– Pawlikowski jest bardzo zasadniczy i dokładny. Dbał o różne szczegóły – wspominają Jerzy Solski i Jolanta Kostka z Kalwarii Pacławskiej. Mieli swój drobny udział w powstaniu filmu "Zimna wojna".
Ekipa filmowa była w Kalwarii i Pacławiu na przełomie stycznia i lutego 2017 r. Te malutkie wioski zawdzięczają swój występ w słynnej produkcji w zasadzie dwóm osobom: II kierownikowi produkcji do spraw lokacji Michałowi Śliwkiewiczowi i Beacie Marzec, która mieszka w Będzinie, a w Kalwarii Pacławskiej ma dom. – Któregoś dnia zobaczyła Michała, który kręcił się po wsi w poszukiwaniu plenerów. Zapytała go, czy może w czymś pomóc. Ona zadzwoniła do Jurka i[paywall] tak się zaczęło – opowiada Jolanta Kostka, która z Jerzym Solskim prowadzi gospodarstwo agroturystyczne Gręboszówka w Kalwarii Pacławskiej.
– Szukał wtedy pobielanych domów – kontynuuje pan Jerzy. – Jakiś czas później przyjechała cała ekipa busem. Nawet nie wiedzieliśmy, że wśród nich jest Pawlikowski. Przedstawił się po prostu: Paweł. Poszliśmy oglądać plenery i szukać tych domów pobielanych – mówi J. Solski.
To był lipiec. Filmowcy wrócili do Kalwarii w styczniu kręcić właściwe sceny. Wcześniej pojawił się wspomniany kierownik produkcji, aby wszystko przygotowywać. Właściciele Gręboszówki pod swój dach przyjęli 7 mężczyzn z ekipy technicznej, która odpowiadała za tworzenie scenografii i różne prace techniczne. Byli też w ciągłym kontakcie ze scenografami. Co chwilę czegoś było potrzeba. A to jeszcze krzyżyka na ścianę brakowało, a to jakiejś chusty, a to serwety. – Nawet załatwiałem im kury, bo już na wsi kur coraz mniej – wspomina J. Solski. – Potem szukałem konia, co też nie było łatwe – dodaje.
Kilku mieszkańców wystąpiło w filmie jako statyści. – Moim zadaniem było przejechać na rowerze, wioząc z tyłu w skrzynce kury. Przejechałem tak z 30 razy, za każdym razem walcząc o życie, bo opony były łyse, droga śliska, a te kury trochę przeważały – opowiada J. Solski. – W sumie w całym filmie Kalwaria i Pacław są może 3 minuty i nawet ciężko je rozpoznać – dodaje.
Zdjęcia trwały 3 dni, ale ekipa filmowa była w Kalwarii ok. 2 tygodni. Na ten czas powstało prawdziwe miasteczko kamperów z pokojami do odpoczynku dla aktorów i stołówką. – A my przez te trzy dni za wiele nie pospaliśmy, bo co chwilę trzeba było w czymś pomóc. Kładliśmy się późno, a wstawaliśmy o piątej. Ale cieszymy się, że w Kalwarii coś się dzieje i odwiedzają ją takie osoby – mówią Jolanta i Jerzy.
Jak właściciele gospodarstwa wspominają filmowców? – Pawlikowski jest bardzo zasadniczy i dokładny. Dbał o różne szczegóły. Nie wiedziałem, że to ma takie znaczenie – mówi pan Jerzy.


Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze