Być może nie wszyscy wiedzą, że pałac jednego z najsłynniejszych w polskiej historii rodu Czartoryskich w Sienawie przez wiele lat był prawdziwym muzeum. Przez kilka tygodni po wybuchu II wojny światowej także „kryjówką” bezcennych dzieł sztuki. To tam przed hitlerowcami ukrywane były m.in. obrazy Leonarda da Vinci, Rafaela Santi czy Rembrandta. Tam także urywa się ślad po „Szkatule Królewskiej”, zawierającej m.in. skarby noszone przez królów Polski.
15 września 1939 r. do Sieniawy wkroczyły wojska niemieckie. Po trzech dniach okazało się, że skrytka w oficynie pałacowej, w której znajdowały się drogocenne przedmioty, została splądrowana. Zrabowana został m.in. antyczna biżuterię i wspomniana „Szkatuła Królewska”. Podobno istnienie skrytki zdradził hitlerowcom młynarz o nazwisku Sauer. Niemcy zadowolili się przedmiotami, które w ich mniemaniu miały największą wartość, natomiast wzgardzili obrazami. Do dzisiaj opowiadana jest historia, że ponoć „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci miała leżeć sponiewierana na ziemi, z odciskiem wojskowego buta...[paywall]
Znakomity materiał o wydarzeniach z tamtych lat, ale także o późniejszych losach skarbów rodu Czartoryskich pojawił się na największym regionalnym portalu historycznym www.podkarpackahistoria.pl. Jego autorem jest Szymon Jakubowski.
Był sierpień 1939 r. Czartoryscy w obliczu zbliżającej się kolejnej wojny podjęli decyzję o ewakuacji z Krakowa najcenniejszych eksponatów. Eksponaty postanowiono ukryć właśnie w pałacu w Sieniawie. Nie po raz pierwszy. W sieniawskich murach skrywane były już sto lat wcześniej, po powstaniu listopadowym, m.in. bezcenne obrazy wielkich światowych malarzy. Jak choćby tzw. Wielka Trójka: „Portret młodzieńca” Rafaela Santi, „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci i „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta van Rijna. To była chluba kolekcji Czartoryskich. Obrazy przetrwały do wybuchu II wojny światowej, unikając m.in. konfiskaty przez władze carskie, próby sprzedaży, gdy ród Czartoryskich na emigracji znalazł się w ciężkiej sytuacji finansowej, a także zniszczenia w czasie I wojny światowej. Po wielu perypetiach przez praktycznie cały okres międzywojenny „Wielka Trójka” cieszyła oczy miłośników sztuki w krakowskim Muzeum Książąt Czartoryskich.

fot.Mariusz Godos
W południowej części kościoła parafialnego pw. Wniebowzięcia NMP w Sieniawie spoczywają prochy 22 członków rodu książąt Czartoryskich. W tym m.in. Izabeli z Flemingów Czartoryskiej (1746 – 1835), żony Adama Czartoryskiego, zasłużonej dla polskiej kultury, która była założycielką słynnej kolekcji dzieł sztuki.
W ślad za wojskami niemieckimi wkraczały grupy zajmujące się „zabezpieczaniem”, czyli w rzeczywistości rabowaniem na rzecz III Rzeszy Niemieckiej co cenniejszych przedmiotów. Tak i było w przypadku pałacu w Sieniawie. Skrzynia z „Wielką Trójką” trafiła najpierw do Jarosławia, następnie – na polecenie Kajetana Mühlmanna (nazistowski polityk, austriacki historyk sztuki), odpowiedzialnego za grabież dzieł sztuki – do Krakowa i dalej do Berlina.
Po latach – dzięki ogromnemu zaangażowaniu prof. Karola Estreichera – dzieła da Vinci i Rembrandta odnalazły się i wróciły do Polski. „Portret młodzieńca” nie. Od ponad 80 lat jest jednym z najbardziej poszukiwanych obrazów na świecie. Jego teoretyczna wartość szacowana jest na kilkaset milionów dolarów.
„(...) W swoim czasie kursowała wersja, że obraz spłonął w podczas alianckiego nalotu na Berlin. Obecnie ta wersja uznawana jest za niewiarygodną, być może nawet specjalnie wymyśloną dla utrudnienia poszukiwań. Najczęściej przyjmuje się hipotezę, że obraz został w ewakuacyjnym chaosie skradziony przez niższych rangą funkcjonariuszy hitlerowskiego aparatu i wraz z wieloma innymi cennymi przedmiotami trafił na czarny rynek dzieł sztuki, gdzie znajduje się do dzisiaj. Są tacy, co twierdzą, że polskie władze świetnie wiedzą, gdzie on jest, sprawa rozbija się jednak o konieczność zapłacenia zań bajońskiej sumy (...)” – napisał Sz. Jakubowski.
Szkatuła powstała najprawdopodobniej ok. 1800 r. Była wykonana z hebanowego drewna, ornamentowana, okuta złoceniami i wysadzana szlachetnymi i półszlachetnymi kamieniami. Skrzynia miała wymiary 49x34x27 cm. W jej wnętrzu znajdowały się cztery szuflady z przegrodami, obite zielonym aksamitem. Na wierzchu i bokach szkatuły znajdował się napis: „Pamiątki polskie zebrała Izabela Czartoryska roku 1800. Zrobił Jannasch w Warszawie”.
Był to wyjątkowy zbiór, cennych zarówno pod względem materialnym, jak i historycznym pamiątek głównie po polskich królach i królowych. Były w niej przedmioty użytkowe, biżuteria, miniatury, zegarki i inne rzeczy będące niegdyś w posiadaniu rodzimych koronowanych głów.
„(...) O ile możemy się jeszcze łudzić, że odzyskamy kiedyś chociażby „Portret młodzieńca”, o tyle nadzieje na odnalezienie „Szkatuły Królewskiej” są bliskie zeru. W przeciwieństwie do dzieł sztuki z kolekcji Czartoryskich nie padła ona ofiarą planowej grabieży ze strony hitlerowców, lecz kosztowności zostały najprawdopodobniej rozgrabione przez zwykłych żołnierzy, dla których największą wartość miał kruszec, z którego były owe przedmioty wykonane. Wątpliwe nawet, by długo po kradzieży była w całości. Najpewniej rabusie podzielili się przedmiotami i jak już – to w prywatnych kolekcjach – natrafimy być może tylko na jej fragmenty (...)” – dywaguje we wspomnianym materiale Sz. Jakubowski.
O tym, że same władze niemieckie nie wiedziały o losie szkatuły, świadczy chociażby sporządzony przez nich w kwietniu 1940 r. „Tymczasowy Spis Zaginionych Przedmiotów Pochodzących z Muzeum Czartoryskich”, gdzie szkatuła znajduje się na pierwszym miejscu listy z adnotacją: „Zrabowana w Sieniawie we wrześniu 1939”.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.A teraz tak pałac, jak i park są zamknięte...:((
A teraz tak pałac, jak i park są zamknięte...:((