojciecha Bakuna (na pierwszym planie) zgromadziło kilkanaście osób.
W Polsce dzieci podlegają obowiązkowym szczepieniom przeciwko kilku chorobom, m.in. gruźlicy, tężcowi, odrze, śwince, czy różyczce. Niedopełnienie tego wymogu przez rodziców wiąże się z konsekwencjami. Jak zapewnia dyrektor wojewódzkiego sanepidu Adam Sidor, na Podkarpaciu nie stosuje się tak drastycznych środków jak próba pozbawienia praw rodzicielskich. Nakładana jest grzywna, której wysokość uzależniona jest od liczby brakujących szczepień. W przypadku braku jednego szczepienia kara finansowa wynosi 200 zł, przy braku kilku – 400 zł,
a w sytuacji uchylania się od wszystkich szczepień – 700 zł. – Celem nałożonej grzywny jest przede wszystkim przymuszenie rodziców do wykonania obowiązku zaszczepienia dziecka. Jeżeli dziecko zostanie zaszczepione, grzywna jest umarzana – wyjaśnia.
W naszym województwie są powiaty, w których w ogóle nie ma takich postępowań. Do nich należy miasto Przemyśl.
Ogółem w tym roku na Podkarpaciu wydano 30 postanowień o nałożeniu grzywny. W całym ubiegłym było ich 69 i opiewały na kwotę 26,6 tys. zł. Z kolei w 2015 r. nałożono 108 grzywien na łączną kwotę 47,6 tys. zł. W rzeczywistości ściągnięto jednak mniejsze kwoty: w 2015 r. – 5,8 tys. zł, w 2016 r. – 5,7 tys. W br. Nie wyegzekwowano jeszcze żadnej grzywny.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze