Reklama

Szczypta lokalnej historii, odrobina feminizmu i zielarskie receptury. O tym, jak powstała „Aptekarka”, rozmawiamy z Magdą Skubisz

Kto zna wcześniejszą twórczość literacką przemyślanki Magdy Skubisz, może być zaskoczony. Autorka, o której zrobiło się głośno za sprawą cyklu powieści o licealistach, tym razem przenosi czytelników do XIX wieku. W „Aptekarce” – najnowszej literackiej propozycji pisarki, którą czyta się jak Sienkiewicza – odnajdziemy sporo wątków regionalnych, m.in. odniesienia do rodu Tyszkowskich, których rodzinna kaplica znajduje się na Kalwarii Pacławskiej. Jest też o ziołach i ich leczniczej mocy, której autorka doświadczyła na sobie. Soczysta, historyczno-obyczajowa opowieść to dopiero początek sagi.

Niewiele brakowało, a „Aptekarka” by przepadła, a wszystko przez ograniczoną żywotność pamięci pendrive’ów... Podobno bezpowrotnie straciłaś 123 strony książki i nie było sposobu, by je odzyskać?

– Tak całą treść woziłam ze sobą zapisaną na pendrivie. Podróżowałam między domem a pracą i tak po prostu było wygodnie. Pewnego dnia włożyłam pendrive do komputera i okazało się, że cała zawartość przepadła. Zostałam z niczym, bo urządzenie ma określoną liczbę cykli i po wyczerpaniu limitu, po prostu przestaje działać. Informatycy uznali, że tekst jest nie do odzyskania. Pisałam więc od nowa, od 14 strony, bo jedynie tyle miałam na pulpicie komputera.

Do tej pory specjalizowałaś się w literaturze młodzieżowej. Masz na koncie 4 powieści o licealistach („LO Story”, „Dżus&Dżin”, „Chałturnik”, „Master” – przyp. aut.), które wywołały sporo kontrowersji. Teraz sięgnęłaś po zupełnie niewspółczesne inspiracje, a rośliny to w twojej książce równie ważni bohaterowie co ludzie.

Reklama

– Chciałam napisać coś zupełnie innego niż do tej pory. Sama książka powstała trochę przypadkiem. Na pewnym etapie swojego życia, w latach 2016 – 2017, zaczęłam uczęszczać na kurs zielarski w Krośnie. Powodem była moja choroba autoimmunologiczna, nazywana też chorobą perfekcjonistów. Będąc instruktorem kulturalno-oświatowym w wojsku, dodatkowo zajmowałam się między innymi graniem chałtur, o których zresztą pisałam w poprzednich książkach. Przez wiele lat prowadziłam więc bardzo niehigieniczny i wyczerpujący tryb życia, co odbiło się na moim zdrowiu. W pewnym momencie stanęłam przed decyzją o włączeniu leczenia sterydami. Mając już doświadczenie z tą metodą, wiedziałam, że to broń obusieczna. Zdecydowałam się więc na dietę i terapię ziołami, która miała być kuracją uzupełniającą. Na kursie zielarskim, prowadzonym przez dra Henryka Różańskiego – specjalistę od fitoterapii, zaświtało mi w głowie, że posiłkując się wiedzą zielarską, można by napisać świetną książkę. Ta moja fascynacja ziołami i medycyną ludową znalazła ujście w „Aptekarce”. Moimi konsultantami byli nie tylko zielarze, ale także zaprzyjaźnieni farmaceuci, jak Paweł Kogut i Justyna Geleta, którym serdecznie dziękuję za kreatywne podejście do XIX-wiecznej fitofarmakologii.

No właśnie. Główna bohaterka, Katja, wiedzę o ziołach czerpała od przybranego ojca, Batki, od którego odebrała feministyczne wychowanie. Potrafi z nimi rozmawiać, jak nikt inny zna ich właściwości. Jak powiedziałaś, postać Batki inspirowana jest trochę osobą franciszkanina, zielarza ojca Klimuszki... Natomiast historia głównej, wyrazistej bohaterki Katji, także oparta jest na losach autentycznej postaci.

Reklama

– Tak, zielarstwo to była moja pierwsza inspiracja. Wtedy zaplanowałam już, że główną bohaterką będzie panna apteczna, czyli tytułowa aptekarka. Wiedziałam, że moja postać nie może żyć współcześnie, bo zajmuje się medycyną ludową. Przez przypadek mój sąsiad, Janusz Dedio, który pasjonuje się historią naszego regionu, opowiedział mi o Tyszkowskich. Dzieje jednej z najbogatszych rodzin galicyjskich, z majątkiem obejmującym obszar ok. 7 tys. hektarów, leżącym na terenie od Arłamowa po Birczę, skradły moje serce. Spadkobiercą tych ziem finalnie została Polska Akademia Umiejętności, a bracia[paywall] Antoni i Józef Tyszkowscy stali się dla mnie inspiracją. Na główne miejsce akcji powieści wybrałam wieś Jamna Górna, opierając się na opracowaniu historycznym Jadwigi Turczyńskiej, poświęconym tej miejscowości. Szperając w archiwach i materiałach źródłowych, natrafiłam na „Wspomnienia z Birczańskiego” Jana Porembalskiego, który zanotował, że Antoni Tyszkowski miał z dziewczyną z Jamnej – czyli swoją włościanką – troje dzieci i że Bircza straciła przywilej bycia miastem powiatowym „za sprawą najpierwszej w okolicy rodziny Tyszkowskich”. I tak dotarłam do ówczesnego konfliktu sąsiadujących ze sobą rodów Tyszkowskich i Kowalskich, którego podłożem uczyniłam swoją tytułową bohaterkę.

I tu pojawia się postać głównej bohaterki, której historia oparta jest na losach pochodzącej z Jamnej Katarzyny Podoły.

Reklama

– Pod koniec pracy nad książką historyk Bieszczadów, Maciej Augustyn, podesłał mi drzewo genealogiczne „dziewczyny z Jamnej”. Z dokumentu wynikało, jak moja bohaterka ma imię i nazwisko, gdzie się urodziła i kim byli jej przodkowie. Nie pochodziła wprawdzie z Birczy, ale na potrzeby fabuły „zatrudniłam” ją we dworze Kowalskich. Katja to kobieta znająca swoją wartość i umiejętności, co ratuje ją przed konformizmem i sprawia, że nie musi podporządkowywać się ówczesnym zasadom obowiązującym płeć piękną.

Chcąc wykazać się należytą rzetelnością, sięgnęłaś do licznych źródeł historycznych, wiele zrobiłaś, by sprawnie posługiwać się językiem dostosowanym do czasów, w których toczy się akcja powieści. Wykonałaś kawał roboty.

Reklama

– Przygotowania zajęły mi prawie 2 lata. Natomiast samą książkę napisałam w niecały rok. To był akurat czas pandemii, więc przestałam uczyć w realu i przestawiłam się na zajęcia online, które zaoszczędziły mi mnóstwo czasu. By móc posługiwać się językiem stylizowanym na XIX wiek, przeczytałam mnóstwo materiałów, ale ducha tej epoki odczułam dopiero przy XIX-wiecznych lekturach. Wspierała mnie pani Agata Pilawa z przemyskiej biblioteki, która podsunęła mi książki Łozińskiego, Kraszewskiego a nade wszystko Zygmunta Kaczkowskiego. Kaczkowski był o tyle wyjątkowy, że nie tylko pisał o Galicji, ale nawet dzierżawił od Tyszkowskich wieś Pakoszówkę. Ogromnym wsparciem, jeśli chodzi o stronę językową, był też dla mnie literaturoznawca dr Jan Musiał, a wcześniej prof. Andrzej Juszczyk, z którym obecnie gram w zespole muzycznym. Specjalne podziękowania należą się również Agnieszce Bobowskiej-Hryniewicz z Archiwum Państwowego w Przemyślu.

To dopiero pierwsza część losów Katji i jej relacji z dziedzicem Tyszkowskim. Czym zaskoczy Magda Skubisz w kolejnych częściach? Wątek romansowy nabierze rumieńców?

Reklama

– Druga część sagi jest już gotowa i ukaże się w październiku. Nie chcę zdradzać szczegółów.

Honorarium z pierwszego tysiąca sprzedanych egzemplarzy postanowiłaś przeznaczyć na pomoc dla Ukrainy. Piękny gest...

– To wyraz mojej wewnętrznej, emocjonalnej potrzeby. Zresztą przykład poszedł z góry, bo wydawca „Aptekarki”, Media Rodzina, przekazał około 700 tys. zł na pomoc uchodźcom. Myślę, że moja książka poniekąd pokazuje, że my – Polacy i Ukraińcy - zawsze żyliśmy razem. W XIX wieku katolicy i grekokatolicy na terenach opisanych w „Aptekarce” stanowili przykład harmonijnej koegzystencji. Jadwiga Turczyńska w swoim opracowaniu wspomina np. wydarzenie z 1836 r., kiedy to Austriacy zamknęli kościół katolicki w Rybotyczach. Od tego czasu, przez kolejne 30 lat, wszyscy katolicy uczęszczali do cerkwi, brali w niej śluby, chrzcili dzieci i żegnali zmarłych. Gdy w 1910 r. spłonęła cerkiew, tym razem grekokatolicy na 12 lat „przenieśli się” do kościoła katolickiego. Mieszane małżeństwa były normą, także wśród szlachty, a z nich rodziły się dzieci, które nierzadko chrzcili razem grekokatolicki i polski ksiądz. Żona Adama Kowalskiego, właściciela Birczy, i matka jego czworga dzieci, Ludwika z Nahlików, Kowalska, była córką parocha. Ostatni z rodu Tyszkowskich, Paweł, to także mieszana krew.

Reklama

Dziękuję za rozmowę.

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 


fot.Urszula Gielo
KONKURS Dla naszych Czytelników mamy dwa, jeszcze ciepłe egzemplarze „Aptekarki” pióra przemyskiej autorki Magdy Skubisz. By je otrzymać, wystarczy zadzwonić do naszej redakcji w piątek, 1 lipca, o g. 13 (tel. 16 6702200 w. 10). Zapraszamy do zabawy!


ug
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama