Reklama

Szkody wyrządzane przez dziką zwierzynę. Temat ciągle gorący

08/04/2016 12:00

Szkody wyrządzane przez zwierzynę łowną były głównym tematem poruszonym podczas posiedzenia rady powiatowej Podkarpackiej Izby Rolniczej w Przemyślu. – Dzików jest więcej, od kiedy na polach jest więcej kukurydzy – mówili myśliwi. – Siejemy to, co się opłaca – odpowiadali rolnicy.

Rolnicy i myśliwi w jednym byli zgodni: skuteczne działanie wymaga zaangażowania obydwu stron. – Nigdy nie będzie tak, że myśliwy przypilnuje rolnikowi każdą uprawę. Odszkodowanie nigdy nie będzie w pełni pokrywać strat – wyjaśniał Jerzy Karpierz, prezes klubu łowieckiego „Ponowa”.

Jako główną przyczynę myśliwi wskazywali zwiększoną powierzchnię upraw kukurydzy. – To nie może być bez wpływu na to, że populacja dzików znajduje doskonałe warunki. Niektóre watahy już nie bytują w lesie[paywall], gdzie żeru mają dużo mniej, tylko cały sezon żyją w kilkudziesięciohektarowych łanach kukurydzy – mówił J. Karpierz. – Trudno z drugiej strony nakazać rolnikowi, żeby nie uprawiał tego, co mu się najbardziej opłaca. Ale takie są realia – zaznaczył.

Reklama

 

My z rolnictwa żyjemy

– Wini się nas, że tyle kukurydzy uprawiamy, ale szkody są w trawach, grządkach, pszenicach, we wszystkich uprawach. Nawet w miastach – ripostowała Magdalena Małachowska. – Cały czas koła łowieckie mówią, że wychodzą naprzeciw, że chcą współpracy z rolnikami. Ja jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby jakiekolwiek koło łowieckie organizowało spotkanie z rolnikami w celu ustalenia jakiejś współpracy – mówiła.

– My z rolnictwa żyjemy, z tego utrzymujemy rodziny, z tego płacimy różnego rodzaju daniny państwowe. Natomiast przynależność do koła łowieckiego nie jest pracą ani obowiązkiem, nie czerpiecie z tego pożytku takiego, że inaczej rodziny nie wyżywicie – mówił rolnik Dariusz Małachowski.

Reklama

– Owszem, kukurydzy jest dużo więcej niż w latach poprzednich, ale to nie my decydujemy, co się nam opłaca, tylko pseudoglobalizm. My mamy tyle do gadania, co Żyd za okupacji. Musimy funkcjonować w takich ramach, jakie mamy – podkreślił.

Przewodniczący rady powiatowej Zbigniew Bojko mówił, że rolnicy pytają o pastucha elektrycznego, czyli specjalne ogrodzenie. – Jaki obowiązek leży po stronie rolnika, a jaki po stronie koła łowieckiego? – próbował uzyskać klarowną odpowiedź. Wyjaśniając tę kwestię łowczy koła „Ponowa” Krzysztof Fabian mówił, że miejsce pod pastucha musi być przygotowane przez rolnika. Również rolnik powinien go doglądać.

W dyskusji zauważono, że nie ma jednak ustanowionych standardów w tej kwestii, każde koło postępuje indywidualnie. Z. Bojko wskazał, że w gminach należy przeprowadzić spotkania rolników z przedstawicielami kół łowieckich, które działają na ich terenie, aby uzgodnić standardy postępowania.

Reklama

 

Będzie nowa ustawa

Podczas obrad poruszono również temat przygotowywanej ustawy w sprawie odszkodowań za straty wyrządzane przez zwierzynę łowną. Nie do końca zadowalają one myśliwych. – Skarb Państwa przejmie wycenę i wypłatę odszkodowań. Fundusz przygotowany na wypłatę odszkodowań będzie gromadzony poprzez wpłaty z kół łowieckich. Może to spowodować w niedługim czasie położenie kół łowieckich pod względem finansowym na łopatki. Będziemy mieć wtedy wylane dziecko z kąpielą – opowiadał J. Karpierz.

Szacuje on, że „Ponowa” będzie musiała płacić 125 tys. zł rocznie, bez względu na to, jakiej wysokości szkody wyrządzi dzika zwierzyna na obszarze działania tego koła.

Reklama

Rolnicy uznali jednak, że „ustawa ma więcej plusów niż minusów”. – Zanosi się na dobre zmiany. Procedowany w sejmie projekt jest dobry – powiedział Marian Szczepański z zarządu Podkarpackiej Izby Rolniczej.

Mimo zaproszeń, na powiatową radę Podkarpackiej Izby Rolniczej nie przyszedł żaden poseł ani senator.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama