Zastanawiając się nad działalnością izby, jaką jest rada miasta, można by pomyśleć, że poza pracami stricte urzędowymi, samorządowcy mają jeszcze inne zadanie, a mianowicie bywanie. Radni powinni bywać (i bywają) na miejskich uroczystościach i imprezach kulturalnych. Ich pojawienie się, w oczach wielu, podnosi rangę wydarzenia. Bez wątpienia w minione wakacje było gdzie bywać i co promować. Ostatnie miesiące obfitowały w wydarzenia kulturalne. Jarosławianie mieli do wyboru różnorodne atrakcje, z których mogli korzystać. Mogli, ale czy korzystali?
No właśnie. Wydarzenia kulturalne zawsze mają swoich entuzjastów, jednak wielu z nich, nie kryje rozczarowania i ma wiele uwag do organizatorów. Komentowane jest to, że kolejny rok z rzędu dzieje się praktycznie to samo. Nie jest źle, ale czy oznacza to, że jest dobrze? Niektórzy bywalcy wydarzeń kulturalnych jeszcze podczas ich trwania sugerują konkretne zmiany. Najtrafniejszą w mojej opinii była sugestia młodego człowieka oglądającego inaugurację Jarmarku Jarosławskiego. Zwrócił on uwagę, że na imprezie brakuje młodych ludzi. Zapytany, co zrobić, by na jarmark przyciągnąć młodzież, odpowiedział pytaniem: „A czy młodzieży jarmarki i dawne czasy kojarzą się z Wilhelmem Orsettim, czy z Wiedźminem i światem fantasy?”. Ta uwaga skłoniła mnie do przeprowadzenia nieformalnej sondy wśród nastolatków, która potwierdziła uwagi spotkanego na wydarzeniu jarosławianina. Młodzi w wielu wydarzeniach nie odnajdują niczego dla siebie. Projekcje JOKiS są dla nich nieinteresujące, powtarzalność atrakcji budzi niechęć. Chcą czegoś dla siebie i o sobie. Cieszą się na silent disco, ale żałują się, że mają się bawić w wyznaczonej strefie, pod czujnym okiem gapiów. Podoba im się idea projekcji prezentacji multimedialnych na murach Bramy Krakowskiej, ale poruszana tematyka i sposób przekazu ich nudzą. – Nie ma tego czegoś, nie ma pomysłu – tak brzmi ich komentarz.
Na jednej z ostatnich sesji rady miasta padło pytanie, czy w Jarosławiu potrzeba aż tylu instytucji kulturalnych i kosztownych wydarzeń. Nie tak dawno doszło do fuzji dwóch spółek miejskich, niekoniecznie związanych ze sobą podobną działalnością, tymczasem instytucji kultury jest kilka, nic nie wiadomo o ich połączeniu, podobnie jak o kalendarzu imprez. Oczywiście nie chodzi o to, by wydarzeń kulturalnych było mniej, a o to by były organizowane w oparciu o realne preferencje mieszkańców. Ich (oraz niektórych radnych) nieformalnym postulatem nie jest odcięcie ludzi od sztuki. Wręcz przeciwnie – chodzi o to, by sztuka nie była sztuką dla sztuki samej w sobie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze