Stowarzyszenie Miłośników Jarosławia powstało w 1935 roku i od tego czasu, z krótką przerwą na okres wojny i kształtowania się nowego powojennego ładu, krzewi historię miasta, publikuje opracowania naukowe, organizuje wydarzenia kulturalne. Teraz byt stowarzyszenia stoi pod znakiem zapytania. Zostało bowiem odcięte od dostępu do pieniędzy z budżetu miasta, a wszystko przez spór o tablice tablicę poświęconą Jerzemu Hordyńskiemu.
Problemy Stowarzyszenia Miłośników Jarosławia z ratuszem rozpoczęły się w 2016 roku. Mniej więcej wtedy ówczesny prezes stowarzyszenia Dariusz Jasiewicz wyszedł z inicjatywą, by uhonorować wybitnego poetę rodem z Jarosławia – Jerzego Hordyńskiego – tablicą pamiątkową.
Wic polegał na tym, że tablica miała zawisnąć w[paywall] Rzymie, gdzie artysta spędził przeszło dwie dekady swojego życia. Wtedy też dość niespodziewanie nastąpiła zmiana we władzach SMJ. D. Jasiewicz z funkcji zrezygnował, a schedę po nim, a także pomysł tablicy w Rzymie, przejął Tadeusz Słowik.
– Wtedy myśleliśmy, że to my będziemy o wszystkim decydować – mówi o procedurze poświęcenia Hordyńskiemu tablicy T. Słowik, który na stanowisku prezesa przetrwał do dziś.
Tablica, która wyszła bokiem
Jak wynika z jego relacji, przedsięwzięcie okazało się niełatwe do przeprowadzenia. Z jednej strony stowarzyszenie wystąpiło o pomoc finansową do urzędu miasta i takowe otrzymało. Trochę więcej zachodu wymagało zorganizowanie zawieszenia tablicy w Rzymie. Stowarzyszenie rozpoczęło intensywną wymianę korespondencji z polską amasadą we Włoszech.
Okazało się, że plany stowarzyszenia zakładające ingerencję w przestrzeń starej części Rzymu zaopiniować muszą władze Wiecznego Miasta. Rozmowy w tej sprawie przedłużały się, a władze stowarzyszenia podjęły brzemienną, jak się później okazało, w skutki decyzję zlecenia wykonania pamiątkowej tablicy według pomysłu swoich członków.
– Byliśmy przekonani, co zresztą potwierdzał wykonawca, że w razie konieczności naniesienie zmian nie będzie stanowić większego problemu – wyjaśnia T. Słowik.
Założenia takie okazały się z gruntu błędne. Po ustaleniu wszystkich niemal formalności z Rzymu przyszedł wzór określający wymiary, czcionkę, a nawet materiał, z którego płyta miałaby zostać wykonana.
Jak nietrudno się domyślić, powstała w Jarosławiu płyta nie odpowiadała tym wymaganiom. Trzeba było wykonać zupełnie nową. Za swój błąd miłośnicy Jarosławia zapłacili już z własnej kieszeni.
Płyta upamiętniająca Hordyńskiego zawisła w Rzymie z poślizgiem, bo dopiero w 2019 roku, w 100. rocznicę urodzin poety, uroczystość jej odsłonięcia obecnością zaszczyciła ambasador Maria Anders, przedstawiciel władz Rzymu, włoscy naukowcy i młodzież szkolna. Pierwsza tablica, ta wykonana w 2017r. z polskim rozmachem, trafiła do magazynu.
– Można ją z powodzeniem wykorzystać w innym miejscu – zapewnia T. Słowik.
Na tym jednak nie koniec. Urząd miasta do sprawy podszedł z nieufnością. Trudno mieć pretensje. Podstawowe elementy niby się zgadzają. Pieniądze zostały przekazane, poszły na tablicę, tablica zawisła w Rzymie. Szkopuł w tym, że nie ta, za którą „zapłacił” ratusz. Czy to nadużycie? Przestępstwo? T. Słowik uważa, że nie.
– Gdybym wydał te pieniądze na inne cele, to tak, ale one zostały wydane zgodnie z przeznaczeniem. Są na to faktury – ocenia. Ratusz widzi to nieco inaczej.
– Ponieważ Stowarzyszenie Miłośników Jarosławia nie wywiązało się z postanowień umowy na realizację wyżej wymienionego zadania, gdyż niemożliwym było wykonanie tablicy do końca 2017 roku o treści ustalonej z władzami miasta Rzym, w marcu 2018 r. zostało wszczęte postępowanie administracyjne w tej sprawie – informuje Iga Kmiecik, rzecznik prasowy urzędu miasta.
W ramach owego postępowania ratusz domaga się zwrotu dofinansowania. SMJ kieruje decyzję do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które przyznaje rację stowarzyszeniu. Od 2018 już 3 razy – SKO ten spór analizuje właśnie po raz kolejny. Mało tego, w 2018 r. sprawa została skierowana do prokuratury. Ta orzekła, że działanie stowarzyszenia w sprawie tablicy nie wyczerpuje znamion przestępstwa. Podobnego zdania był sąd, do którego decyzję prokuratury o umorzeniu postępowania zaskarżono.
– To albo złośliwość, albo niekompetencja. Skoro to jest badane bezskutecznie tyle razy, to albo komuś zależy na podtrzymaniu sporu, albo ktoś po prostu nie umie udowodnić przekroczenia przepisów – ocenia T. Słowik.
– Obecnie trwające postępowanie administracyjne wobec Stowarzyszenia Miłośników Jarosławia jest rutynowym działaniem burmistrza Jarosławia, do którego jest zobowiązany na podstawie artykułu 252. ustęp1. punkt 1., ustęp 5. i ustęp 6. punkt 1. ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych – ucina takie spekulacje I. Kmiecik.
Prowadzone postępowanie administracyjne skutkuje tym, że stowarzyszenie ma zamkniętą drogę do pozyskiwania pieniędzy z budżetu miasta. Stowarzyszenie organizowało konkurs recytatorski, współdziałało w organizacji Zlotu Gwiaździstego, opracowywało publikacje historyczne ze sztandarowymi „Rocznikami” na czele.
Do 2018 roku SMJ regularnie było dotowane z budżetu miasta. W 2016 było to wprawdzie tylko 12 tys. zł, ale już w 2017 – 52, a w 2018 – 45 tys. zł.
– W tej chwili to nie istnieje – skarży się T. Słowik, podkreślając, że stowarzyszenie działa przeszło 85 lat i jego wkład w zachowanie historycznej tożsamości miasta jest nieoceniony. – Nie chciałbym być tym, który ten cały dorobek stowarzyszenia pogrzebie – podkreśla.
A sytuacja do łatwych nie należy. Odcięte od współpracy z ratuszem stowarzyszenie ma problemy z realizowaniem swoich zadań. Na domiar złego ciągnąca się sprawa tablicy stawia przedstawicieli stowarzyszenia w złym świetle, utrudnia funkcjonowanie, w tym pozyskiwanie funduszy w lokalnym środowisku.
– Zaniechanie działalności przez SMJ byłoby dla Jarosławia ogromną stratą, szczególnie w ujęciu jego wieloletniej tradycji – zaskakująco zgodna z opinią T. Słowika jest dyrektor wydziału oświaty i sportu Renata Chlebowska.
– Zarzuty pana prezesa Tadeusza Słowika, jakoby za obecną sytuację Stowarzyszenia Miłośników Jarosławia odpowiedzialny był burmistrz miasta Jarosławia, są bezzasadne – podkreśla jednak, zauważając, że ratusz nie może odpowiadać za decyzje podejmowane przez władze tego czy innego stowarzyszenia, a przede wszystkim te ostanie powinny być instytucjami samofinansującymi się. Pat trwa.
Być może władze SMJ powinny unieść się honorem i te 10 tys. dofinansowania, które wzięły na feralną płytę, zwrócić, choć wtedy przylgnęłaby do nich etykieta tych, co zachachmęcili publiczny pieniądz. Być może z kolei ratusz mógłby nie być tak drobiazgowy, tablica, tak jak miało być, w Rzymie rozsławia imię znanego jarosławianina, stowarzyszenie odpowiedzialność poniosło, bo za „swoje” wykonało drugą, na koniec, czy i w ratuszu nie zdarzyło się, nawet w dobrej wierze, dokonać niezbyt fortunnego wydatku?
Która z tych dróg byłaby etycznie wskazana, każdy rozpoznać musi na konto własnego sumienia. Pewne jest jedno – kompromis by się przydał, nawet jeśli nie dlatego, by ratować SMJ, to choćby po to, by pokazać, że w Jarosławiu jego osiągnięcie w tak delikatnej sprawie jest możliwe.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
tadek kup mieszkanie