Reklama

Tablica, która wyszła bokiem, czyli Stowarzyszenie Miłośników Jarosławia w tarapatach

06/06/2021 17:17

Stowarzyszenie Miłośników Jarosławia powstało w 1935 roku i od tego czasu, z krótką przerwą na okres wojny i kształtowania się nowego powojennego ładu, krzewi historię miasta, publikuje opracowania naukowe, organizuje wydarzenia kulturalne. Teraz byt stowarzyszenia stoi pod znakiem zapytania. Zostało bowiem odcięte od dostępu do pieniędzy z budżetu miasta, a wszystko przez spór o tablice tablicę poświęconą Jerzemu Hordyńskiemu.

Problemy Stowarzyszenia Miłośników Jarosławia z ratuszem rozpoczęły się w 2016 roku. Mniej więcej wtedy ówczesny prezes stowarzyszenia Dariusz Jasiewicz wyszedł z inicjatywą, by uhonorować wybitnego poetę rodem z Jarosławia – Jerzego Hordyńskiego – tablicą pamiątkową.

Wic polegał na tym, że tablica miała zawisnąć w[paywall] Rzymie, gdzie artysta spędził przeszło dwie dekady swojego życia. Wtedy też dość niespodziewanie nastąpiła zmiana we władzach SMJ. D. Jasiewicz z funkcji zrezygnował, a schedę po nim, a także pomysł tablicy w Rzymie, przejął Tadeusz Słowik.

– Wtedy myśleliśmy, że to my będziemy o wszystkim decydować – mówi o procedurze poświęcenia Hordyńskiemu tablicy T. Słowik, który na stanowisku prezesa przetrwał do dziś.

Tablica, która wyszła bokiem

Reklama

Jak wynika z jego relacji, przedsięwzięcie okazało się niełatwe do przeprowadzenia. Z jednej strony stowarzyszenie wystąpiło o pomoc finansową do urzędu miasta i takowe otrzymało. Trochę więcej zachodu wymagało zorganizowanie zawieszenia tablicy w Rzymie. Stowarzyszenie rozpoczęło intensywną wymianę korespondencji z polską amasadą we Włoszech.

Okazało się, że plany stowarzyszenia zakładające ingerencję w przestrzeń starej części Rzymu zaopiniować muszą władze Wiecznego Miasta. Rozmowy w tej sprawie przedłużały się, a władze stowarzyszenia podjęły brzemienną, jak się później okazało, w skutki decyzję zlecenia wykonania pamiątkowej tablicy według pomysłu swoich członków.

– Byliśmy przekonani, co zresztą potwierdzał wykonawca, że w razie konieczności naniesienie zmian nie będzie stanowić większego problemu – wyjaśnia T. Słowik.

Założenia takie okazały się z gruntu błędne. Po ustaleniu wszystkich niemal formalności z Rzymu przyszedł wzór określający wymiary, czcionkę, a nawet materiał, z którego płyta miałaby zostać wykonana.

Jak nietrudno się domyślić, powstała w Jarosławiu płyta nie odpowiadała tym wymaganiom. Trzeba było wykonać zupełnie nową. Za swój błąd miłośnicy Jarosławia zapłacili już z własnej kieszeni.

Płyta upamiętniająca Hordyńskiego zawisła w Rzymie z poślizgiem, bo dopiero w 2019 roku, w 100. rocznicę urodzin poety, uroczystość jej odsłonięcia obecnością zaszczyciła ambasador Maria Anders, przedstawiciel władz Rzymu, włoscy naukowcy i młodzież szkolna. Pierwsza tablica, ta wykonana w 2017r. z polskim rozmachem, trafiła do magazynu.

– Można ją z powodzeniem wykorzystać w innym miejscu – zapewnia T. Słowik.

 Czepialstwo czy standardowa procedura?

Na tym jednak nie koniec. Urząd miasta do sprawy podszedł z nieufnością. Trudno mieć pretensje. Podstawowe elementy niby się zgadzają. Pieniądze zostały przekazane, poszły na tablicę, tablica zawisła w Rzymie. Szkopuł w tym, że nie ta, za którą „zapłacił” ratusz. Czy to nadużycie? Przestępstwo? T. Słowik uważa, że nie.

– Gdybym wydał te pieniądze na inne cele, to tak, ale one zostały wydane zgodnie z przeznaczeniem. Są na to faktury – ocenia. Ratusz widzi to nieco inaczej.

– Ponieważ Stowarzyszenie Miłośników Jarosławia nie wywiązało się z postanowień umowy na realizację wyżej wymienionego zadania, gdyż niemożliwym było wykonanie tablicy do końca 2017 roku o treści ustalonej z władzami miasta Rzym, w marcu 2018 r. zostało wszczęte postępowanie administracyjne w tej sprawie – informuje Iga Kmiecik, rzecznik prasowy urzędu miasta.

W ramach owego postępowania ratusz domaga się zwrotu dofinansowania. SMJ kieruje decyzję do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które przyznaje rację stowarzyszeniu. Od 2018 już 3 razy – SKO ten spór analizuje właśnie po raz kolejny. Mało tego, w 2018 r. sprawa została skierowana do prokuratury. Ta orzekła, że działanie stowarzyszenia w sprawie tablicy nie wyczerpuje znamion przestępstwa. Podobnego zdania był sąd, do którego decyzję  prokuratury o umorzeniu postępowania zaskarżono.

– To albo złośliwość, albo niekompetencja. Skoro to jest badane bezskutecznie tyle razy, to albo komuś zależy na podtrzymaniu sporu, albo ktoś po prostu nie umie udowodnić przekroczenia przepisów – ocenia T. Słowik.

– Obecnie trwające postępowanie administracyjne wobec Stowarzyszenia Miłośników Jarosławia jest rutynowym działaniem burmistrza Jarosławia, do którego jest zobowiązany na podstawie artykułu 252. ustęp1. punkt 1., ustęp 5. i ustęp 6. punkt 1. ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych – ucina takie spekulacje I. Kmiecik.

Reklama

Stowarzyszenia szkoda, ale na kompromis się nie zanosi

Prowadzone postępowanie administracyjne skutkuje tym, że stowarzyszenie ma zamkniętą drogę do pozyskiwania pieniędzy z budżetu miasta. Stowarzyszenie organizowało konkurs recytatorski, współdziałało w organizacji Zlotu Gwiaździstego, opracowywało publikacje historyczne ze sztandarowymi „Rocznikami” na czele.

Do 2018 roku SMJ regularnie było dotowane z budżetu miasta. W 2016 było to wprawdzie tylko 12 tys. zł, ale już w 2017 – 52, a w 2018 – 45 tys. zł.

– W tej chwili to nie istnieje – skarży się T. Słowik, podkreślając, że stowarzyszenie działa przeszło 85 lat i jego wkład w zachowanie historycznej tożsamości miasta jest nieoceniony. – Nie chciałbym być tym, który ten cały dorobek stowarzyszenia pogrzebie – podkreśla.

A sytuacja do łatwych nie należy. Odcięte od współpracy z ratuszem stowarzyszenie ma problemy z realizowaniem swoich zadań. Na domiar złego ciągnąca się sprawa tablicy stawia przedstawicieli stowarzyszenia w złym świetle, utrudnia funkcjonowanie, w tym pozyskiwanie funduszy w lokalnym środowisku.

– Zaniechanie działalności przez SMJ byłoby dla Jarosławia ogromną stratą, szczególnie w ujęciu jego wieloletniej tradycji – zaskakująco zgodna z opinią T. Słowika jest dyrektor wydziału oświaty i sportu Renata Chlebowska.

– Zarzuty pana prezesa Tadeusza Słowika, jakoby za obecną sytuację Stowarzyszenia Miłośników Jarosławia odpowiedzialny był burmistrz miasta Jarosławia, są bezzasadne – podkreśla jednak, zauważając, że ratusz nie może odpowiadać za decyzje podejmowane przez władze tego czy innego stowarzyszenia, a przede wszystkim te ostanie powinny być instytucjami samofinansującymi się. Pat trwa.

Być może władze SMJ powinny unieść się honorem i te 10 tys. dofinansowania, które wzięły na feralną płytę, zwrócić, choć wtedy przylgnęłaby do nich etykieta tych, co zachachmęcili publiczny pieniądz. Być może z kolei ratusz mógłby nie być tak drobiazgowy, tablica, tak jak miało być, w Rzymie rozsławia imię znanego jarosławianina, stowarzyszenie odpowiedzialność poniosło, bo za „swoje” wykonało drugą, na koniec, czy i w ratuszu nie zdarzyło się, nawet w dobrej wierze, dokonać niezbyt fortunnego wydatku?

Która z tych dróg byłaby etycznie wskazana, każdy rozpoznać musi na konto własnego sumienia. Pewne jest jedno – kompromis by się przydał, nawet jeśli nie dlatego, by ratować SMJ, to choćby po to, by pokazać, że w Jarosławiu jego osiągnięcie w tak delikatnej sprawie jest możliwe. 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    . - niezalogowany 2021-06-09 06:53:18

    tadek kup mieszkanie

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama