Reklama

Trzeci triumf Eurobusu Przemyśl. Artur Kuźma show!

Rywal grał, a Eurobus strzelał bramki. Jeśli tak miała wyglądać taktyka i strategia na spotkanie z niewygodnym rywalem, jakim bez wątpienia jest beniaminek z Kamienicy Królewskiej na Kaszubach, należy podopiecznym Roberta Kurosza tylko bić brawo. Chyba, że… Chyba, że trener przemyślan widział, że… jest głodny gry, że wraca po dwóch meczach nieobecności między słupki i chce przypomnieć się całej FOGO Ekstraklasie, że należy do grona najlepszych jej bramkarzy. Mając taką ścianę za plecami, można góry przenosić! Bo to był show Artura Kuźmy! Czapki z głów!

Przemyślanie byli żądni krwi po przegranej u siebie z „Czerwonymi Smokami” z Pniew. Byli zdeterminowani i chcący rehabilitacji za nie do końca udany występ z teamem z Wielkopolski. Niestety, kontuzja, jakiej doznał w tamtym meczu reprezentant Ukrainy Jaroslav Lebid okazała się na tyle poważna, że nie mógł pomóc kolegom. Trenerowi R. Kuroszowi wypadł niezwykle ważny gracz w rotacji.

 

Wejście smoka

Wejście w spotkanie gospodarze mieli kapitalne. Wyglądali, jakby chcieli rywala zmieść z parkietu. Po upływie dwóch minut prowadzenie – po ciekawie rozegranym rzucie wolnym przez jednego z najlepszych wśród miejscowych Hrihorija Zankę – zdobył Eryk Kiełbasa. Dwie minuty później było już 2:0. Arkadiusz Wielgosz zagrał do Sebastiana Pawlaka, ten balansem ciała zwiódł obrońcę i pewnie umieścił piłkę w siatce. Goście za bardzo nie wiedzieli, co się dzieje. Po sześciu minutach gry mieli już 5 fauli i każdy kolejny dawał Eurobusowi przedłużony rzut karny. Ich trener natychmiast zaordynował czas i obraz gry uległ zmianie. Przemyślanie oddali inicjatywę gościom, czając się na przechwyty futsalówki i ewentualne kontry. Tyle, że cofnęli się za bardzo. Niepotrzebnie pozwolili przeciwnikowi rosnąć z minuty na minutę. Ale ci nie byli w stanie przeskoczyć jednej przeszkody. Przez wiele minut zaporą nie do przebycia był Artur Kuźma. To, co wyczyniał w bramce, śmiało może go predestynować do miana bramkarza kolejki.

Reklama

 

Jak bronił, wie tylko on

W 7. min w tylko sobie znany sposób obronił dwa uderzenia z najbliższej odległości Ihora Dmitrijewa. W 15. i 16. min w tylko sobie znany sposób wygrał pojedynki „oko w oko” z Mateuszem Wesserlingiem i Kolumbijczykiem Brayanem Merą. Po drodze popisał się wieloma kapitalnymi interwencjami, bo przewaga WE-MET-u była fragmentami przytłaczająca. A że w futsalu niewykorzystane okazje się mszczą, goście po upływie 16 minut przegrywali już 3:0, kiedy perfekcyjnym lobem popisał się Mateusz Wanat. Wydawało się, że to ostudzi impet beniaminka z Kaszub. Ale nie… Końcówkę I połowy Eurobus rozegrał źle, bardzo źle. Najpierw sprokurowali rzut karny, po którym reprezentant Polski Mateusz Madziąg trafił na 3:1, za moment popełnili 6. faul i ten sam zawodnik stanął do egzekucji przedłużonego rzutu karnego. Wspaniały tego dnia Artur Kuźma był na posterunku. Nie mógł jednak nic zrobić na niecałe 2,5 minuty przed końcem I połowy, kiedy niepilnowany reprezentant Kostaryki Milinton Tijerino trafił z trzech metrów w sam środek bramki. Na 24 sekundy przed zejściem do szatni Eurobus mógł się odgryźć po rozegraniu chyba najładniejszej swojej akcji w tym meczu. Piłkę metr od bramki Labudy otrzymał S. Pawlak, ale strzelił nieco za lekko i bramkarz odbił ją, ale wprost pod nogi Neme. Ten nieco zaskoczony skierował ją w światło bramki, ale Labuda wybił ją po raz drugi, tym razem z linii bramkowej.

Reklama

 

Futsal jest nieprzewidywalny

Po upływie minuty II połowy tym samym popisał się H. Zanko. Gdyby nie jego doskonała interwencja, byłby remis. Potem jednak Eurobus nie pozwolił na taką dominację zespołu z Kamienicy Królewskiej jak wcześniej. Dokładniej i spokojniej rozgrywał piłkę, a goście – co było raczej pewne – nie byli w stanie utrzymać tak ogromnej intensywności gry. Stan sprzed końcówki I połowy, czyli prowadzenie Eurobusu trzema bramkami, przywrócili Victor Diego i H. Zanko. Ten pierwszy trafił po kombinacji z Neme, ten drugi po indywidualnej akcji, podczas której ładnym zwodem minął obrońcę i chytrze trafił tuż przy słupku. Wydawało się, że przemyślanie zaczną kontrolować grę. Ale to jest futsal. Tak dynamiczny i nieprzewidywalny, że pewnym wygranej nie można być do samego końca. Na 7 minut przed finałem defensywę Eurobusu „rozklepali” Mera z Tijerino. Potem znowu dał znać o sobie A. Kuźma, broniąc m.in. groźny strzał Mery. Finalne minuty gospodarze grali w osłabieniu. Niepotrzebne stracie E. Kiełbasy z M. Madziągiem zaowocowało żółtymi kartkami dla obu, a że dla gracza Eurobusu było to już drugie „żółtko”, musiał opuścić plac gry. Był moment, że WE-MET FC grał z przewagą dwóch zawodników, bo ich trener wycofał bramkarza. Tyle, że wreszcie mądrość w defensywie przemyślan nie pozwoliła im na doprowadzenie do kontaktu bramkowego. Ten uzyskali równo z syreną kończącą ten dramatyczny, elektryzujący, ale nie będący wielkim pokazem futsalowej wirtuozerii, pojedynek.

Reklama

 

Eurobus Przemyśl – WE-MET FC Kamienica Królewska 5:4 (3:2)

  • Bramki: 1:0 E. Kiełbasa 2:08 min, 2:0 Pawlak 4:09 min, 3:0 Wanat 16:26 min, 3:1 Madziąg 16:50 min (karny), 3:2 Tijerino 17:44 min, 4:2 Victor Diego 23:18 min, 5:2 Zanko 29:12 min, 5:3 Tijerino 32:54 min, 5:4 Mera 40:00 min.
  • Eurobus: Kuźma – Zanko, E. Kiełbasa, Wanat, Bała oraz Koltok (b), Sarzyński, Victor Diego, Neme, Rudnicki, A. Kiełbasa, Pawlak, Wielgosz, Demski.
  • WE-MET FC: Labuda – Madziąg, Tijerino, Mera, Dmitrijew oraz Jeliński (b), Hinca, Wesserling, Młyński, Wroński, Dobek, Choszcz, Sidor.

Sędziowali: Łukasz Szczołko i Łukasz Woliński (obaj z Lublina). Żółte kartki: Zanko, E. Kiełbasa, Wielgosz oraz Wesserling, Mera i Madziąg. Czerwona kartka: E. Kiełbasa (36:05 min; druga żółta). Widzów: 600.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości