W niewielkiej wiosce, położonej na prawym brzegu Sanu, jest tylko dziewięćdziesięciu pięciu mieszkańców, ale jej malownicze okolice cieszą się powodzeniem wśród mieszczuchów, którzy chętnie kupują tu działki przeznaczone na tereny rekreacyjne i budują domki letniskowe. Jedną z nich jest pani Grażyna, przemyślanka mieszkająca w Paryżu.
– Dwanaście lat temu kupiłam w Kupnej jednohektarową działkę, na której stał nieużywany domek po pszczelarzu. Pod uprawy to się nie nadawało, ale było w sam raz na działkę rekreacyjną. W sobotę, korzystając z tego, że upał zelżał, pojechałam z mamą i znajomym do Kupnej. Ze zdziwieniem zobaczyłam, że wzdłuż granicy mojej działki, co dziesięć kroków, powbijane są paliki, a na nich jakieś pakuneczki. Gdy podeszłyśmy z mamą bliżej, z przerażeniem i obrzydzeniem stwierdziłyśmy, że w nich są ludzkie włosy.
Pierwsza myśl to jakieś gusła albo czary, ale przecież[paywall] mamy dwudziesty pierwszy wiek. O co tu chodzi? Nie mam żadnych wrogów. Z miejscowymi mieszkańcami żyję bardzo dobrze. Może na początku przyglądali mi się ciekawie, bo obca, a do tego z Francji, ale teraz już mnie zaakceptowali. Kto i dlaczego to zrobił? Różne myśli zaczęły chodzić po głowie. Wiedziałam, że ludzkie włosy używane są w różnych magicznych zabiegach, żeby rzucić uroki albo je zdjąć. Kiedyś przywiozłam z Paryża bardzo ładną figurkę Buddy i postawiłam ją na studni.
Pomyślałam, może ktoś uznał, że chcę szerzyć obcą religię i za pomocą takich zabiegów postanowił odgrodzić mnie od wioski. Naprawdę, sama nie wiedziałam, co o tym myśleć – opowiada kobieta.

fot.Jacek Szwic
– Myślałam, że chodzi o posążek Buddy – mówi pani Grażyna.
Niedzielne południe. W wiosce nie widać żywej duszy. Do działki pani Grażyny (od głównej drogi) prowadzi trzysta metrów wąskiej, gruntowej dróżki obrośniętej krzakami. Z prawej strony jest jar z prawie wyschniętym strumykiem, a po lewej działka graniczy z dużym polem pszenicy. Od pola oddziela ją metrowy pas wykoszonej trawy. Tuż przy pszenicy zainstalowane są słupki z izolatorami, pomiędzy którymi rozciągnięty jest podwójny drut, czyli elektryczny pastuch, na który reaguje bydło i zwierzyna.
Bliżej działki pani Grażyny, co kilka kroków, ktoś powbijał grube na palec patyki. Nieprzypadkowo ułamane, tylko ścięte fachowo, jednym ciosem ostrej siekiery. Widać, że ktoś zrobił to celowo. Na każdym patyku ten ktoś przywiązał dratwą woreczek wielkości piłki tenisowej, zrobiony z damskich rajstop. W woreczkach są regularne dziury, przez które wystają kępki włosów. Chyba naprawdę ludzkich, bo jedne są blond, inne ciemne albo siwe, a nawet rude z czerwonym odcieniem.
Znajomy pani Grażyny przynosi kilka takich patyków z woreczkami, które dzień wcześniej na jej prośbę wyrwał i wyrzucił. Oglądamy dokładnie i nie mamy wątpliwości. To ludzkie włosy, pewnie z jakiegoś zakładu fryzjerskiego, bo widać jeszcze, że niektóre kosmyki zostały równo obcięte.
Do najbliższego domu jest jakieś dwieście metrów. Teraz mieszkają w nim letnicy, którzy odziedziczyli go po rodzinie i na wakacje przyjeżdżają tu ze Śląska. Pytamy mężczyznę, który krząta się po podwórku, czy nie widział, żeby ktoś obcy kręcił się koło działki pani Grażyny.
– Obcych nie widziałem, tylko ten, co uprawia pszenicę, czasem tu zagląda i on powiedział, że pozakładał te woreczki z sierścią wilka, żeby odstraszyć dziki, ale nie znam go i nawet nie wiem, gdzie mieszka – relacjonuje.
Informacja o sierści wilka wydaje się wielce nieprawdopodobna, bo czy ktoś widział wilka blondyna albo rudego? Zagadkę wyjaśnił dopiero doświadczony leśnik. – Słyszałem o takim dawnym, ludowym sposobie na odstraszanie zwierzyny za pomocą ludzkich włosów. Z doświadczenia wiem, że to zupełnie bezskuteczne, ale widocznie są jeszcze ludzie, którzy wierzą w takie metody.
O wiele bardziej skuteczniejsze są rozmaite, łatwo dostępne środki chemiczne. Skoro tamto pole zabezpieczone jest elektrycznym pastuchem, to widocznie ktoś zabezpieczył je jeszcze pakietami z ludzkimi włosami, ot tak na wszelki wypadek – śmieje się leśnik.

fot.Jacek Szwic
Po bliższym przyjrzeniu się nie było wątpliwości, że to ludzkie włosy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Jeden ze sposobów odstraszania dzikiej zwierzyny, czy skuteczny......?....a Pani nie nadaje się na wieś ..będą przeszkadzać piejące koguty...obornik...
i to jest ( średniowiecze) zaleta tego regionu TAK trzymać ...do Paryża , do Warszawy ....
zaletą jest tam wegetować i klepać bidę ale każdy sobie wybiera własną drogę , na starość może i przyjemnie i o kromce chleba...
nooo.... trzeba przyznać człowieku, że masz pojęcie o życiu na Podkarpaciu :D na prawdę ekspert :D
Ja to bym tam teraz poszukał jakiejś plantacji rzeżuchy
Woodoo, albo raczej wooda! Ktos was nie lubi chce nastraszyc. Zostawcie pol litra za plotem,a duch zniknie. Proste,nie? Ewentualnie ojciec Mateusz,i policja...hmm.czuje spiek ze strony p.i.s
No widzę, że głupio wypowiadają się o podkarpaciu osoby , które nigdy nie były tutaj , więc proponuję najpierw przyjechać , zobaczyć , a nie wypowiadać się w ciemno.
Jeden ze sposobów odstraszania dzikiej zwierzyny, czy skuteczny......?....a Pani nie nadaje się na wieś ..będą przeszkadzać piejące koguty...obornik...
a na podkarpaciu dalej średniowiecze
i to jest ( średniowiecze) zaleta tego regionu TAK trzymać ...do Paryża , do Warszawy ....